Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Polska Dariusz Materniak: Afgańskie wyzwanie

Dariusz Materniak: Afgańskie wyzwanie

28 luty 2007
A A A

Powoli, acz nieuchronnie zbliża się moment wyjazdu polskich żołnierzy do Afganistanu. Wojsko Polskie jest obecne w tym kraju od 2002 roku, jednakże na przełomie marca i kwietnia nasz kontyngent zwiększy się blisko dziesięciokrotnie. Docelowo w Afganistanie ma stacjonować ok. 1200 polskich żołnierzy (wobec ok. 130 dotychczas).
Jak dotąd Polacy zajmowali się głównie rozminowaniem okolic bazy Bagram, wraz ze zwiększeniem liczebności kontyngentu pojawią się także nowe (a co za tym idzie bardziej niebezpieczne) zadania, jako że Polska nie zgłosiła zastrzeżeń co do rozmieszczenia naszego kontyngentu oraz rodzaju wykonywanych zadań. Przerzut głównych sił kontyngentu ma odbyć się drogą morską oraz powietrzną (koszty transportu mają zostać pokryte przez USA).

19 lutego br. odbyło się pożegnanie wyjeżdżających do Afganistanu żołnierzy jednostki GROM, w którym wzięli udział m.in. minister obrony Aleksander Szczygło i szef sztabu generalnego gen. Franciszek Gągor oraz gen. Roman Polko. Nie jest to pierwsza misja jednostki GROM w Afganistanie, jako że polscy komandosi działali w Afganistanie w latach 2002 – 2004 w ramach operacji „Enduring Freedom”. Głównymi obszarami działania były wówczas rejony Mazar – e – Sharif, Kandaharu oraz obszar wokół Kabulu i Bagram (wschodnia część Afganistanu). Polacy współpracowali z żołnierzami sił specjalnych m.in. z USA, Australii i Niemiec. Zdobyte wówczas doświadczenia z pewnością zaowocują w czasie zbliżającej się misji, jako że żołnierze GROMu mają ponownie działać w okolicach Kandaharu. Faktycznie, jest to jeden z najniebezpieczniejszych rejonów Afganistanu, gdzie Talibowie posiadają znaczne wpływy. Polscy komandosi będą podlegać amerykańskiemu dowództwu kierującemu operacjami specjalnymi w Afganistanie.

Główne siły polskiego kontyngentu (a więc batalion manewrowy; zapewne tworzyć go będą żołnierze z 6 Brygady Desantowo – Szturmowej i/lub 25 Brygady Kawalerii Powietrznej oraz być może żołnierze 1 Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca), mają działać na obszarze dwóch prowincji we wschodnim Afganistanie: Ghazni i Paktika. Jest to trudny rejon, nie tylko ze względu na warunki naturalne, ale także na bliskość granicy z Pakistanem, przez którą stale przenikają zarówno ludzie jak i broń. Polski batalion ma być podporządkowany dowództwu amerykańskiej 82 Dywizji Powietrznodesantowej, jednej z najbardziej elitarnych jednostek US Army.

Niebagatelne znaczenie dla polskiego kontyngentu miał niedawny zakup przez MON śmigłowców typu Mi-17, które mają mocniejsze silniki niż Mi-8 i są lepiej przystosowane do działań w górach. Ok. 80% powierzchni Afganistanu zajmują góry, baza Bagram jest położona na wysokości ok. 1500 m n.p.m., a we wschodnim Afganistanie nie brak szczytów górskich o wysokości 5 – 7 tysięcy metrów. Środek transportu i walki jakim jest śmigłowiec jest nie do przecenienia w Afganistanie, gdyż użycie jednostek aeromobilnych jest jedyną rokującą nadzieję na sukces formą działania. Polski kontyngent będzie mógł liczyć na wsparcie Amerykanów, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpośrednie wsparcie ze strony śmigłowców szturmowych, jako że Polska na chwilę obecną nie dysponuje sprzętem tej klasy co armie państw zachodnich. Znajdujące się na wyposażeniu polskiej armii śmigłowce szturmowe typu Mi-24 dobrze sprawdziły się w czasie interwencji ZSRR w latach 80 – tych, jednakże na chwilę obecną jest to sprzęt lekko przestarzały i nie pasujący do charakteru działań z jakimi będziemy mieli do czynienia.

Obecnie trwają ostatnie przygotowania do misji, obejmujące szkolenia żołnierzy jak i przygotowanie sprzętu. Staranne przygotowanie ludzi jest sprawą podstawową, jako że w Afganistanie wrogiem będą nie tylko Talibowie ale i ekstremalne warunki (zmienne warunki pogodowe, skoki temperatur, problemy z zaopatrzeniem w wodę i wiele innych). Podobnie sprzęt musi zostać przystosowany do działania w tak trudnym środowisku. Prowadzone są prace nad dopancerzeniem kołowych transporterów opancerzonych „Rosomak”, jako że będzie to główny pojazd opancerzony wykorzystywany przez polskich żołnierzy. Stąd też konieczność dodatkowej ochrony pojazdów: głównym zagrożeniem są miny i ładunki wybuchowe (ang. IED – Improvised Explosive Device) instalowane na trasach przejazdów konwojów i patroli Kolejna niezwykle ważna kwestia to skoordynowanie działania systemów łączności. Jest to problem z którym nie zawsze radzą sobie najlepsze armie świata w tym amerykańska, stąd też przypadki tzw. „przyjaznego ostrzału” (ang. „Friendly Fire”). Kwestia ta jest kluczowa, zwłaszcza w sytuacjach gdy trzeba wezwać wsparcie z powietrza czy też ewakuować rannych z pola walki. Nieocenione doświadczenia w tej kwestii przyniósł udział w operacji w Iraku.

