|
Geopolityczna pozycja Serbii w ostatnich kilku latach przeżywa całkowitą przebudowę. Kraj, który jeszcze do niedawna uznawany był za „czarną owcę” europejskiego stada – dziś nadaje ton wszelkim działaniom w regionie. Belgrad wyraźnie zredefiniował podstawowe filary swojej polityki zagranicznej umieszczając ją w dwóch, determinujących się wzajemnie płaszczyznach. Czy zręczny balans między czterema najważniejszymi aktorami światowej geopolityki jest w stanie przyspieszyć realizację najważniejszego celu, jakim bez wątpienia dla Serbii pozostaje integracja z UE? REKLAMA
Strona 2 z 2 Filary na pokaz
Ukazywanie Moskwy, Pekinu czy Waszyngtonu jako podstawowych filarów polityki zagranicznej jest ze strony Serbii przejawem politycznego „cwaniactwa”. Świadczy o tym chociażby wspomniana kwestia Kosowa, która łączy relacje z tymi podmiotami. Czterofilarową politykę zagraniczną Serbii określić można więc jako „politykę największych korzyści”, która bardzo zręcznie została wkomponowana w geopolityczny czworokąt świata.
Pro–unijny kierunek obrany przez Belgrad jest stanem, który ma duże szanse na powodzenie. Tym samym trudno oczekiwać nagłej zmiany tego toru, nawet wobec zmian w rządzie. Coraz bardziej klarowna możliwość wcześniejszych wyborów parlamentarnych w Serbii nie stanowi zagrożenia dla głównego wektora serbskiej polityki zagranicznej. Stanowiąca obecnie największe zagrożenie dla rządzących – opozycyjna partia SNS (Srpska Napredna Stranka – Serbska Partia Postępu) całkiem niedawno wykrystalizowała się z dotychczasowego opozycyjnego lidera SRS (Srpska Radikalna Stranka – Serbska Partia Radykalna). Przewodniczący SNS Tomislav Nikolić (do niedawna „prawa ręka” Vojislava Šešelja w SRS) dokonał takiego ruchu dostrzegając, jak istotnym elementem w polityce Serbii staje się jej integracja z UE.
Jak już wspomniano relacje z Moskwą i Pekinem, poza aspektami czysto gospodarczymi, determinowane są głównie przez poparcie tych krajów dla Serbii w kwestii integralności terytorialnej tego kraju. Poparcie to stale się jednak coraz bardziej symboliczne. Świadczy o tym chociażby postawa Rosji, która po wojnie z Gruzją w 2008 roku uznała niepodległość Abchazji i Osetii Południowej, podważając całkowicie swoją wiarygodność w sprawie Kosowa.
Podobną intensywność zauważyć należy w przypadku relacji z Waszyngtonem, które tak naprawdę dopiero w ostatnim roku nabierać zaczęły realnych kształtów. Wizyta (maj 2009) wiceprezydenta Joe Bidena w Belgradzie była pierwszą wizytą tak wysokiej rangi amerykańskiego przedstawiciela w tym kraju po bombardowaniach z 1999 roku. Tym samym ciężko oczekiwać pewnej intensywności w obustronnych relacjach, które w zasadzie dopiero się budują. Niemniej jednak Belgrad wydaje się traktować Waszyngton jako „sojusznika”, który posiada znaczący wpływ na przyszłe członkostwo Serbii w UE.
Wzajemne uzależnienie
Poszczególne filary serbskiej polityki zagranicznej wykazują przejawy wzajemnego uzależnienia i determinacji. Ta zręcznie zainicjowana taktyka jest z pewnością sporym nowatorstwem Belgradu na tle pozostałych krajów regionu. Serbia w przeciwieństwie do swoich sąsiadów nie obrała członkostwa w UE jedynym celem politycznym, któremu wszelkie inne miałby tylko sprzyjać. Przykładem jest chociażby niechęć w stosunku do wstąpienia kraju do NATO. Serbia ponownie chce odgrywać rolę regionalnego lidera, stanowiącego jednocześnie pomost między Wschodem a Zachodem.
Mimo tych aspiracji należy jednoznacznie stwierdzić, że Serbia częściowo będzie te funkcje spełniać, jednak już jako członek UE. Z tej perspektywy należy postrzegać taki aspekt jako wzmocnienie geopolityczne również dla Brukseli. Wydaje się również, że scenariusz „rosyjskiego łącznika” jest mało prawdopodobny, a przynajmniej mało istotny w percepcji całej wewnętrznej stabilności UE. Rosja będzie nadal obecna na Bałkanach, jednak mimo wszystko region ten uznać należy obecnie za margines moskiewskich interesów politycznych względem Europy.
