|
Czy Europa dalej powinna być azylem dla milionów uciekinierów z reszty świata i jakie wymogi powinno się stawiać przybyszom z wielu odmiennych kulturowo obszarów. REKLAMA
Strona 1 z 3 Ostatnie lata przyniosły wielu państwom europejskim, a także samej UE, ożywioną dyskusję na temat przyszłości i kształtu imigracji, a w szczególności tego, czy Europa dalej powinna być azylem dla milionów uciekinierów z reszty świata i jakie wymogi powinno się stawiać przybyszom z wielu odmiennych kulturowo obszarów. Dyskusja - która przede wszystkim zdominowała media i opinię publiczną krajów, gdzie liczba imigrantów jest niemała (jak chociażby Francja, Niemcy, Wielka Brytania) - znalazła także swoje odzwierciedlenie w próbach nowych regulacji ds. imigracji i integracji, powstających w ramach Unii Europejskiej.
W przypadku samej UE deklarowanym celem nadrzędnym jest wypracowanie wspólnej i zharmonizowanej polityki względem imigrantów. W istocie jednak wszystkie dotychczasowe porozumienia w tej sprawie mają raczej charakter deklaratywny i nie posiadają mocy prawnej. Choć państwa Unii są zgodne co do tego, że należy stworzyć dobrze chronioną granicę zewnętrzną i ograniczyć liczbę nielegalnych imigrantów, to jednak pozostałe aspekty „zharmonizowanej polityki” – jak chociażby kształt oczekiwanej od imigrantów integracji z krajem przyjmującym – pozostają raczej w sferze życzeń, aniżeli praktyki. Jest to związane z wieloma czynnikami i odnosi się do problemu współpracy krajów w ramach samej UE. Czasem w grę wchodzi system legislacyjny państw, który - jak na przykład w Niemczech - decyzję w wielu kwestiach pozostawia administracji poszczególnych landów, co utrudnia wprowadzenie ujednoliconego systemu również w odniesieniu do polityki imigracyjnej. Ponadto, mimo już prawie półwiecznego doświadczenia w zakresie świadomego i usystematyzowanego przyjmowania imigrantów, żaden kraj europejski zdaje się nie posiadać sprawdzonego i wypróbowanego sposobu działania wobec wielu aspektów procedury przyjmowania, a spora część krajów, jak chociażby Polska, jest w niej do pewnego stopnia nowicjuszem. Przede wszystkim jednak, w Europie ścierają się dwie tendencje, a ostateczna wizja europejskiej polityki imigracyjnej, jeśli w końcu powstanie, będzie niewątpliwie ich wypadkową. Pierwsza z nich to, kreowana zwłaszcza przez opinię publiczną, obawa przed zalewem Europy przez rzesze imigrantów, które trzeba będzie wspierać rozbudowanym systemem świadczeń socjalnych. Zwłaszcza w dobie kryzysu gospodarczego ta wizja wydaje się szczególnie mało atrakcyjna i ryzykowna. Z obawą o poniesione wydatki łączy się od kilku lat także obawa przed niechęcią imigrantów z odrębnych kulturowo obszarów do integracji z systemem europejskich wartości (dotyczy to w pierwszej kolejności społeczności muzułmańskich, zwłaszcza po wydarzeniach 11 września 2001 r.). I choć ów strach przed „obcym-krwiopijcą” stał się bez wątpienia elementem dominującym, to mało kto do końca zastanawia się nad jego skutkami w sferze - tak bardzo ze strony imigranta oczekiwanej - „woli integracji”. Z powyższymi obawami rywalizuje troska o przyszły gospodarczy rozwój i pomyślność krajów UE. Nie ulega wątpliwości, że społeczeństwa europejskie się starzeją i aby utrzymać dotychczasową stopę wzrostu gospodarczego, będą musiały nie tylko wesprzeć politykę prorodzinną lub drastycznie podwyższyć wiek emerytalny, ale także przyjąć całkiem sporo przybyszy z zewnątrz. I tak na przykład, według niektórych szacunków, populacja