|
Chińska Republika właśnie obchodzi nadejście nowego, 2010 roku. Ma to być według chińskiego kalendarza rok spod znaku tygrysa, który, zgodnie z wierzeniami, przyniesie odwagę w podejmowaniu decyzji, ale i niepokoje. Te wierzenia nie miałyby jednak takiego rozgłosu na świecie, gdyby nie błyskawiczny wzrost gospodarczy Chin oraz towarzyszący mu rozwój chińskich sił zbrojnych. REKLAMA
Strona 1 z 2 Rozwijające się nieprzerwanie od 30 lat Chiny stały się drugim najważniejszym graczem na światowym rynku. Ten niebywały postęp wiąże się nie tylko z olbrzymimi zmianami wewnętrznymi kraju, wyciągnięciem z ubóstwa 500 mln Chińczyków, potwierdzeniem wiary we własne możliwości, czy utrzymaniem jedności narodowej. Chiński eksport odnosi sukcesy na całym świecie, jednocześnie stopniowo uzależniając od siebie kraje importujące, w efekcie wygrywania konkurencji z miejscowymi producentami. Wpływy Państwa Środka intensywnie rozwijają się także w krajach trzeciego świata, gdzie szuka ono kolejnych rynków dla swego eksportu i inwestycji, trwa tam wręcz gospodarcza konfrontacja mocarstw. Od chińskich pieniędzy uzależniony jest najpotężniejszy obecnie kraj świata – Stany Zjednoczone, ponieważ Chiny posiadają olbrzymie ilości amerykańskich obligacji skarbowych. Wszystkie te uzależnienia są przy tym dwustronne – tak jak zagraniczni importerzy są uzależnieni od chińskich produktów, podobnie chińska gospodarka od pieniędzy z eksportu, tak jak siła waluty USA jest uzależniona m.in. od chętnych na zakup obligacji skarbowych, podobnie skupujące je Chiny uzależnione są od stabilności dolara, ponieważ w tej walucie trzymają swe oszczędności, a także dokonują rozliczeń handlowych.
Z tej nakręcającej się spirali zależności na razie nie widać wyjścia i cały świat bacznie obserwuje wzrastającą potęgę Chin. Jednak nie tylko zależności gospodarcze mogą być zagrożeniem dla reszty świata. Coraz większą uwagę zwraca się na chińską armię, która już jest najliczniejszą na świecie. Ważne jest to w tym przypadku ze względów polityki wewnętrznej, chiński reżim polityczny od wydarzeń z czerwca 1989 r. znów oparty jest w pewnym stopniu na strachu. Co więcej, według ekspertów, armia stanowi jeden z filarów rządzącej krajem triady – obok partii i rządu[1]. Ciężko jednak uznać wszystkie zmiany zachodzące w chińskiej armii, jako potrzebne ze względów polityki wewnętrznej. Chińska Republika Ludowa czuje się mocarstwem i potrzebuje potwierdzenia tego statusu w wymiarze wojskowym. Jest to w dużym stopniu naturalne, że kraj o takiej potędze gospodarczej chce posiadać również proporcjonalnie potężne wojsko. Nie bez znaczenia jest dokonująca się na świecie „Revolution in Mlitary Affairs”, związana z postępem technologicznym i wymagająca olbrzymich nakładów finansowych. Jednak nie można powstrzymać się od refleksji, czy inwestując olbrzymie środki w armię, nie będzie się chciało jej użyć także w innym charakterze niż „straszak”. Cały świat patrzył na pełną dumy i patosu monstrualną wręcz defiladę z okazji 60-lecia ChRL. Jak wygląda w praktyce wzrost siły militarnej Chin oraz czy obawy z tym związane są uzasadnione?
