Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Styl Książka Vladimir Volkoff - Spisek

Vladimir Volkoff - Spisek

02 wrzesień 2011
A A A

Vladimir Volkoff, Władimir Wołkow – pisarz francuski. Pochodził z rodziny emigrantów rosyjskich, był ciotecznym wnukiem kompozytora Piotra Czajkowskiego. W czasie wojny algierskiej służył jako oficer wywiadu francuskiego. W Polsce znany głównie z prac dotyczących dezinformacji i propagandy.
Powieści Volkoffa stanowią próbę zajrzenia w głąb rusko-bolszewicko-monarchistycznej duszy, która sama w sobie jest największą zagadką. W powieści tej chodzi głównie o pokazanie tego, w jaki sposób służby specjalne zmieniają człowieka, zrywają jego więzi ze środowiskiem, z którego się wywodzi. Ścieżka awansu w tajnym stowarzyszeniu przypomina inicjację w realnie działających specsłużbach

Zamach w dniu 11 września 2001 roku miał niezliczone konsekwencje, a jedna z nich zupełnie umknęła uwadze opinii publicznej. Pogrzeb generała, którego helikopter zestrzelono nad Czeczenią, odbywał się w Soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie. Otwartą trumnę złożono na katafalku pośrodku nawy. Wtedy trup eksplodował. Wybuch zabił arcybiskupa, dwóch księży, przedstawiciela prezydenta i żonę generała, oraz ranił jego syna i wielu innych uczestników mszy żałobnej. W kilka godzin później sześć innych trupów, także żołnierzy zabitych w Czeczenii, eksplodowało w różnych miejscach na terytorium Rosji...

„Dzień wybuchających trupów" staje się początkiem łańcucha zdarzeń, które z wolna odsłaniają kolejne fragmenty niezwykłego SPISKU. Czy Stany Zjednoczone utracą przywództwo polityczne świata na rzecz odnowionego sojuszu rosyjsko-francuskiego? Świata toczonego przez spiski, a tak naprawdę od dawna przez te spiski stwarzanego. Świata, w którym rewolucja październikowa została przygotowana przez spiskujących przeciw tradycyjnym wartościom bogatych nihilistów z Zachodu. Wizję świata, do którego przywykliśmy. l jaką rolę w tej grze przewidziano dla świata arabskiego, a jaką muzułmanie sami zamierzają w niej odegrać?.

W powieść „Spisek” Volkoff opisuje starcie dwóch sił: półtajnych organizacji sterującej polityką USA i Rosji. Pierwsza, mimo swego usadowienia, ma charakter kosmopolityczny (powstała zresztą w wieku XIX w Niemczech), propaguje ateizm, nihilizm moralny - oczywiście w imię wyzwolenia człowieka.
Druga siła to Rosja dźwigająca się powoli z komunistycznej zapaści, (którą to zapaść spowodowała zresztą przed kilkudziesięciu laty amerykańska organizacja).

Volkoff opisuje ostateczne starcie tych dwóch sił.

Nie są one samotne, mają swoich sojuszników. Sojusznikami pierwszej siły (teraz made in USA) są islamscy terroryści, którzy zresztą liczą na to, że po rozprawieniu się z Rosją przystąpią do walki z Wielkim Szatanem. Vladimir Volkoff na kartach powieści „Spisek” stawia tezę, że pomimo 11 września świat muzułmański i USA są sojusznikami.
Sojusznikiem Rosji jest (lub raczej, ma być) Europa. Rosja proponuje jej mniej zdegenerowanym reprezentantom sojusz. Sojusz w obronie rodziny, chrześcijaństwa, wolności.

