|
Chińska Republika właśnie obchodzi nadejście nowego, 2010 roku. Ma to być według chińskiego kalendarza rok spod znaku tygrysa, który, zgodnie z wierzeniami, przyniesie odwagę w podejmowaniu decyzji, ale i niepokoje. Te wierzenia nie miałyby jednak takiego rozgłosu na świecie, gdyby nie błyskawiczny wzrost gospodarczy Chin oraz towarzyszący mu rozwój chińskich sił zbrojnych. REKLAMA
Strona 2 z 2 Warto zauważyć, że rozwijanie przez ChRL wpływów w Afryce i na Bliskim Wschodzie, potrzebnych ze względu na potężny energetyczny „głód” chińskiej gospodarki, ma także swój wymiar militarny. Wiąże się on z budową, jak to określił indyjski autor Susenjit Guha, „sznura pereł” na Oceanie Indyjskim[9]. Chodzi tutaj o budowę trzech potężnych portów w Gwadar w Pakistanie, Hambantota na Sri Lance oraz Sittwe w Birmie. Port w Gwadar już istnieje, planowana jest jednak jego znaczna rozbudowa. Miałby on umożliwić Chinom transport ropy i gazu rurociągami wprost do chińskiej prowincji Xinjiang. Pakistanowi z kolei zapewnić ma bezpieczniejszą bazę dla marynarki wojennej niż w Karachi, ze względu na większą odległość od Indii. Obecnie jego rozbudowa stoi pod znakiem zapytania ze względu na niestabilność w Pakistanie i Kaszmirze. Port w Hambantota ma być lankijską odpowiedzią na plany unowocześnienia infrastruktury portowej w południowych Indiach. Będący już w trakcie budowy port kosztować ma pół miliarda dolarów, a finansowany jest niemal w całości przez Chiny – nie wiadomo, w jakim stopniu jako darowizna, a w jakim pożyczka. Razem z Colombo i Trincomallee (budowanym przy wsparciu Indii) Hambantota ma stanowić trójkę największych portów przeładunkowych w kraju. Wspomniany już Susenjit Guha wiąże także budowę tego portu z zakończeniem wojny domowej na Sri Lance, w której według doniesień SIPRI wydatnie pomogły Chiny śląc sprzęt wojskowy dla rządu w Colombo. Port w Sittwe jest jednym z głównych portów w Birmie, w którym Chińczycy uzyskali duże prawa prawdopodobnie w zamian za poparcie udzielane rządowi tego kraju, a także sprzedaż mu broni. Jest to związane jest z planami budowy ropociągu z Sittwe do chińskiej prowincji Yunnan.
Wszystkie te porty mają, poza przynoszeniem bezpośrednich korzyści dla handlu, umożliwić obsługę chińskich okrętów, ochraniających bezcenne dla ChRL szlaki handlowe z Afryki oraz z Bliskiego Wschodu. Chińska obecność w tych miejscach ma jednak również niebagatelne znaczenie strategiczne, czego nie sposób nie zauważyć. Przynajmniej dwa z tych portów (Gwadar i Hambantota) domniemywa się, że będą jednocześnie stanowić bazę marynarki wojennej Chin, co istotnie wpłynie na jej możliwości na Oceanie Indyjskim. Szczególnie niepokojące jest to dla Indii, których poczucie bezpieczeństwa z pewnością się pogorszy wraz z obecnością chińskich okrętów tuż przy jej wybrzeżu. Chiny mogą również wykorzystać większą obecność na Oceanie Indyjskim do bliższej obserwacji indyjskiego programu atomowego[10].
Jaki więc kierunek obrali Chińczycy, biorąc się za reformę swojej armii? Andrew Scobell wyróżnia tutaj cztery główne strategie modernizacji[11]. Pierwsza z nich zakładała budowę, wszelkimi dostępnymi środkami, pozycji supermocarstwa, obejmującą budowę potężnej floty, umożliwiającej kontrolę otwartych mórz i rzucenie wyzwania Stanom Zjednoczonym. Druga nie akcentowała kierunku konfrontacyjnego, ale próbowała wykorzystać dostępny potencjał, aby zmodernizować kupowany zagraniczny sprzęt i silnie rozwijać krajowy przemysł zbrojeniowy, który miałby z czasem dorównać amerykańskiemu, lub choćby rosyjskiemu. Trzeci zawiera się w dewizie „Ty walczysz na twój sposób, a ja walczę na swój” („ni da ni de, wo da wo de”). Godząc się z niemożliwością dorównania technologicznemu poziomowi armii amerykańskiej, skupić się należało na osłabianiu tej technologicznej przewagi niesymetrycznymi środkami, jak broń antysatelitarna (w większym lub mniejszym stopniu „oślepiłoby” to rakiety, samoloty i okręty) i walka w cyberprzestrzeni (mająca paraliżować komunikację i infrastrukturę) Można więc ją ocenić, jako strategię defensywną. Według czwartej doktryny, pochodzącej jeszcze z czasów Mao Zedonga, armia ma nie tylko bronić narodu, ale również go kształtować. Jej rozwój ma dawać przykład innym gałęziom gospodarki, a Chińczykom przynosić dumę i prestiż.
