|
Komunikat ten należałoby wziąć na serio, oczywiście Indie więcej ryżu eksportować nie będą, ale raczej zaczną się przestawiać na inne zboża, czy ziemniaki, które takich ilości wody nie potrzebują, ale fakt faktem: migracja z powodu wyczerpania zasobów wody już się zaczęła, na razie rozgrywa się głównie wewnątrz Indii, ale wraz z niekontrolowanym wzrostem ludności i hipertoksykacją doestępnych zasobów, pustynieniem, wycinaniem lasów i zmianami klimatycznymi wszystko zmierza w kierunku katastrofy (wręczy "ecocide" - ang. termin na "unicestwienie z przyczyn ekologicznych"). W samym Punjabie (czyt. Pendżabie), który produkuje ponad 10% indyjskiej żywności, poziom wody gruntowej spadł z 0,5 metra do 20 metrów pod powierzchnią ziemii. W obecnej chwili żniwa są śrubowane przez niesprawdzone rośliny modyfikowane genetycznie (GMO), które przynoszą głównie superdegradację gleby i nadużycie zasobów wody. Indie zaciągają zatem "ekologiczny kredyt" pieczętując go krwią dziesiatków tysięcy tradycyjnych farmerów rocznie, którzy popełniają samobójstwo, ponieważ nie mogą wytrzymać presji wielkich korporacji posiadających patenty na rośliny GMO. A Bangladesz ze 160 milionami ludzi, najgęściej zaludnione państwo świata, które nie jest miastem-państwem? Powoli znajduje się pod wodą: słoną oceaniczną wodą, która niszczy/już zniszczyła kiedyś najżyźniejszą deltę na świecie, a od drugiej strony pustynieje. Co zrobić z 1,5 mld ludzi? Każdy mieszkaniec Europy i Stanów Zjednoczonych mógłby dostać pod opiekę jednego mieszkańca Azji Południowej, a wciąż pozostawałyby miliony bez opieki!
|