|
Siedem lat po rozpoczęciu amerykańskiej operacji „Iraqi Freedom” w Iraku odbędą się wybory parlamentarne. Irakijczycy 7 marca 2010 roku wybiorą nowy parlament. Są to kolejne ważne wybory dla kraju, w którym przez ostatnie lata trwała wojna domowa. Będą one testem procesu zjednoczenia narodowego. Ich pomyślny przebieg i uformowanie stabilnego rządu są dla Stanów Zjednoczonych podstawą do wycofania swojej armii z Iraku. REKLAMA
Strona 3 z 3 Spory wokół prawa wyborczego Iracka konstytucja przewidywała przeprowadzenie wyborów parlamentarnych przed końcem stycznia 2010 roku. Powodem opóźnienia były spory wokół dwóch kwestii. Po pierwsze sprawa Kirkutu a także sprawa głosowania na listy otwarte, bądź zamknięte. KIRKUT
Prowincja Kirkut jest hojnie obdarzona przez naturę w ropę naftową i gaz. Co więcej, jej skład etniczny jest dosyć różnorodny. Jest zamieszkiwana przez Kurdów, Arabów i Turkmenów.
Kurdowie, którzy zamieszkują nie tylko Irak, ale także sąsiednią Syrię, Turcje i Iran, uzyskali po 2003 szeroką autonomię w ramach państwa irackiego. Kurdyjski rząd regionalny sprawuje władze nad trzema północnymi prowincjami kraju – Duhok, Arbil i Sulajanijah. Kompetencje władz kurdyjskich dotyczą spraw wewnętrznych – sprawy o znaczeniu narodowym i międzynarodowym należą do rządu w Bagdadzie.
Kurdowie uważają, że ze względów historycznych Kirkut powinien zostać przyłączony do autonomii. Podkreślają oni, że za rządów Saddama Husseina prowincja poddana była silnej arabizacji. Wielu Kurdów zostało zmuszonych do opuszczenie swoich domów. I w tym miejscu zaczyna się polityka. Nikt dokładnie nie wie ilu Kurdów zostało wysiedlonych – mówi się o dziesiątkach i setkach tysięcy. W zależności od tego czy słowa wypowiada Kurd – liczba ta rośnie, jeżeli Arab – liczba ta maleje.
Jednak kluczowa wydaje się ropa. Bagdad obawia się, że przyłączenie Kirkutu do autonomii spowoduje niebezpieczny dla centrali wzrost jej siły. Niektórzy mówią nawet, że przyłączenie tego bogatego w ropę regionu może dać ekonomiczne podstawy przyszłej kurdyjskiej państwowości. Budzi to z kolei obawy państw sąsiednich – Syrii, Iranu i Turcji, w których zamieszkuje znaczna mniejszość kurdyjska.
Kurdowie już parokrotnie podpisali umowy z międzynarodowymi korporacjami na wydobycie, przetwórstwo, bądź przesył irackiej ropy. Bagdadowi bardzo się to nie podobało. Centrala uważała, że takie umowy stoją w sprzeczności z iracką konstytucją - jeżeli nie zostały zaakceptowane przez ministerstwo właściwe do spraw surowców. Rząd centralny chce, aby dochody z ropy i gazu trafiały do budżetu centralnego i były sprawiedliwie dzielone pomiędzy wszystkich Irakijczyków. Kolejną sprawą jest to, że Arabowie zarzucają Kurdom „zaludnianie” Kirkutu. Władze autonomii mają stymulować przesiedlanie się Kurdów do Kirkutu. Sprawa ma dotyczyć nie tylko ludności, która została przez Husseina przepędzona, ale również nowych osadników. Arabowie obawiają się, że KRG próbuje zmienić strukturę etniczna prowincji, a później przeprowadzić w niej referendum dotyczące przyłączenia do trzech pozostały prowincji kurdyjskich. Faktem jest, że ludność Kirkutu gwałtownie wzrosła. Z chwilą upadku reżimu Saddama prowincja była zamieszkiwana przez około 850 tysięcy ludzi. W 2010 władze szacują, że mieszkańców jest już około 1,4 miliona. Liczba uprawnionych do głosowania w wyborach w 2004 roku wynosiła 400 tysięcy ludzi – w niedziele zagłosuje już 900 tysięcy. Kompromis przewiduje udzielenie prawa głosu każdemu, kto w 2009 roku zamieszkiwał Kirkut. To jednak nie wszystko – po wyborach ma odbyć się niejasny proces „przeglądu