Dziś ciężko ocenić, którą z tych strategii wybrały Chiny – raczej każdą z nich po trochu. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że dwie pierwsze, czyli scenariusze tworzenia supermocarstwa oraz tworzenia nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego, były dotychczas raczej niemożliwe do zrealizowania. Chiński sektor zbrojeniowy jest w większości przestarzały i mało innowacyjny, zaś przeznaczenie zbyt wcześnie gigantycznych środków na budowę mocarstwowej pozycji osłabiłoby kraj gospodarczo – dominacja militarna spychana jest na drugi plan przez dominację gospodarczą. Sytuacja jednak ewoluuje i nie można rozstrzygać, czy z czasem nie wyłoni się nam dominująca i spójna strategia w dziedzinie zbrojeń. Wziąć należy tutaj pod uwagę również fakt, że Chińczycy dokładają starań, aby sprawy dotyczące chińskiej wojskowości utrzymywać w tajemnicy. I nie chodzi tutaj tylko o najnowocześniejsze projekty i służby specjalne - na chińskiej stronie Ministerstwa Obrony Narodowej nie ma nawet ilościowego przeglądu armii. Ta przesadna tajność może świadczyć po prostu o tym, że ChRL nie ma się na razie czym pochwalić.
Podsumowanie stanu i kierunku chińskich zbrojeń nie jest łatwe. Problem nie polega jednak na tym, czy intensywne przyspieszenie w tej dziedzinie jest, czy go nie ma. - problem polega na rozstrzygnięciu, czy to wyścig, czy modernizacja; Czy należy się tego przyspieszenia obawiać, czy jest to jedynie chińska próba dogonienia państw Zachodu. W „Białej Księdze” wydanej 20 stycznia 2009 roku Chiny odrzuciły zarzuty o agresywne zbrojenia twierdząc, że wzrost wydatków obronnych jest niezbędny z powodu takich czynników jak supremacja militarna, ekonomiczna i naukowa innych państw, zewnętrzne dążenia do powstrzymywania Chin i wewnętrzne zagrożenia ze strony sił separatystycznych. W tym samym dokumencie zobowiązały się również do nie używania broni nuklearnej jako pierwsze, oraz do nie używania jej przeciwko nieatomowym państwom[12], zaś rzecznik chińskiego MSZ niezmienne głosi, że Chiny są krajem miłującym pokój. We wszystkim jednak można dostrzec przysłowiowe „ale”. Czy to umiłowanie pokoju będzie miało wpływ na chińskie działania w stosunku do separatyzmów na Tajwanie i w Tybecie? Jak skonfrontować je z agresywnymi incydentami, takimi jak przetrzymywanie przez 11 dni załogi amerykańskiego samolotu, który miał kolizję nad ChRL w 2001r, lub nie wpuszczenie amerykańskiego lotniskowca Kitty Hawk do portu w Hongkongu w 2007 r.[13]? Czy można uwierzyć, że Chiny nie użyłyby broni nuklearnej przeciwko Korei, Japonii lub Tajwanowi w przypadku amerykańskiego ataku z ich terytorium (zgodnie z deklaracją o nie zastosowaniu broni atomowej przeciwko nieatomowemu państwu)? Gdy wśród tylu niewiadomych w mediach pojawi się zdająca rozwiązywać wątpliwości wiadomość, jak w 2005 r. z ust generała Zhu Chenghu[14], automatycznie zyskuje ona olbrzymi rozgłos.