Powieść „Spisek” rozgrywa się w ciągu jednego roku (2001-2002), tuż po ataku terrorystów islamskich na WTC w Nowym Jorku Nasila się wojna w Czeczenii. W Rosji wzrasta znaczenie związanej z Władimirem Putinem elitarnej grupy pod nazwą Liga Bojarów. Liga Bojarów to trust mózgów planujących odrodzenie Rosji - grupa rosyjskich intelektualistów spotykających się w Pałacu Myszkinów w Petersburgu.
W Ameryce natomiast działa półtajne stowarzyszenie zwane Klubem, które dąży do panowania nad światem. Jego członkowie zajmują wysokie pozycje w strukturach władzy USA. Tyle, że Klub nie reprezentuje interesów USA, a wręcz przeciwnie - traktuje to państwo całkowicie instrumentalnie. Prowadzi operację przeciwko Rosji - Rosji, którą uważa za główną przeszkodę na drodze do zaprowadzenia jednolitego globalnego porządku, którego jedną z podstaw jest relatywizm aksjologiczny. W oczach kierownictwa Klubu Rosja zaczęła odzyskiwać swoją dawną tożsamość, zwróciła się ku prawosławiu i tradycji narodowej. Klub chce zniszczyć Rosję, bo według niej, to ona stoi na drodze do głównego celu – likwidacji państw, narodów i utworzenia rządu światowego. Celem jest rząd światowy, zwycięstwo globalizmu. Rosja, ze swoją specyfiką cywilizacyjną, ową „innością”, odpornością na wpływy ideologiczne Klubu jest wrogiem śmiertelnym. Dlatego z nią walczą, przy pomocy potęgi USA. Dlatego Klub snuje intrygę przeciw Lidze Bojarów, wykorzystując do tego czeczeńskich terrorystów.

Główny bohater, Robert Chastow, ma za zadanie dotrzeć do wnętrza Ligi Bojarów,. Klub chce wiedzieć, o czym mówią na spotkaniach Ligi Bojarów, chce też sparaliżować jej działania i narzucić mediom jej czarny pijar. W tym celu Chastow nawiązuję kontakt z czeczeńskimi terrorystami. Przykładem jest rozmowa pomiędzy Chastowem, członkiem organizacji „Klub”, a islamskim terrorystą: „A zatem pracuje pan w sektorze prywatnym. W takim razie, proszę mi pozwolić, że zgadnę, co będzie tematem naszej rozmowy. Będzie pan mówił o ropie, a dokładnie o ropociągach. Przypuszczam, że ma mnie pan za czeczeńskiego bojownika. A dlaczego tak pana interesuje Czeczenia? Proszę mi tylko nie wmawiać, że to z powodu nieszczęść jej ludu. Pana interesuje tylko to, żeby kaspijska ropa i turkmeński gaz nie przypadły w udziale Rosji. Chce pan, żeby zostały skierowane przez niezależną Czeczenię do Gruzji, Rumunii, Serbii i Bośni (stąd wasze wspaniałomyślne wsparcie dla bośniackich muzułmanów) lub, ewentualnie, do Bułgarii, Macedonii i Albanii (stąd wasza heroiczna pomoc dla kosowskich muzułmanów). A zatem, panie Chastow, którą to amerykańską spółkę naftową pan reprezentuje i w czym mogą wam być pomocni ci biedni Czeczeńscy mudżahedini, których tak brzydko zostawiliście na lodzie, gdy po Nine-Eleven zaczęliście się trząść o wasze własne tyłki? (…) Reprezentuję pewną międzynarodową organizację, która na razie ma swoją główną siedzibę w Stanach Zjednoczonych. W chwili obecnej nasza organizacja i wy, bojownicy Czeczeńscy, mamy wspólnego wroga- Rosję”.

Kwestia ropy pojawia się wiele razy w książce, m.in. kwestie geopolityki basenu Morza Kaspijskiego - „Morze Kaspijskie ma nadmiar węglowodorów. Chodzi o ich eksport. Można by to robić na wschód lub południe, ale na razie eksport odbywa się na zachód, za pomocą dwóch równoległych rur. Jedna znajduje się na południe Kaukazu i biegnie od Baku nad Morzem Kaspijskim do Supsy nad Morzem Czarnym. Przecina Azerbejdżan i Gruzję- kraje niepodległe i raczej antyrosyjskie; znajduje się „pod opieką” Amerykańców. Druga rura znajduje się na północ od Kaukazu i biegnie także z Baku przez Czeczenię do Noworosyjska, który także leży nad Morzem Czarnym”.