równości wyborów”. Eksperci oceniają, że spowoduje to duże napięcia pomiędzy Kurdami a resztą społeczeństwa Jak to wszystko przekłada się na wybory w Iraku? Istnieje silna obawa, że nierozwiązana sprawa Kirkutu wzmocni napięcia wśród Irakijczyków. Brak akceptowanego przez obie strony rozwiązani prowadzi do większej niestabilności politycznej w kraju. Sprawa ma też swoją ekonomiczna stronę – niestabilny Irak i niestabilny Kirkut – wstrzymuje zachodnie inwestycje w regionie, które oceniane są jako wysoce ryzykowne. Stoją więc pod znakiem zapytania wielkie projekty linii przesyłowych z Iraku przez Turcje na Europejskie rynki. LISTY WYBORCZE Ponieważ od 1957 roku nie został w Iraku przeprowadzony powszechny spis ludności podstawą do tworzenia list wyborczych zostały tzw. listy dystrybucji żywności. Zostały one stworzone po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Na ich podstawie reżim Saddama Husseina rozdzielał żywność. System ten nadal działa i jest najbardziej wiarygodny, jeżeli chodzi o ewidencjonowanie ludności. Wszystkie wybory po 2003 roku odbywały się na podstawie tego spisu. Obywatele mogą sprawdzać czy ich nazwiska figurują na liście. Mogą się również domagać dopisania do listy, jeżeli potrafią udowodnić, że miejscem zamieszkania jest okręg wyborczy, do którego chcą należeć. Z uwagi na brak perspektyw przeprowadzenia nowego spisu ludności – system oparty na rozdziale żywności jeszcze podczas kilku wyborów będzie podstawą tworzenia list wyborczych.
Rola Stanów Zjednoczonych i Iranu
Administracja Obamy nie angażuje się już tak szczegółowo w każdy element procesu wyborczego, jak ekipa Busha. Amerykanie starają się ograniczyć swoją role, ustępują miejsca ONZ i innym organizacjom międzynarodowym.
Stany Zjednoczone i ONZ interweniowały w prace nad ordynacją wyborcza. Jednak nie narzucając rozwiązań, działały raczej w roli mediatora. Pragnęły jak najszybszego wejścia ustawy w życie i jak najszybszych wyborów.
Wybory są dla Amerykanów ważnym elementem ich strategii wycofywania wojsk z Iraku. W świetle obecnego planu wszystkie jednostki bojowe mają być wycofana do końca sierpnia. Pozostać w kraju mają tylko jednostki szkoleniowe i techniczne. Jednak aby to przeprowadzić potrzebne są wybory i wyłonienie rządu, który będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo i stabilność Irakowi. Waszyngton sam wyznaczył sobie datę wycofania. Może w każdej chwili zmienić decyzję. Amerykańskie dowództwo opracowuje również wariant, w wypadku którego siły amerykańskie musiałyby pozostać dłużej w kraju. Zgodnie z umową pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Bagdadem Amerykanie mają ostatecznie wycofać się do końca 2011 roku. Jednostki szkolące iracką armię i policje pozostaną jednak dłużej. Teheran uważnie przypatruje się wyborom w Iraku. Iran wspiera finansowo wszystkie szyickie partie, ale nie tylko - wspiera również siły przychylnie nastawione do Islamskiej Republiki. W ten sposób Irańczycy wiedzą, że ktokolwiek wygra wybory będzie w dobrych relacjach z Teheranem. Należy ostrożnie odnieść się do prognoz, które twierdzą, że nowy iracki rząd będzie instrumentem Iranu. Biorąc pod uwagę doświadczenia historyczne – wojna iracko-irańska – i pozycję Stanów Zjednoczonych w regionie nie wydaje się to prawdopodobne.
Źródła:
www.ihec.iq/English/ www.oilprice.com/article-iraqi-elections-likely-to-fuel-ethnic-tensions-further-delay-access-to-kirkuks-reserves.html
www.carnegieendowment.org www.iraq.usembassy.gov/iraq-national-elections-faqs.html
www.rferl.org/content/Election_Campaigning_In_Iraq_A_Local_View/1974588.html
|