Niezwykle ważną sprawą jest też tzw. walka „o serca i umysły” mieszkańców Afganistanu. Obejmuje to wszelkie działania realizowane przez CIMIC (ang. Civil – Military Cooperation), a więc wszelkie operacje o charakterze psychologicznym, polegające na stworzeniu korzystnego klimatu współpracy pomiędzy mieszkańcami Afganistanu a żołnierzami. Obejmuje to wszelką pomoc miejscowej ludności, a więc wiercenie studni, kierowanie odbudową domów, rozdawanie żywności, itd.
Działania o tym charakterze były już prowadzone przez żołnierzy PKW w Iraku. Minister Aleksander Szczygło zapowiedział, iż z budżetu MSZ zostanie przeznaczone na ten cel dodatkowo 12 mln złotych. Kolejną kwestią jest zapewnienie stałego danych wywiadowczych, niezbędnych do skutecznego realizowania zadań misji. Według wspominanego już ministra Szczygło od tej strony misja zabezpieczona jest na dobrym poziomie (choć niedawna prezentacja raportu nt. likwidacji WSI i zmiany kadrowe w MON raczej nie miały pozytywnego wpływu na stan przygotowań do misji w Afganistanie).

Polscy żołnierze zapewne otrzymają zróżnicowane zadania. Część z nich nie będzie znacząco odbiegała od tych realizowanych w czasie typowych misji pokojowych. Można do nich zaliczyć m.in. rozminowanie, akcje poszukiwania broni i osób podejrzanych o nielegalną działalność, pomoc humanitarna.
Jak już jednak zostało powiedziane, Polska nie zgłosiła zastrzeżeń co do rodzaju przydzielanych zadań, stąd też pojawią się także zadania typowo bojowe, zapewne jako część zakrojonej na szerszą skalę operacji sił sojuszniczych. Notabene, pierwszą operacją tego typu, polegającą na oczyszczaniu terenu była operacja „Anakonda” przeprowadzona w marcu 2002 roku. Rozpoczęcia kolejnych tego typu przedsięwzięć można się spodziewać wraz z nadejściem wiosny i poprawą warunków pogodowych. Działania prowadzone przez komandosów z jednostki GROM zapewne pozostaną otoczone głęboką tajemnicą, choć można się domyślać, iż znajdą się wśród nich akcje schwytania bądź likwidacji konkretnych osób czy obiektów.

Misja w Afganistanie jest jedną z najważniejszych misji realizowanych przez Sojusz Północnoatlantycki w całej jego historii. Od jej wyniku zależy wiarygodność NATO jako aktora na scenie międzynarodowej. Ponadto, nie sposób przecenić doświadczeń zdobytych podczas misji tego typu. Jak zostało wcześniej powiedziane, misja nie będzie należała do łatwych i trudno byłoby nie zgodzić się z opinią ministra Aleksandra Szczygło iż „nie będą to ćwiczenia na poligonie”. Dla Polski misja ta będzie najpoważniejszym od chwili przystąpienia testem wiarygodności sojuszniczej od chwili przystąpienia do Sojuszu Północnoatlantyckiego w 1999 roku.

Czy możliwy jest sukces misji w Afganistanie? Odpowiedź brzmi: tak, ale pod pewnymi warunkami. Siły sojusznicze posiadają poważne atuty jakimi są strategiczna ruchliwość w skali całego kraju, miażdżąca przewaga nad przeciwnikiem jeśli chodzi o siłę ognia oraz skuteczne systemy zwiadu i rozpoznania. Nie wolno zapominać o konieczności zapewnienia przychylnego stosunku mieszkańców Afganistanu. Kwestią zasadniczą jest jednak filozofia prowadzenia działań. Warto w tym miejscu zauważyć pozytywne zmiany w sposobie prowadzenia operacji przez siły międzynarodowe. W październiku 2006 roku zaatakowany został konwój sił ISAF, lecz wezwane wsparcie lotnicze pojawiło się na miejscu potyczki dopiero po ok. 30 minutach, a wtedy nie było już kogo atakować, jako że napastnicy wycofali się natychmiast po ataku. Natomiast w podobnej sytuacji ostrzału wojsk ISAF ogniem moździerzy i broni lekkiej 20 lutego br. wezwane wsparcie lotnicze pojawiło się niemal natychmiast, a przeprowadzony atak za pomocą bomb naprowadzanych satelitarnie doprowadził do wyeliminowania przeciwnika.

Pewne zasady prowadzenia działań wojennych są uniwersalne, niezależnie od czasu i miejsca. Nie wolno pozostawić przeciwnikowi swobody działania, swobody wyboru czasu i miejsca bitwy, ale samemu dążyć do jego wyeliminowania gdy nie jest przygotowany do walki. „Atakuj, kiedy nie jest na to przygotowany. Pojawiaj się tam, gdzie on się ciebie nie spodziewa. (...) Przybywaj jak wiatr, odchodź jak błyskawica”. Zdanie to, zaczerpnięte z traktatu Sun Tzu pt. „Sztuka wojny” powinno stać się niejako myślą przewodnią wszelkich działań podejmowanych przez siły sojusznicze i to nie tylko w Afganistanie.

Na podstawie: Raport WTO i www.globalsecurity.org