Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa 5. rocznica zamachów w Londynie

5. rocznica zamachów w Londynie

07 lipiec 2010
A A A
Mija piąta rocznica tragicznych zamachów w Londynie. 7 lipca 2005 roku trzech zamachowców wysadziło się w trzech różnych miejscach londyńskiego metra, a czwarty w autobusie. Zginęły 52 osoby, w tym 4 islamskich terrorystów, a ponad 700 zostało rannych.

Image
Stacja metra w Londynie: źródło wikipedia commons
Do ataku doszło w czasie porannego szczytu, gdy londyńskie metro było wypełnione po brzegi. Bomby eksplodowały w tym samym czasie, kiedy w Szkocji trwał szczyt G8.
Ówczesny brytyjski premier Tony Blair był zszokowany wydarzeniami w Londynie. Jego pierwszą reakcją było krótkie oświadczenie. "Cokolwiek oni robią, jesteśmy zdeterminowani, by nie udało im się zniszczyć tego, co jest drogie nam w tym kraju i wśród innych cywilizowanych narodów na świecie" - powiedział Blair.
Jednym ze świadków tamtych wydarzeń był 25-letni dzisiaj Sean Baran, amerykański student, który przyjechał do Londynu na kilka dni. Jak opowiada, gdy zobaczył co się dzieje, natychmiast zaczął pomagać ludziom. "Ze stacji metra wychodzili ludzie. Na twarzach mieli maski, na twarzach plamy krwi, wypalona i pocięta skóra. Powiedziałem strażakom, że też jestem ratownikiem i że mogę pomóc. Jestem szczęśliwy, że mogłem wtedy pomóc ludziom" - opowiada.

Wśród ofiar zamachów były trzy Polki. 43-letnia Anna Brandt mieszkała w Londynie od trzech lat. Pracowała jako sprzątająca w dzielnicy Hammersmith. W dniu zamachów wyjechała do pracy około 8 rano. Osierociła dwoje dzieci.
29-letnia Karolina Glueck pochodziła z Chorzowa. W Londynie pracowała jako pomoc biurowa.
Najmłodsza z polskich ofiar to 23-letnia Monika Suchocka. Polka z Dąbrówki Malborskiej przyjechała do Londynu zaledwie dwa miesiące przed zamachami. Pracowała jako ekonomistka, a w wolnych chwilach grała na pianinie i śpiewała w chórze. Jej przyjaciele mówią, że była zachwycona Londynem. Po zamachu wywiesili w Londynie plakaty z jej wizerunkiem. Mieli nadzieję, że Monika przeżyła.

Gill Hick była jedną z ostatnich osób, którą uratowano z metra. Kiedy zamachowiec wysadził się w wagonie w jej pobliżu, straciła obie nogi. Jak mówi, po pięciu latach wciąż nie poradziła sobie z traumatycznymi przeżyciami. "Wciąż nie mogę uwierzyć, że to już pięć lat. To wydarzyło się jakby wczoraj. To dla mnie jest wciąż żywe. Straciłam obie nogi i chyba nie nadejdzie już dzień, kiedy odłożę to na bok. Mierzę się z tym w każdym momencie życia" - powiedziała.
Gill Hick przyznaje jednak, że wybaczyła już zamachowcom, zwłaszcza temu, który wysadził się w wagonie metra, którym jechała. "Osoba, która to zrobiła nie żyje. Gdyby on żył i poprosił mnie o wybaczenie, musiałabym się zastanowić".

Czwórka muzułmańskich zamachowców znała się ze sobą i przyjaźniła. Nie byli notowani przez policję. Do zamachu przyznała się później nieznana do tej pory organizacja "Tajna Grupa Dżihadu Al-Kaidy w Europie". Nie wiadomo jednak, czy grupa miała jakieś powiązania z organizacją Osamy bin Ladena.

Później ustalono, że co najmniej jeden z zamachowców był obserwowany przez kontrwywiad, który nie uznał go jednak za szczególnie groźnego.
Pochwały dla londyńskich służb ratunkowych ustąpiły z czasem miejsca bardziej krytycznej ocenie, ale rząd odmówił powołania niezależnego dochodzenia. Wydany rok później bestseller "Londonistan" winił brytyjską politykę "wielokulturowości" za powstanie rodzimej groźby islamizmu, a popularność książki dowodzi, że wielu Brytyjczyków zgadza się z tą oceną.
Równo 2 tygodnie po zamachach z 7 lipca 2005 roku doszło w Londynie do 4 kolejnych, nieudanych ataków autorstwa zupełnie innej grupy. Dokonano ich według tej samej formuły, choć przy użyciu zwietrzałego materiału wybuchowego. Dowiodły one, że policja i transport Londynu były nadal równie słabo przygotowane na taką ewentualność.