Młody Robert jest tylko ogniwem w sztafecie pokoleń jego rodziny. W Klubie działał już jego dziadek. Zostawił mu list-testament, w którym wyjawił mu cele organizacji: „Nasz Klub wypowiedział wojnę człowiekowi na koniu już dawno temu. Zawsze byliśmy po stronie słabszych (a w każdym razie mniej silnych), biednych (a w każdym razie mniej bogatych) i to nie z powodu chrześcijańskiego lub wrodzonego współczucia, ale z powodu głębokiego przekonania, że ludzie powinni być równi. I nie chodzi wcale o to, że rodzą się równi -  każdy głupi widzi, że wcale tak nie jest, i że równymi trzeba ich dopiero uczynić. Oczywiście, byłoby idealnie, gdyby wszyscy ludzie mogli być bogaci, ale skoro to niemożliwe, to lepszym światem jest taki, w którym wszyscy są biedni, niż taki jak nasz, w którym istnieją i biedni, i bogaci. Tak, równość nie jest naturalna, jest nawet absolutnie sprzeczna z naturą i właśnie dlatego narzucenie jej kosztuje tak drogo (licząc w pieniądzach i w ludzkim życiu), ale tym, co odróżnia człowieka od zwierzęcia, jest właśnie fakt, iż nie jest on ograniczony przez własną naturę. No, bo powiedz: czy jest naturalne skakanie ze spadochronem lub spacerowanie po księżycu jak Neil Armstrong?
Celem naszego Klubu (przynajmniej moim zdaniem) jest stworzenie ludzkości wolnej od konfliktów. Jest tylko jeden sposób, żeby osiągnąć ten cel: globalny rząd. A nie będzie globalnego rządu, dopóki będą istnieli ludzie na koniach, zazdrośni o swoje przywileje. Żeby stworzyć globalny rząd, trzeba możliwie osłabić wszystkie dotychczasowe rządy, poza jednym (tak się składa, że chodzi o nasz), który musimy infiltrować (nie będzie to trudne). Od początku swego istnienia Klub wysadził już z siodła wielu kawalerzystów, w tym, na początku wieku - bagatela! - trzech europejskich cesarzy (gdy dojdę do końca tych wyznań, zobaczysz, że Twój stary Dziadek odegrał w tej operacji pewną rolę). Następne pokolenie nie spoczęło na laurach i pewnego dnia dowiesz się, jak w latach trzydziestych finansowaliśmy jednocześnie Hitlera i Stalina, czego skutki są ci znane - klęska Niemiec i zachwianie posadami ZSRR (?)

Wracam do Rosji. Przypomnij sobie słowa, które Turgieniew włożył w usta Putuginowi w „Dymie” - „Gdyby nagle jakiś naród miał zniknąć z powierzchni ziemi wraz z wszystkim, co kiedykolwiek wynalazł, nasza prawosławna mateczka-Rosja mogłaby spokojnie spaść w otchłań, nie poruszywszy ani jednego gwoździka, ani jednej szpileczki; wszystko zostałoby na swoim miejscu, bo nawet samowar, łapcie, duga czy knut, te słynne rosyjskie produkty, nie przez nas zostały wynalezione”. To nieprawda. Nie tylko, dlatego, że w ten sposób świat stałby się uboższy, pozbawiony ikon, muzyki klasztornej i całego dziewiętnastowiecznego malarstwa, literatury i muzyki rosyjskiej, ale przede wszystkim, dlatego, że Rosja to INNY WARIANT HISTORII LUDZKOŚCI, co paradoksalnie sprawia, że z punktu widzenia Klubu byłoby dobrze, gdyby zniknęła”.


Tymczasem sprzymierzeńcem Rosjan okazują się francuskie specsłużby, bowiem w grze bierze też udział emerytowany pułkownik francuskich służb specjalnych, Samson Sangdeboeuf, który zabezpiecza interesy francuskiego koncernu naftowego w rejonie Morza Kaspijskiego. Francuz zaczyna grać po stronie Rosjan i z czasem demaskuje z nimi grę Chastowa.

Emerytowany pułkownik Samson Sangdeboeuf jest podejmowany przez członków Ligi Bojarów. W dawnym pałacu Myszkinów dochodzi do spotkania zeświecczonego Europejczyka z kwiatem rosyjskiej inteligencji, duchowieństwa i niedobitej arystokracji. Przy luźnych rozmowach o kawiorze, wódce, ale i o cywilizacji, religii, Samson ma w pewnym momencie "poczucie głębokiego porozumienia, nieodpartego duchowego powinowactwa".

