|
Rok 2009 przyniósł większe zainteresowanie USA sprawami Półwyspu Koreańskiego. Miały na to wpływ zarówno działania północnokoreańskiego reżimu, jak również polityka prezydenta Korei Południowej Lee Myung-baka, która cechowała się zbliżaniem stanowisk Seulu i Waszyngtonu. REKLAMA
Spuścizna 2008 roku
Ostatnie trzy miesiące poprzedniego roku były pełne sprzecznych sygnałów ze strony Pjongjangu. Mimo początkowych sprzeciwów Korea Północna w październiku zagwarantowała zgodę na przeprowadzenie przez niezależnych obserwatorów inspekcji instalacji nuklearnych. W zamian Waszyngton oficjalnie skreślił Koreę Północną z listy krajów sponsorujących światowy terroryzm. Jednak słowa Pjongjangu okazały się wyłącznie pustymi deklaracjami, gdyż już w grudniu amerykański sekretarz stanu Christopher Hill powiedział, że kolejna runda rozmów sześciostronnych nie przyniosła przełomu w kwestii weryfikacji zobowiązań Korei Północnej.
Nadzieje związane z nowym prezydentem i powrót północnokoreańskiego radykalizmu
Mimo że Pjongjang jednoznacznie negatywnie ocenił działalność administracji George’a W. Busha, objęcie władzy przez Baracka Obamę spotkało się z aprobatą Kim Dzong Ila. Północnokoreański przywódca wyraził nawet nadzieję na rozwój wzajemnych stosunków „po ostatnich ośmiu latach wojennej polityki administracji Busha”. W odpowiedzi rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu Robert Wood określił stosunki Waszyngtonu z Pjongjaniem jako dobrze rokujące, pod warunkiem, że strona północnokoreańska dotrzyma wcześniejszych zobowiązań w kwestii programu nuklearnego. Kim przekonywał, że nie zależy mu na wzroście napięcia w regionie, a w rozmowie z chińskimi przedstawicielami zadeklarował wolę współpracy z Pekinem w celu doprowadzenia do denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego w ramach rozmów sześciostronnych.
Jednak kilka tygodni później wywiady amerykański i południowokoreański poinformowały o przygotowaniach Korei Północnej do wystrzelenia międzykontynentalnego pocisku balistycznego, zdolnego przenieść głowicę nuklearną. Gen. Walter Sharp, główny dowódca wojsk amerykańskich stacjonujących w Korei Południowej, wezwał północnokoreańskie władze do powstrzymania się od dalszej eskalacji napięć na Półwyspie Koreańskim. Niepokojące sygnały zdawały się nie przemawiać do Stephena Boswortha, specjalnego przedstawiciela USA ds. Korei Północnej. W trakcie lutowego spotkania przedstawiciele północnokoreańskiego reżimu zbagatelizowali doniesienia o domniemanych planach wystrzelenia rakiety balistycznej, a Bosworth stwierdził, że „nie ma żadnego powodu do niepokoju czy pośpiechu”.
Stanowisko USA zaczęło zmieniać się dopiero w następnych tygodniach. Pierwszym poważnym ostrzeżeniem dla dotychczas ugodowego podejścia Waszyngtonu była informacja północnokoreańskich władz o wystrzeleniu w najbliższym czasie rakiety, która miałaby wynieść na orbitę satelitę telekomunikacyjnego. Drugą sprawą, która zaniepokoiła USA, było marcowe aresztowanie na granicy chińsko-koreańskiej dwóch amerykańskich dziennikarek przez północnokoreańskie służby bezpieczeństwa. W obliczu zagrożenia próbą rakietową USA zintensyfikowały współpracę z Koreą Południową, czego efektem było spotkanie w Waszyngtonie, w trakcie którego specjalny przedstawiciel Korei Południowej ds. pokoju i bezpieczeństwa na Półwyspie Koreańskim Wi Sung-Lac rozmawiał z Bosworthem na temat strategii przeciwdziałania północnokoreańskim planom rakietowym.