Niemiec do 2050 roku może spaść z obecnych 82 milionów nawet do 60 milionów. By tak się nie stało, potrzebne będzie przyjęcie rocznie przynajmniej 324 tysięcy imigrantów, lub w całościowym rachunku 17,8 miliona. Tzw. stosunek potencjalnego wsparcia (The Potential Suport Ratio- PSR) określający liczbę ludzi w sile wieku (15-64 lata) przypadających na ludzi powyżej 65 roku życia, obecnie w przypadku Niemiec określa się na 4,4. By utrzymać ów wskaźnik na tej wysokości wymagana liczba przyjętych imigrantów do 2050 roku to 3,4 miliona osób na rok i aż 188,5 milionów imigrantów w rachunku całościowym. Według podobnego scenariusza Francja powinna przyjąć w tym czasie 93 miliony imigrantów aby utrzymać wskaźnik PSR na dotychczasowym poziomie. Mimo, że są to dane bardzo przybliżone, w niezaprzeczalny sposób wpływają także na myślenie o pozytywnym ekonomicznym wymiarze imigracji. Już dziś wiele krajów otwarło swoje podwoje dla tzw. wyspecjalizowanej kadry, oferując wizę i stanowiska pracy dla specjalistów spoza UE w poszukiwanych sektorach (np. informatycy, pielęgniarki). Nie można również nie wspomnieć o humanitarnym aspekcie polityki imigracyjnej, choć jest to motywacja, która zdaniem wielu specjalistów przeżywa dziś w Europie poważny kryzys. Niebagatelne znaczenie miały tu oczywiście zamachy terrorystyczne dokonane lub zaplanowane w Europie zwłaszcza przez islamskich ekstremistów. Podważyło to wieloletnie przekonanie Europejczyków, że wraz z porzuceniem kraju pochodzenia, przybysze niemal natychmiastowo asymilują się z porządkiem europejskiej cywilizacji. Jak podkreśla Bernard Lewis asymilacja mogła mieć miejsce jedynie u zarania procesu imigracji, kiedy przybyszy było jeszcze stosunkowo niewielu i nie stanowili, tak jak dzisiaj, zwartej grupy wyodrębniającej się swą odmiennością wśród dominującej większości . Warte podkreślenia jest i to, że mamy obecnie do czynienia nawet z trzecim pokoleniem imigrantów urodzonych na Zachodzie, a dziś intensywnie poszukujących swej tożsamości i korzeni, często w jawny sposób kontestujących europejski porządek, prozachodni styl życia swoich rodziców czy dziadków. Wszystkie te czynniki, a także wspominany już powyżej rosnący dystans do imigrantów zauważany przez nich samych w społeczeństwach zachodnich, nadwerężają i tak już nadwątlone zaufanie między obiema grupami. Problem jednak w tym, jak podkreślają specjaliści , że integracja nie jest procesem, który może nastąpić w sposób jednostronny – jedynie poprzez dostosowanie się przybyszy do warunków panujących w ich nowej ojczyźnie. Tym samym kwestia integracji imigrantów zahacza o bardzo ważny dla Europy temat europejskiej tożsamości i jej filarów. Czy jest to „byt” w swej istocie niezmienny i oparty na jednoznacznych i trwałych wyznacznikach, czy też charakteryzuje się pewnym dynamizmem i otwartością na potencjalne zmiany? Przyjęcie lub może lepiej wypracowanie jakiejś określonej postawy wydaje się kluczowe dla określenia przyszłej polityki imigracyjnej Europy. Kraje Unii a problem imigracji i integracji Warto zauważyć, że podobnie jak i sami obywatele UE, również poszczególne kraje różnią się podejściem do tematu europejskiej imigracyjnej wielokulturowości. Podczas gdy Francja, czy Niemcy często lubią stawiać imigrantom warunki, określając to, co jest w ich mniemaniu „ w Europie dopuszczalne”, a także dość apodyktycznie nadając kształt postulowanej integracji, Szwecja oparła swoją politykę na idei wielokulturowości i budowaniu nowego porządku w