|
Geopolityczna pozycja Serbii w ostatnich kilku latach przeżywa całkowitą przebudowę. Kraj, który jeszcze do niedawna uznawany był za „czarną owcę” europejskiego stada – dziś nadaje ton wszelkim działaniom w regionie. Belgrad wyraźnie zredefiniował podstawowe filary swojej polityki zagranicznej umieszczając ją w dwóch, determinujących się wzajemnie płaszczyznach. Czy zręczny balans między czterema najważniejszymi aktorami światowej geopolityki jest w stanie przyspieszyć realizację najważniejszego celu, jakim bez wątpienia dla Serbii pozostaje integracja z UE? REKLAMA
Strona 1 z 2 Prezydent Boris Tadić wielokrotnie podkreślał, że dla jego kraju najważniejszymi priorytetami w polityce zagranicznej pozostają: integracja z UE, a także walka o suwerenność terytorialną państwa. I choć jeszcze kilka lat temu tego typu deklaracje odebrać można było by jako dobry żart, to obecnie posiadają one jak najbardziej realny kształt. Pod koniec grudnia 2009 roku Serbia złożyła oficjalny wniosek o członkostwo w UE, które to wydarzenie odebrać można jako przysłowiową „wisienkę na torcie” dotychczasowych rządów Partii Demokratycznej kierowanej przez Tadicia. Wydaje się, że pro-unijnego kursu Belgradu nie jest już w stanie zmienić nawet Rosja, która mimo znaczących ruchów w ostatnim czasie (ważne umowy energetyczne z Serbią) wydaje się nie mieć obiekcji dotyczących kierunku, w którym podążają jej „prawosławni bracia”. Włączenie do swojej polityki tak ważnych graczy jak Chiny czy Stany Zjednoczone z pewnością determinuje serbskie stanowisko w sprawie niepodległości Kosowa, które jeszcze długo nie będzie ulegało zmianie.
Płaszczyzna w płaszczyźnie
Próbując analizować obecną politykę zagraniczną Belgradu należy wyróżnić w niej dwie podstawowe płaszczyzny, które z racji priorytetów i zasięgu geograficznego podzielić można na: główną – w odniesieniu do Europy i dopełniającą – którą stanowią Chiny i Stany Zjednoczone. Na główną płaszczyznę serbskiej polityki zagranicznej składają się z kolei w pierwszej kolejności relacje z UE, a także Moskwą oraz szeroko pojęte stosunki z pozostałymi państwami regionu.
Złożona w grudniu 2009 roku przez prezydenta Tadicia oficjalna kandydatura Serbii na przyszłego członka UE potwierdziła nadrzędność tego wektora w obecnych celach politycznych Belgradu. Ostatnie zaktywizowanie polityki Brukseli wobec Serbii (podpisanie umowy SAA, odblokowanie przejściowej umowy handlowej zniesienie obowiązku wizowego wobec Serbii, Czarnogóry i Macedonii) jest z pewnością efektem zmiany percepcji roli tego kraju przez zachodnich polityków. Jednym z determinantów tej zmiany jest również wzmożenie aktywności Rosji, która przez wielu określana jest mianem „odwiecznej sojuszniczki Serbii”.
Stosunki z Brukselą określić można jako swoistą „płaszczyznę w płaszczyźnie”, gdyż pozostałe elementy stymulujące serbską politykę zagraniczną są w mniejszym lub większym stopniu jej podporządkowane. Z takiej perspektywy można odczytywać chociażby stosunki z Rosją, która w nowej (energetycznej) odsłonie zdobywa coraz większe wpływy w tej części Europy. Przeciwstawienie UE takich aktorów światowej polityki jak Moskwa czy Pekin stanowi znakomitą przeciwwagę, która przynosi Belgradowi znaczne profity. W przypadku takiego stanu rzeczy trudno nie pokusić się o analogię do zamierzchłych czasów Marszałka Tity i jego polityki „aktywnego niezaangażowania”, która stworzyła z ówczesnej Jugosławii swoisty pomost pomiędzy dwiema, wrogimi stronami „żelaznej kurtyny”.
Obserwując determinowanie relacji z UE poprzez jednoczesne interesy z Rosją czy Chinami zdecydowanie należy podkreślić, że to jednak nie Belgrad jest głównym graczem w tych relacjach. Czterofilarowa polityka Serbii to oczywiście element, z którym Bruksela musi się liczyć, jednak mając tak silne, moralno–polityczno–gospodarcze zaplecze względem Belgradu to zdecydowanie ona nadaje ton tej relacji.
Istnieje jednak obawa, że Serbia jako przyszły członek UE może stać się kolejnym elementem polityki zagranicznej Rosji prowadzonej względem Wspólnoty Europejskiej. Polega ona na swoistym „wciąganiu” do współpracy poszczególnych krajów UE (przykładem są Niemcy oraz ostatnio również Francja), co stanowi znakomity element destabilizujący wewnętrzną spójność UE. Serbia, której interesy gospodarcze (głównie w sferze energetycznej) już dziś w przeważającej części związane są z Rosją, ma szansę stać się „rosyjskim łącznikiem”, co z kolei może negatywnie wpłynąć na jej obecny proces integracyjny.
Spowolnienie tego procesu przez Brukselę byłoby jednak oznaką jej słabości i braku pomysłu na rywalizację z Rosją w regionie Bałkanów. Dostrzegają to również unijni politycy, którzy w ostatnim czasie zdecydowanie przyspieszyli proces decyzyjny wobec Belgradu. Za sferę potyczki z Rosją uznać można również ostatnie dyskusje na temat ewentualnego wstąpienia Serbii do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zarówno unijni politycy, jak i szef NATO podkreślają, że są zainteresowani pełną eurointegracją regionu, co równa się z włączeniem tamtejszych krajów zarówno do struktur unijnych, jak i natowskich. Choć ze względu na niski poziom poparcia dla takiego pomysłu wśród serbskiego społeczeństwa (w przeważającej części wciąż odbierającego NATO jako wroga, który zbombardował kraj w 1999 roku) temat nie jest podejmowany przez serbskie władze, to z pewnością kwestia ta będzie się pojawiać.
Mówiąc o relacjach serbsko – unijnych i serbsko – rosyjskich nie można pominąć tak istotnego czynnika, jakim jest kwestia Kosowa. Walka o suwerenność integralną państwa jest jednym z podstawowych wyznaczników polityki Belgradu, która ma bezpośrednie przełożenie na poparcie wśród wyborców. Poparcie Serbii w tej sprawie jest jednym z podstawowych czynników, który stymuluje serbskie zaangażowanie w relacjach z Moskwą, a także Pekinem, tak bardzo przydatnych chociażby w procesie przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w sprawie zbadania legalności kosowskiej deklaracji niepodległościowej w świetle prawa międzynarodowego.
|