Pułkownik mówi: " Nigdy nie czułem się tak dobrze w towarzystwie żadnego Anglosasa. Dziś, panie i panowie jestem w marzycielskim nastroju i wyobrażam sobie, że w tym pałacu, jakieś dwieście lat temu, zebrali się młodzi oficerowie żeby pić za zdrowie cara Aleksandra i za zwycięstwo nad Francuzami, którzy na rozkaz "prostowłosego Korsykanina" nie wiedzieć, po co napadli na Rosję. A potem, sto lat później, inni oficerowie rosyjscy zebrali się tutaj, jednak było z nimi dwóch oficerów francuskich i razem, po bratersku, tak jak my za chwilę, wypili za sojusz francusko-rosyjski."

Tyle mówi prosty żołnierz. Ideowo sojusz podbudowuje jeden z jego gospodarzy, Dymitr. Mówi: "Mnie, panie pułkowniku, fascynuje to, że Rosja wciąż ma jeszcze wybór. Zachód już nie ma wyboru - sam stoczył się w otchłań bałwochwalczego kultu praw człowieka. Sołowiew mawiał: "Poczucie obowiązku oczyszcza i uszlachetnia, zaś roszczenia wobec praw czynią złośliwym i małostkowym pieniaczem". Pan pułkowniku należy do społeczeństwa, które wybrało prawa, a nie obowiązek. My, jeszcze przez parę lat będziemy stali przed alternatywą. Jeżeli, tak jak wy, wybierzemy prawa, będziemy skończeni - jak wy. Jeżeli wybierzemy obowiązek, dla ludzkości jest jeszcze jakaś szansa."

Inny cytat, też z rozmowy z pułkownikiem Samsonem: „Amerykanie od zawsze są wrogami Rosjan. Przed rewolucją sabotowali imperium. Podczas rewolucji pomogli Sowietom. Dwie trzecie przemysłu sowieckiego powstało w oparciu o amerykańską pomoc. Ale gdy tylko Związek Sowiecki stał się potężny, zaraz się zabrali do rozmontowywania go. Teraz, kiedy nie ma już Związku Sowieckiego, nadal są naszymi wrogami. Dyrektywa Rady Bezpieczeństwa Narodowego z 18 sierpnia 1948 roku ma na celu „osłabienie gospodarcze i rozkład Związku Sowieckiego, niezależnie (proszę zwrócić na to uwagę, cytuję dokładnie: niezależnie!) od podstawy ideologicznej każdego ustroju postkomunistycznego, nawet jeśli będzie głosił demokrację i liberalizm”. I ten tekst pochodzi z 1948 roku! Sami widzicie, że działają naprawdę długofalowo. Plan jest jasny: amerykańska hegemonia ma być narzucona w trzech etapach. Po pierwsze, zniszczenie narodowej tkanki innych państw; po drugie, przekształcenie innych społeczeństw w międzynarodowe rynki zbytu; po trzecie, okupacja świata przez NATO, coca- colę i spółkę- mówiąc to, nerwowo uderzała widelcem w stół.

- Czy mogę spytać, jaki jest pani zawód?- spytał Samson. Wetknęła kolejnego papierosa do cygarniczki.- Jestem historykiem. I twierdzę, że Amerykanie mają zamiar podporządkować świat mamonie, czyli dolarowi”.
    
Pozytywnym bohaterem „Spisku” jest Władimir Putin. I putinowska Rosja, mogąca stać się „antynicością”, jedyną alternatywą dla opanowanej przez nihilizm reszty świata. Światowe siły ciemności, wiedzione przez przywołany już spisek nihilistów, bały się tego od dawna. Stąd walka z ZSRR, która w istocie była walką nie z komunizmem, ale z Rosją. Komunizm był dla tej walki czymś niewiele większym od pretekstu. Złej Ameryce przeciwstawia się dobra Putinowska Rosja, która w sojuszu z Francją broni tradycyjnych wartości politycznych. Rosja proponująca mniej zdegenerowanym reprezentantom Europy sojusz w obronie rodziny, chrześcijaństwa, wolności. Książka przepełniona jest wizjami cudownej przyszłości, jaką może przynieść strategiczny sojusz rosyjsko-francuski, w wyniku, którego stolicą Unii Europejskiej, od Atlantyku po Pacyfik, zostanie Petersburg. Zgodnie zresztą z proroczą wizją samego Piotra Wielkiego. W powieść kilkakrotnie ponawiane są aluzje o wyższości prawosławia nad katolicyzmem.