oparciu o wzajemne dostosowanie się jednych i drugich. Kultura polityczna tego kraju nakazuje między innymi nie używać publicznie słowa „imigrant”, a jedynie sformułowania „osoba imigranckiego pochodzenia”, zaufaniem nie cieszy się również samo słowo „integracja”, gdyż zdaniem wielu implikuje ono, że wysiłek integrowania ma dotyczyć jedynie „gości”. Choć powyższe ujęcie trąci nieco hipokryzją, to jednak wskazuje na chęć zbudowania czegoś niemniej istotnego od wielu prawnych regulacji, a mianowicie przyjaznej i eliminującej wykluczenie atmosfery. Liberalna szwedzka polityka wobec imigrantów sięga zresztą znacznie dalej, dopuszcza posiadanie przez nich podwójnego obywatelstwa (szwedzkie mogą uzyskać już po pięciu latach stałego pobytu), wsparcie w zapewnieniu edukacji nie tylko w języku kraju przyjmującego, ale i w języku ojczystym, a nawet kandydowanie imigrantów na stanowiska państwowe w wyborach lokalnych i ogólnokrajowych. Dla porównania w Niemczech możliwość uzyskania obywatelstwa zyskuje się dziś po 8 latach stałego pobytu, kandydat musi jednak zdać test z języka niemieckiego i zrzec się obywatelstwa kraju pochodzenia. Z tego ostatniego powodu o niemieckie obywatelstwo nie stara się dziś wielu Turków, nie chcąc rezygnować z tureckiego paszportu. We Francji stosunek do imigrantów zmieniał się na przestrzeni ostatniego półwiecza w zależności od formacji sprawującej władzę. Mimo obywatelstwa przyznawanego według zasady jus soli – dla urodzonych we Francji, pozwalającego na naturalizację rzeszy potomków imigrantów, Francja pod wieloma względami poniosła klęskę w procesie ich integracji. Poczucie wykluczenia dawało tam wielokrotnie znać o sobie w postaci masowych protestów i chuligańskich wystąpień. Doprowadziło to do zaostrzenia stanowiska władz, które w ostatnich latach często dość otwarcie operują językiem niechęci wobec imigrantów. Oprócz cytowanych niechętnych wypowiedzi Ministra ds. Imigracji Erica Bessona i samego prezydenta Sarkoziego, Francja wzmogła restrykcje wobec nielegalnych imigrantów, poddając ich częściej i w sposób wykluczający możliwość odwołania, natychmiastowej ekstradycji. We Francji jest również przestępstwem pomoc udzielona nielegalnym imigrantom, przeciwko czemu protestuje wielu intelektualistów, jak chociażby Philippe Lioret - niedawny laureat prestiżowej nagrody filmowej Lux (przyznawanej przez Parlament Europejski) za film Welcome. Symbolem restrykcyjnej francuskiej polityki stał się zlikwidowany kilka miesięcy temu obóz dla nielegalnych uchodźców nieopodal portu w Calais nad Kanałem La Manche. Przebywający tu ludzie wielokrotnie podejmowali próby przedostania się przez Kanał do Wielkiej Brytanii, gdzie, jak wierzyli, mogli liczyć na lepszą przyszłość dla siebie i swoich rodzin. W obozie, który władze uznawały za nielegalny, brakowało wody, elektryczności, artykułów pierwszej potrzeby, pomoc imigrantom zapewniały jedynie organizacje humanitarne. Działało tu wielu nielegalnych przewoźników, którzy zarabiali krocie na marzeniu imigrantów przedostania się na drugą stronę Kanału. Fakt ten był głównym argumentem ministra Bessona przemawiającym za koniecznością likwidacji obozu, prowadził bowiem do wielu konfliktów na linii Francja-Wielka Brytania. W wielu krajach, jak na przykład we Włoszech, bycie nielegalnym imigrantem może być dziś powodem do aresztowania, co jest przykładem naruszenia praw człowieka, a także regulującej prawa imigrantów Konwencji Genewskiej (1951) i Protokołu Nowojorskiego (1967).
|