Regionalny lider
Jak już wspomniano, Serbia pod względem dążeń do integracji ze strukturami UE zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych państw regionu Bałkanów Zachodnich. Oczywiście taktyka Belgradu nie opiera się wyłącznie o bieżące potrzeby kraju, ma również swoje solidne podłoże historyczne. Przyglądając się dzisiejszej strukturze geopolitycznej regionu, widać dość zdecydowany powrót Serbii do roli lidera. Poza aspektami politycznymi ważny w przypadku państw regionu jest również poziom zaawansowania integracyjnego z UE, pod którym to względem Belgrad dogania czołówkę (Chorwacja, Macedonia).
Wiodąca rola Serbii w regionie z pewnością sprzyja szeroko rozumianej stabilizacji tych terenów. Dostrzegają to politycy w Brukseli, ale również gracze regionalni jak Słowenia, Grecja czy Rumunia. Nowe otwarcie w serbskiej polityce zagranicznej pozwala na nawiązanie nowych relacji z sąsiadami, co ma bezpośredni skutek na stabilizowanie geopolitycznej rzeczywistości na Bałkanach Zachodnich. W ostatnim czasie (po styczniowych wyborach prezydenckich w Chorwacji) pojawiła się chociażby znacząca szansa na uregulowanie stosunków z Zagrzebiem. Jak wiele dzieli Chorwatów i Serbów, nie trzeba nikogo przekonywać, jednak zwycięstwo w wyborach prezydenckich Ivo Josipovicia stwarza ogromną szansę na konstruktywny dialog między stronami. Nowy prezydent Chorwacji jeszcze podczas swojej kampanii wyborczej, wielokrotnie podkreślał, że to właśnie dobre stosunki z Belgradem będą dla niego największym wyzwaniem. Za dobry przejaw tego procesu można uznać chociażby tak drobny gest, jakim było zaproszenie prezydenta Tadicia na lutowe zaprzysiężenie Josipovicia jako prezydenta (Tadić odmówił jednak udziału w uroczystości z powodu obecności na niej prezydenta Kosowa). Ważna w tym kontekście jest również tocząca się obecnie debata w serbskiej Skupsztinie na temat rezolucji dotyczącej wydarzeń w Srebrenicy. Mimo znaczących sporów co do treści dokumentu, zauważyć należy fakt, że proces rozliczania się Belgradu z przeszłością (czego brak był szczególnie wytykany przez Chorwację i BiH) powoli się zaczyna. Niewątpliwie, współpracująca Serbia i Chorwacja to dobry sygnał również dla UE. Zagrzeb i Belgrad posiadają wszelkie przesłanki do tego, aby wspólnie z Brukselą konstruktywnie wpłynąć chociażby na obecny stan permanentnego kryzysu w Bośni i Hercegowinie.
Wnioski
Analizując obecną pozycję Serbii w geopolitycznym układzie Europy i świata, stwierdzić należy, że uległa ona całkowitemu zwrotowi i przewartościowaniu. Wybór pro-unijnego toru jest w zasadzie poniekąd brakiem alternatywy wobec członkostwa w UE w dzisiejszej Europie. Serbia po roku 1999 to nadal słaby gospodarczo kraj, który nie może już pozwolić sobie na pełną neutralność. Mimo to jednak Belgrad pragnie podkreślić swoje zdanie i poprzez sojusz z Moskwą, Chinami czy USA, podnieść poziom swojego międzynarodowego prestiżu.
Bezsprzecznie jego przyszłość wiązać należy głównie z UE, której członkiem stać się powinien w okolicach roku 2015. Ta optymistyczna prognoza wynika z determinacji obecnych władz dla wdrażania wszelkich zmian, które są wymagane przez Brukselę. Również UE jest zainteresowana jak najszybszym wystudzeniem „bałkańskiego kotła”, choć pojawiają się obawy (głównie wśród najstarszych członków) – mogące opóźnić akcesję pozostałych krajów Bałkanów Zachodnich (sprzeciw wobec włączania do UE kolejnych krajów Bałkanów Zachodnich podnoszą chociażby Niemcy czy Francuzi, którzy twierdzą, że po aneksji Chorwacji UE powinna zdecydowanie spowolnić proces rozszerzania). Abstrahując od tematu unijnej integracji, Serbia powraca na fotel politycznego lidera regionu. Zdecydowanie najbardziej przyczyniła się do tego czterofilarowa polityka zagraniczna, uwiarygodniająca kraj w oczach pozostałych państw regionu.
|