Mając w pamięci to wszystko, należy jednak uzmysłowić sobie chińską rzeczywistość. Nawet jeśli ChRL przez kolejne lata intensyfikowało zbrojenia, przepaść dzieląca je od Stanów Zjednoczonych jest tak znaczna, że ryzykowne byłoby spodziewanie się choćby wyrównania potencjałów. Zbrojenia konwencjonalne większe znaczenie odgrywać mają raczej w regionie, choćby w stosunku do Tajwanu, w który stale wymierzony jest ponad tysiąc rakiet znad brzegu Cieśniny Tajwańskiej. Nie zmienią one jednak znacząco sytuacji tak długo, jak w regionie będą obecne silne wpływy Stanów Zjednoczonych i ich poparcie dla Tajwanu, Japonii czy Korei Południowej. Zbrojenia nuklearne jak dotąd służą mocarstwom jedynie do odstraszania, program kosmiczny zaś jest niczym innym, jak próbą gonienia Zachodu – choć możliwe w przyszłości korzyści z niego płynące są nie do przecenienia, póki co Chińczycy muszą nadrobić swoje czterdziestoletnie opóźnienia. Agresywne incydenty wydają się zaś zwykłymi przebłyskami emocji, przebijającymi się zza zimnej, wyrachowanej twarzy rządzącego reżimu. Chiny są już bowiem mocarstwem gospodarczym, a mocarstwo – takie czy inne – może sobie pozwolić na więcej. Państwo Środka nie może sobie jednak pozwolić na rzeczywisty konflikt na międzynarodową skalę, ponieważ uderzyłoby to w nie same. W rzeczywistości wciąż jedynym naprawdę groźnym atutem Chin jest ich potencjał. Jako jedyne mają możliwości, aby w przyszłości dorównać potęgą USA. Konieczne jednak do tego jest założenie, że będą one rozwijać się w niemalejącym tempie przez przynajmniej kolejne trzydzieści lat, bez czego pod znakiem zapytania stoi nawet integralność terytorialna ChRL. Jak ryzykowne jest tego typu założenie, uczy z kolei historia. Z drugiej strony, Chińczycy udowodnili, że potrafią planować naprawdę długofalowo, czas więc pokaże, czym jeszcze nas zaskoczą.
Przypisy:
1. Kelly Jason, “A Chinese Revolution in Military Affairs?”, Yale Journal of International Affairs, Vol. 1, Issue 2 2. Gillert Piotr, „Nadchodzi czas smoka...” 3. Nawrot Maciej, „Chiny - Indie: Pojedynek gigantów? http://www.psz.pl/tekst-7239/Chiny-Indie-Pojedynek-gigantow 4. Friedman George, „Następne sto lat. Prognoza na XXI wiek” 5. Wszystkie dane ilościowe dotyczące armii zaczerpnięte z http://www.sinodefence.com 6. Rucki Łukasz, „Wydatki wojskowe ChRL”, Stosunki Międzynarodowe, wrzesień 2006r 7. Chiński program kosmiczny według http://www.sinodefence.com/space/default.asp 8. Diamond Andrew, “Dying with Eyes Open or Closed: The Debate over a Chinese Aircraft Carrier”, The Korean Journal of Defense Analysis, Vol. XVIII, No. 1, 2006r 9. Guha Susenjit, “China is a threat to global good”, 2007r 10. B. Raman, “Gwadar, Hambantota & Sitwe: China’s Strategic Triangle”, 2007, dostępne pod http://www.southasiaanalysis.org/%5Cpapers22%5Cpaper2158.html 11. Scobell Andrew, “Chinese Army Building in the Era of Jiang Zemin”, http://www.globalsecurity.org, sierpień 2000 12. http://www.chinadaily.com.cn/china/2009-01/20/content_7413082.htm, dostęp z 7.01.10r 13. Alf Radosław, „Chiny-USA: Pekin pokazuje pazurki”, http://www.stosunkimiedzynarodowe.info, 2009 14. Generał Zhu Chenghu oświadczył wtedy publicznie, że jeśli USA stanęłyby w obronie Tajwanu, Chiny dokonałyby nuklearnego ataku na setki amerykańskich miast, nawet za cenę unicestwienia ziem “na wschód od Xi’anu” (w centralnych Chinach). Oficjalnie ChRL zdystansowała się od tej wypowiedzi za pośrednictwem oficjalnej Xinhua News Agency, mimo to generał wywołał swoją wypowiedzią szok w kręgach zachodnich.
Bibliografia:
- Haliżak Edward, „Stosunki międzynarodowe w regionie Azji i Pacyfiku”, wydawnictwo Scholar, 1999r - Friedman George, „Następne sto lat. Prognoza na XXI wiek”, wydawnictwo Andrzej Findeisen/AMF Plus Group, 2009r - Kelly Jason, A Chinese Revolution in Military Affairs?, “Yale Journal of International Affairs”, Vol. 1, Issue 2 - Gillert Piotr, Nadchodzi czas smoka: korespondencja z Pekinu, „Rzeczpospolita”,10 stycznia 2000 (nr 7) - Rucki Łukasz, Wydatki wojskowe ChRL, „Stosunki Międzynarodowe”, wrzesień 2006r - Oficjalna strona Ministerstwa Obrony Narodowej Chińskiej Republiki Ludowej http://www.mod.gov.cn - Portal dotyczący obronności ChRL http://www.sinodefence.com - Strona internetowa SAAG http://www.southasiaanalysis.org - Strona organizacji Global Security, http://www.globalsecurity.org - Portal Spraw Zagranicznych, http://www.psz.pl - Guha Susenjit, “China is a threat to global good” http://www.upiasia.com/Security/2009/05/11/china_is_a_threat_to_global_good/5754/, dostęp z dnia 7.01.2010 r.
|