|
Mimo oczywistych różnic dzielących organizacje terrorystyczne (zarówno jeżeli chodzi o genezę, obszar działania, jak i cele, które chcą osiągnąć), można wymienić pewne ich cechy wspólne. Jedną z prób takiego uchwycenia zjawiska terroryzmu jest propozycja Jarosława Tomasiewicza. [1] Według niego terroryzm charakteryzuje m.in.: systematyczność (nie będzie nim zatem pojedynczy akt terroru), przemoc jako podstawowa metoda działania oraz określone cele, wśród których wymienia m.in.: zwrócenie uwagi opinii publicznej, zastraszenie, zadanie przeciwnikowi jak największych strat oraz ukaranie go za działania skierowane przeciw grupie terrorystycznej. REKLAMA
Strona 1 z 2 W poniższej pracy chciałabym zwrócić uwagę na zagadnienia pojawiające się podczas analizy obecności terroryzmu w mediach. Zwrócę przede wszystkim uwagę na cele, które myślę nie bez przyczyny zostały wymienione przez Tomasiewicza jako pierwsze – zdobycie rozgłosu, zaistnienie w świadomości jak największej rzeszy ludzi oraz ich zastraszenie. Są one możliwe do osiągnięcia jedynie dzięki mediom. Kryteria wyboru i selekcji materiałów informacyjnych w mediach Jeżeli przeanalizujemy koncepcje Stuarta Halla, Grega Philo oraz Johanna Galtunga i Marii Ruge dotyczące procesu selekcji materiałów informacyjnych w mediach, możemy śmiało postawić tezę, że działania terrorystyczne są wydarzeniami bardzo medialnymi, gdyż jako jedne z niewielu spełniają większość (jeśli nie wszystkie) kryteriów stanowiących o wartości informacji dla odbiorców, a więc i mediów. Z kolei im większa wartość, tym większe prawdopodobieństwo zaistnienia w mediach i w konsekwencji dotarcia do odbiorcy. Wśród kryteriów (criterial factors) zaproponowanych przez Galtunga i Ruge znajdują się: • częstotliwość (relacja z pojedynczego wydarzenia ma większą szansę zaistnienia w mediach, niż opis długiego procesu), • „próg” rozumiany przez autorów jako rozmiar danego wydarzenia, • jego intensywność (im intensywność jest większa i im bardziej spektakularne wydarzenie, tym stanowi ono większą wartość jako informacja), • jednoznaczność (przy czym niewyjaśnione i tajemnicze wydarzenia są równie medialne, jeśli korespondują z funkcjonującymi w danej kulturze stereotypami), • nacechowanie znaczeniami, czyli bliskość kulturowa, • istotność (oznaczające, że wydarzenie, które zaistniało w odległym zakątku świata, nie będzie powszechnie relacjonowane, gdyż w odczuciu odbiorcy nie dotyczy go), • zgodność, na którą składają się przewidywalność i zapotrzebowanie (ta kategoria odnosi się do takich wydarzeń, których odbiorcy albo spodziewają się – np. bójka na meczu piłkarskim, albo chcą, by zaszły – np. ślub znanej pary), • zaskoczenie, (wydarzenie jest medialne, jeśli jest niezwykłe, przerażające i zaistniało bez uprzedzenia), • odniesienie do dominujących aktorów w stosunkach międzynarodowych, • odniesienie do znanych osobistości, • odniesienie do problemów zwykłych ludzi oraz do czegoś negatywnego. Galtung i Ruge zwracają także uwagę, że dane wydarzenie, jeśli już raz zostało zdefiniowane jako „news”, będzie jako taki postrzegane przez dłuższy czas (ciągłość). O wartości zdarzenia będzie mówiła odbiorcy także kompozycja mówiącej o nim informacji (wydarzenie będzie uważane za ważne w zależności od tego, w jaki sposób zostanie wyeksponowane, np. na której stronie gazety i wśród jakich innych informacji się znajdzie). [2] Media zatem, zgodnie ze spostrzeżeniem Halla, nie zdają w oczywisty sposób relacji z wydarzeń, które są z natury, same w sobie medialne. Informacja pojawiająca się w mediach jest końcowym produktem procesu selekcji wydarzeń i tematów, na które istnieje zapotrzebowanie, ukształtowane przez szereg społecznych kategorii. Zatem to właśnie popyt społeczeństwa na określone informacje jest głównym motywem pojawiania się ich w mediach. Czy jesteśmy zatem świadkami przerażającej symbiozy mediów i terroryzmu? Według wielu znawców problematyki terroryzmu, tak. Wskazuje się przy tym na wzajemną zależność mediów i terrorystów, którą można przedstawić jako schemat: relacja z zamachu jest „reklamą” dla organizacji terrorystycznej, możliwością rozpowszechnienia swojego programu, przy czym dla mediów (z wyżej wymienionych powodów) wiąże się ona ze wzrostem poziomu oglądalności, słuchalności, bądź czytelnictwa. To z kolei stanowi wartość dla terrorystów, którzy w swoich kalkulacjach nastawieni są na zwrócenie uwagi jak największej liczby odbiorców i wywołanie wśród nich strachu. Najskuteczniejszym sposobem osiągnięcia tego celu, a więc skupienia na sobie uwagi mediów jest z kolei przeprowadzenie spektakularnych akcji, które spełniłyby wspomniane kryteria Galtunga i Ruge. Brian Jenkins, ekspert do spraw terroryzmu i bezpieczeństwa w RAND Corporation, stwierdził w 1974 roku, że „terroryzm to teatr”, a ataki terrorystów są często starannie zaplanowane w taki sposób, by przyciągnąć uwagę mediów. [3] Myślę, że najlepszym dowodem potwierdzającym prawdziwość tych słów były wydarzenia z 11 września 2001 roku. Zdjęcia Boeingów 767 uderzających w wieże WTC znalazły się we wszystkich ważniejszych gazetach, drukowano i odtwarzano rozmowy ofiar zamachu z najbliższymi, atak był szeroko komentowany w mediach zarówno przez specjalistów do spraw terroryzmu, jak i osoby nie zajmujące się na co dzień tym problemem. Dla Pawła Majchrzaka atak na WTC jest wręcz „najjaskrawszym przykładem wykorzystania >gorącego< materiału filmowego”, który był emitowany przez wszystkie światowe telewizje, by „wszyscy w najdrobniejszych szczegółach mogli zapoznać się z anatomią zbrodniczego zamachu”. [4]
|