Istnieje kilka przyczyn, dla których Chiny stopniowo zwiększają potencjał swojej armii. Partia bez wątpienia na pierwszym miejscu stawia niepokoje społeczne oraz ruchy separatystyczne, przede wszystkim w autonomicznych regionach Tybetu i Xinjiangu[2]. Choć około 91 proc. obywateli stanowią Chińczycy Han, w kraju uznaje się aż 55 mniejszości narodowych, które stanowią znaczące procenty ogółu mieszkańców na peryferiach kraju. Wciąż bierze się pod uwagę możliwość wystąpienia wojny granicznej o ograniczonym zasięgu, przede wszystkim z Indiami, Tajwanem lub Koreańską Republiką Ludowo - Demokratyczną. Szczególnie krucha pod tym względem kształtuje się sytuacja z Indiami, ponieważ nie słabną napięcia związane ze sporami granicznymi, przede wszystkim w indyjskich prowincjach Arunachal Pradesh i Sikkim oraz Kaszmirze[3]. Warto także pamiętać, że Indie odpowiadają za obronę sąsiadujących z Tybetem Bhutanu i Nepalu, strzegąc ich himalajskich granic.
Innym zagrożeniem jest spowolnienie rozwoju gospodarczego, od którego nie tylko zależy bogactwo państwa, ale także jego spójność. Uważa się, że gdy skończy się tryumfalny gospodarczy postęp, a ten jak uczy historia nie może trwać wiecznie, zniknąć może główne spoiwo tego olbrzymiego państwa. Wywołane tym niepokoje społeczne, obecne dzisiaj, a wzmocnione wzrostem bezrobocia, mogą zostać utopione we krwi lub doprowadzić do podziału Chin – jak choćby na bogate wschodnie wybrzeże, i słabo zaludniony, rolniczy interior[4]. Nieodłącznie związane ze stabilnością rozwoju gospodarczego jest rozwijanie i utrzymywanie wpływów w różnych częściach świata, a także kontroli nad swymi strategicznymi szlakami handlowymi. Działania w tym kierunku rodzą zaś najwięcej obaw reszty świata, co do nadchodzącej chińskiej dominacji.
Budżet Chińskiej Armii Ludowo - Wyzwoleńczej notuje dynamiczny, dwucyfrowy wzrost i oficjalnie wyniósł w 2009 r. ponad 70 mld dolarów[5]. Choć wydaje się to niewiele w porównaniu do budżetu Departamentu Obrony USA wynoszącego w 2009 r. aż 515 mld dolarów, ChRL i tak zajmuje pod tym względem drugie miejsce na świecie. Pentagon uważa, że faktyczna wartość wydatków Chin na zbrojenia jest przynajmniej dwukrotnie wyższa, ponieważ oficjalne dane nie uwzględniają wszystkich wydatków, m.in. zagranicznych zakupów wojskowych, zbrojeń nuklearnych i strategicznych, subsydiów dla przemysłu zbrojeniowego. SIPRI zaś, licząc według realnej wartości pieniądza, szacuje aż czterokrotnie większą wartość wydatków zbrojeniowych. Armia nie podlega kontroli rządu, tak jak w państwach zachodnich, ale partii komunistycznej. Jej liczebność ocenia się na 2,3 miliona żołnierzy regularnej armii, w tym 1,6 miliona sił lądowych, 400 tys. sił powietrznych i 255 tys. marynarki. Do tego należy doliczyć około 10 milionów ludzi w siłach paramilitarnych (Ludowa Policja Zbrojna, rezerwiści i milicja), oraz to, że w razie zagrożenia, zdolnych do służby wojskowej jest około 350 milionów ludzi.
W ostatnich latach armia podlega intensywnej modernizacji. Obejmuje ona przede wszystkim wymianę dominującego wciąż, przestarzałego uzbrojenia, oraz prawdopodobnie zakończoną właśnie redukcję liczebności sił zbrojnych z wcześniejszych 4 milionów. Wysiłki poświęcone są przede wszystkim rozbudowaniu marynarki wojennej oraz lotnictwa, tak jak w pozostałych krajach regionu. Przeprowadzane są zakupy uzbrojenia, których głównym źródłem od lat jest Federacja Rosyjska. Tylko w ubiegłym roku przekazała ona cztery niszczyciele klasy Sowriemiennyj wyposażone w wyrzutnie rakietowe oraz podpisała porozumienie w sprawie sprzedaży dwunastu myśliwców Su-30[6]. Innym znaczącym partnerem jest Izrael, co rodzi szczególne protesty USA, ponieważ to ich sprzęt w rezultacie sprzedawany do ChRL (na przykład, mimo oporów przeciwko sprzedaży samolotów typu AWACS, Chińczycy oficjalnie posiadają cztery maszyny tego typu). Na podstawie izraelskich prac powstał też jeden z podstawowych myśliwców chińskiego lotnictwa - Chengdu J-11.
