|
Siedem lat po rozpoczęciu amerykańskiej operacji „Iraqi Freedom” w Iraku odbędą się wybory parlamentarne. Irakijczycy 7 marca 2010 roku wybiorą nowy parlament. Są to kolejne ważne wybory dla kraju, w którym przez ostatnie lata trwała wojna domowa. Będą one testem procesu zjednoczenia narodowego. Ich pomyślny przebieg i uformowanie stabilnego rządu są dla Stanów Zjednoczonych podstawą do wycofania swojej armii z Iraku. REKLAMA
Strona 1 z 3 Wybory w liczbach
Przyszły iracki parlament będzie składał się z 325 deputowanych. To o pięćdziesięciu więcej niż liczyła izba ustawodawcza w poprzedniej kadencji. Wzrost liczby miejsc jest efektem wzrostu populacji Iraku.
Uprawnionych do głosowania jest blisko 19 milionów Irakijczyków. Będą oni głosować w 18 okręgach wyborczych, które pokryją się z granicami prowincji. Dodatkowo zostanie też przeprowadzone głosowanie wśród Irakijczyków znajdujących się za granicą.
Podstawą głosowania jest nowe prawo wyborcze z listopada 2009 roku, które poprawia poprzednią ustawę z 2005 roku. W największym Bagdadzie będzie do zdobycia 59 mandatów, zaś w najmniej zaludnionych prowincjach – Majsan i Dahuk – po siedem. Przewidziana jest specjalna liczba miejsc w parlamencie dla kobiet i dodatkowe miejsca dla prowincji Kirkut.
W Iraku będzie działać około pięćdziesięciu tysięcy komisji wyborczych. Jedna komisja wyborcza będzie przypadać na około czterystu Irakijczyków.
Iracka Komisja wyborcza zarejestrowała ponad sześć tysięcy kandydatów z osiemdziesięciu sześciu komitetów wyborczych.
Irakijczycy za granicą
W wyniku wojny w 2003, upadku reżimu Saddama Husseina, destabilizacji kraju i wybuchu wojny domowej około dwóch milionów Irakijczyków opuściło terytorium kraju. Będą oni uprawnieni do głosowania w wyborach parlamentarnych. Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, że najwięcej uchodźców znajduje się obecnie w Jordanii i Syrii. Dane są dość rozbieżne. W samej tylko Syrii ocenia się ich liczbę na od trzystu tysięcy. ONZ ocenia, że za granicami jest ponad 2 miliony Irakijczyków.
Większość z nich to uchodźcy, jednak jest wielu, którzy są przeciwnikami obecnego rządu szyity Nouriego Malikiego. Wielu z nich wprost mówi, że nie wrócą do Iraku rządzonego przez szyitę, ponieważ jest to dla nich zbyt niebezpieczne. Zarzucają oni premierowi, że ignoruje problem irackich uchodźców, krytykują za brak polityki powrotu. Znaczna część z nich to sunnici, wielu z nich było członkami partii Baas, którzy teraz są wykluczeni z życia politycznego.
Irakijczykom znajdującym się w Syrii i Jordanii zostało przyznanych dziesięć mandatów w parlamencie. Ich głosy mogą odegrać decydującą role przy powoływaniu nowego parlamentu. Iracka komisja wyborcza oświadczyła, że w sześćdziesięciu miastach na świecie będzie można głosować w ciągu trzech najbliższych dni. Bezpieczeństwo Wybory będą testem młodej irackiej demokracji. Eksperci oceniają, że są ważnym krokiem na drodze ku zjednoczeniu narodowemu. Jednak siły zainteresowane, aby utrzymać niestabilność w kraju, zapowiedziały ataki podczas wyborów. Iracki rząd kładzie szczególny nacisk na zapewnienie bezpieczeństwa w dniu wyborów. W samej stolicy zostanie rozmieszczonych około dwustu tysięcy funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa i wojska. Podróżowanie po kraju zostało zakazane. Jest to odpowiedź na wzmożoną liczbę ataków terrorystycznych. W sam tylko czwartek w Bagdadzie zamachowcy samobójcy zabili podczas ataku na placówki wyborcze ponad czternaście osób. Z powodu pełnej mobilizacji służb bezpieczeństwa, czego przejawem jest między innymi cofanie urlopów i zwolnień lekarskich, Irakijczycy pracujący w resortach siłowych zagłosowali już w czwartek – na trzy dni przed wyborami. Uprawnieni do głosowania w tym dniu byli również zatrzymani, więźniowie i pacjenci szpitali. Frekwencja jest oceniana jako bardzo wysoka – głosy oddało około ośmiuset tysięcy ludzi. Nieuczciwe?
Wszystkie partie są zgodne co do jednego. Wybory parlamentarne będą nieuczciwe. Politycy opozycji oskarżają o dopisania ośmiuset tysięcy fałszywych nazwisk do spisu wyborców. To nie wszystko podobno wydrukowano siedem milionów dodatkowych kart wyborczych. Jedno z ugrupowań uważa, że źródłem oszustwa będą komisje wyborcze ulokowane za granicą. Iraqiya jest zdania, że nie dopuszczenie do kandydowania około pięciuset kandydatów na podstawie związków z partią Baas jest szachrajstwem.
Ciekawym zjawiskiem jest iracka „kiełbasa wyborcza”. Rozdawanie podarków jest czymś co łączy wszystkie ugrupowania. Na przykład premier Maliki przed wyborami rozdał broń przywódcom plemiennym w podziękowaniu za zaprowadzenie porządku w kraju. Zaprzeczył, aby miało to jakikolwiek związek z wyborami. Inni kandydaci rozdają buty, koce i rzeczy praktyczne. Obserwatorzy oceniają, ze „kiełbasa wyborcza” jest powszechna. Umyka jednak uwadze mediów. Wraz z tym procederem pojawiają się zarzuty wobec rządu – ugrupowanie Malikiego wykorzystuje państwowe pieniądze do prowadzenia kampanii wyborczej – uważają opozycjoniści. Sytuacja przedwyborcza przełoży się na protesty powyborcze. Jeżeli siły polityczne już teraz dopatrują się takich nieprawidłowości to na pewno będą składać protesty wyborcze, jeżeli wynik wyborów nie będzie satysfakcjonujący. Efektem tego będzie prawdopodobnie przedłużenie walki politycznej na okres powyborczy. Protesty wyborcze przedłuża obsadzanie miejsc w parlamencie. Rezultatem tego będzie późniejszy wybór prezydenta, dalej rządu i uzyskanie wotum zaufania. Po ostatnich wyborach parlamentarnych proces ten trwał ponad trzy miesiące. Podobnie będzie i teraz. Tak długi okres niestabilności może mieć fatalny wpływ na bezpieczeństwo w kraju.
|