Bohaterem negatywnym powieści są zaś wszyscy, którzy putinowskiej Rosji się przeciwstawiają. Czeczeńscy rebelianci, zachodni obrońcy praw człowieka. I – nade wszystko – Amerykanie, którzy (niezależnie od tego, czy są clintonowskimi lewicowcami, czy bushowskimi konserwatystami) pełnią w istocie rolę „pożytecznych idiotów” dla nihilistycznego spisku.

Vladimir Volkoff na kartach powieści „Spisek” stawia tezę, że pomimo 11 września świat muzułmański i USA są sojusznikami. W świetle takiego stwierdzenia bardzo ciekawie wygląda wybór celów tych akcji militarnych „wolnego świata”, które bardziej przypominały klasyczne wojny. Afganistan został zaatakowany, jako pierwszy gdyż tam znajdowały się bazy Al-Kaidy. Tam też przebywał (przebywa?) ten, którego uczyniono ikoną światowego terroryzmu islamskiego- Osama bin Laden. Wielce ciekawym jest fakt z skąd pochodzi bin Laden. Jest on, bowiem obywatelem Arabii Saudyjskiej. Ten kraj jest bardzo ważny dla muzułmanów gdyż na jego terenie znajdują się miasta Medyna i Mekka. Rodzina bin Ladena jest jedną z najbogatszych w Arabii Saudyjskiej. Dane wywiadowcze podają, że wielu bogatych Saudyjczyków wspiera finansowo terroryzm. Dlatego niektórzy gorącokrwiści zwolennicy wojny z terrorem uważają, że Amerykanie powinni uderzyć na ten kraj. Sęk w tym, że Arabia Saudyjska, a konkretnie rządząca nią dynastia Saudów, to jedni z najlepszych sojuszników USA na Bliskim Wschodzie. Tyle, że rządy owej dynastii są z powodu tego sojuszu, ale także z powodów religijno-obyczajowych, kontestowane przez radykalnych islamistów. Właśnie takich jak Osama bin Laden. Niszcząc bazy Al-Kaidy Amerykanie oddają także przysługę saudyjskim władzom. Warto też nadmienić, że afgańskich talibów trudno uznać za zwolenników ustroju monarchicznego.
Saddama Husajna również trudno uznać nie tylko za zwolennika kalifatu, ale także wzorcowego bojownika dżihadu. Oficjalnie był on zwolennikiem baasizmu- panarabskiego nacjonalizmu. Co prawda po I wojnie w Zatoce Perskiej iracki dyktator odwoływał się do islamu, ale Irak ani na jotę nie odszedł od pryncypiów państwa świeckiego (to znaczy państwa, w którym decyduje wola Saddama a nie szarijat). Husajn swoją awanturniczą polityką zraził do siebie większość państw arabskich. Po I wojnie kreował się na bohatera, który stawił czoło Wielkiemu Szatanowi. Podziw ulicy dla niego mógł stać się katalizatorem zmian w niektórych państwach arabskich. Dlatego żadne państwo bliskowschodnie nie włączyło się zbrojnie w II wojnę w Zatoce Perskiej, ale też żadne nie stanęło w obronie Iraku, a nawet w różny sposób pomagały w inwazji. Potem już mogły zacząć grę o irackie łupy.

Ostatnimi czasy mówi się o ewentualnej inwazji na Iran. Ciekawe jest to, że Iran jest państwem muzułmańskim, ale nie jest państwem arabskim. Iran zamieszkują Persowie. A pomiędzy Arabami i Persami nie ma dobrej krwi. Żeby naprawdę pojąć sens polityczno-militarnej aktywności USA warto ją sobie umiejscowić na mapie świata.

Fabuła powieści jest stricte sensacyjna, jednak końcówka książki zaskakuje, albowiem Volkoff zadaje podstawowe pytania o wolność człowieka nie tylko w wymiarze politycznym - nie spłycając i infantylizując tego zagadnienia do poziomu i definicji praw człowieczych haseł oraz pojęć - ale w sensie duchowym, teologicznym.

Na koniec autor zaskakuje czytelnika. „Klub” jest w rzeczywistości gigantyczną fikcją, jego działalność nie opiera się na żadnych zasadach jednym motorem jest nihilizm i chęć zniszczenia wszystkiego. Z ekranu komputera Chastowa patrzy na niego szef, dr Kirsten, jeden z „patriarchów”, którego twarz w pewnym momencie przekształca się w twarz belzebuba.

Vladimir Volkoff "Spisek", Wydawnictwo: Dębogóra,  512 s.