Chiny wciąż podnoszą również kwestię zniesienia obowiązującego embarga na sprzedaż broni z Unii Europejskiej. Jest to związane z chęcią otrzymywania jak najnowocześniejszych technologii, których Rosjanie nie posiadają, lub nie chcą sprzedawać w obawie o własne bezpieczeństwo. Niezwykle istotne jest rozwijanie potencjału strategicznego i nuklearnego . Wdrażane są nowe rakiety interkontynentalne typów DF-31, DF-31A, DF-41, mogące razić całe terytorium Stanów Zjednoczonych i być wyposażane w wielogłowicowe ładunki. Ilość chińskich ładunków atomowych nie jest dokładnie znana, szacuje się ją od 200 do 400, a do ich przenoszenia Chiny dysponują całą tzw. triadą atomową (pociski balistyczne, bombowce strategiczne i okręty podwodne). Co warto odnotować, ilość rakiet oraz ładunków ciągle rośnie.
Uruchomiony został ambitny program kosmiczny. Po udanym umieszczeniu satelity na orbicie Księżyca w 2007 roku, Chińczycy planują dokonać lądowania bezzałogowego na ziemskim satelicie w przeciągu najbliższych trzech lat i wreszcie lądowania załogowego w 2025 roku[7]. Trwają również prace nad systemami antysatelitarnymi, a więc wymierzonymi w zdolność orientacji, komunikacji i poruszania się wroga. Wielki światowy oddźwięk zyskało zestrzelenie niesprawnego chińskiego satelity w 2007 roku , nie tylko ze względu na niezgodność tego czynu z prawem międzynarodowym i zaśmiecaniem kosmosu. Przede wszystkim pod znakiem zapytania stanęła skuteczność budowanej przez USA tzw. „tarczy antyrakietowej”, która oparta jest właśnie na korzystaniu z satelitów.
Imponująca jest liczba prowadzonych przez Chiny programów zbrojeniowych. Intensywnie rozwija się lotnictwo (programy J-10, FC-1, JH-7, J-11B - kopia Su-27), systemy rozpoznania i walki radioelektronicznej, zwiększa możliwości tankowania w powietrzu. Nie ustępują mu inwestycje w zwiększanie możliwości marynarki wojennej dzięki budowie dużych jednostek (Chińczycy oficjalnie rozważają budowę pierwszego lotniskowca, nieoficjalnie mówi się o już trwających pracach[8]), a także wojsk lądowych, poprzez wprowadzanie nowych modeli, takich jak czołgi Typ-99, transportery WZ551 oraz BWP TYPE 97. Cały zaś krajowy wysiłek zbrojeniowy wspomagany jest poprzez szpiegowanie i wykradanie zagranicznych technologii, o czym donoszą od czasu do czasu światowe media, oraz ulepszaniu kupowanych konstrukcji. W szpiegowaniu tym pomaga duża aktywność w dziedzinie walk w cyberprzestrzeni. Jak donosił Financial Times, chińscy hakerzy wielokrotnie spenetrowali m.in. sieć komputerową Białego Domu i nasilające się ataki tego typu stanowią najpoważniejsze zagrożenie dla utrzymania tajemnic technologicznych USA. Choć oficjalnie nie da się wiele powiedzieć na temat pobudek, jakimi kierowali się ci hakerzy, ich powiązania z rządem są co najmniej równie prawdopodobne, jak w przypadku ataków rosyjskich w Estonii czy Gruzji. Widać również rosnącą tendencję do kupowania już nie gotowych systemów, lecz jedynie podzespołów, mających służyć opracowaniu własnych projektów.
|