Formowanie się jednolitego stanowiska Seulu, Waszyngtonu, a także Tokio, nie zapobiegło północnokoreańskiej próbie rakiety dalekiego zasięgu w dniu 5 kwietnia. Zarówno Barack Obama, jak i Lee Myung-bak zdecydowanie potępili działania Korei Północnej i określili je mianem prowokacyjnych. Ponadto, w trakcie obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ Stany Zjednoczone forsowały pomysł dotkliwego ukarania Pjongjangu. Jednak amerykańskie pomysły spotkały się z dezaprobatą Chin, Rosji, Libii i Wietnamu, wskutek czego Rada Bezpieczeństwa wyłącznie wydała wspólne oświadczenie, potępiające północnokoreańską próbę i mówiące o jej sprzeczności z rezolucją nr 1718 z 2006 roku. Oświadczenie wezwało również Komitet ds. Sankcji ONZ do wzmocnienia obowiązujących już sankcji pod adresem Pjongjangu, co nie zadowoliło jednak ani USA, ani Korei Południowej. W odpowiedzi na decyzję ONZ Korea Północna zadeklarowała ostateczne wystąpienie z rozmów sześciostronnych i zapowiedziała wznowienie badań nad programem nuklearnym. Ponadto, północnokoreańskie władze stwierdziły, że nie dostrzegają jakichkolwiek pozytywnych zmian w polityce zagranicznej USA. Szczególna fala krytyki ze strony Pjongjangu pojawiła się po tym jak USA zadeklarowały kontynuowanie polityki roztaczania parasola nuklearnego nad Koreą Południowa.
Próba nuklearna i „niepodległościowe” próby rakietowe
Północnokoreańska zapowiedź w sprawie wznowienia prac nad programem nuklearnym doczekała się realizacji 25 maja, kiedy została przeprowadzona podziemna próba nuklearna. Natychmiast po tym wydarzeniu Biały Dom podkreślił, że północnokoreańskie działania są zagrożeniem dla światowego pokoju i podważają stabilność Azji Północno-Wschodniej. Efektem amerykańskich dążeń, polegających na dotkliwszym niż dotychczas ukaraniu Pjongjangu, była rezolucja Rady Bezpieczeństwa nr 1874 z 12 czerwca. Zgodnie z jej treścią funkcjonuje całkowity zakaz importu broni z Korei Północnej oraz zakaz eksportu broni tamże. Ponadto, zobowiązano państwa do przeprowadzenia na swoich terytoriach, włączając porty morskie i lotnicze, inspekcji ładunków płynących z lub do Korei Północnej, w przypadku gdy istnieje podejrzenie, że zawierają one materiały związane z technologią nuklearną lub rakietową. W uzasadnionych przypadkach państwa wezwane są do dokonania inspekcji statków na morzu otwartym.
W ciągu kolejnych kilku dni Obama spotkał się w Waszyngtonie z Lee Myung-bakiem, który przekonywał o znaczeniu silnych związków między Seulem a Waszyngtonem dla bezpieczeństwa Korei Południowej. Amerykański prezydent potwierdził dotychczasowe porozumienia z Koreą Południową oraz zadeklarował dalszą pomoc w konflikcie z północnokoreańskim reżimem. Potwierdzeniem słów Obamy było podpisanie w czerwcu amerykańsko-koreańskiej umowy sojuszniczej oraz zakup przez Koreę Południową czterdziestu amerykańskich rakiet typu ziemia-powietrze. Zgodnie z treścią umowy Waszyngton zobowiązał się dostarczyć swojemu sojusznikowi drogą morską lub lotniczą wsparcie w postaci broni konwencjonalnej lub nuklearnej w celu powstrzymania ewentualnej prowokacji ze strony Korei Północnej. Ponadto, USA zagwarantowały użycie systemu obrony przeciwrakietowej w przypadku realnego ataku północnokoreańskiego.
Innym krokiem amerykańskiej administracji była decyzja o rozszerzeniu sankcji nałożonych na Koreę Północną w oparciu o wewnętrzne ustawodawstwo USA (International Emergency Economic Powers Act i Trading With the Enemy Act). Tym samym Obama wykorzystał szczególne uprawnienia prezydenta do nadzorowania lub ograniczania wszelkich form transakcji gospodarczych między USA a państwem będącym w stanie wojny z USA lub poważnie zagrażającym bezpieczeństwu USA.
Amerykańska i światowa krytyka spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem Korei Północnej. 4 lipca, w dniu amerykańskiego Dnia Niepodległości, z północnokoreańskiej bazy Gitdaeryong zostało wystrzelonych w kierunku Morza Japońskiego siedem rakiet o zasięgu ok. 500 km. W kolejnych tygodniach lipca doszło do serii ataków cybernetycznych na amerykańskie i południowokoreańskie witryny rządowe, które zdaniem Seulu były koordynowane przez władze w Pjongjangu. W odpowiedzi na północnokoreańskie zagrożenia Korea Południowa poinformowała o planach budowy systemu ochrony przed impulsami elektromagnetycznymi powstałymi w wyniku ataku nuklearnego, a także zakupie od USA bezzałogowych samolotów wywiadowczych "Global Hawk" oraz bomb "bunker bluster", zdolnych do niszczenia podziemnych obiektów nuklearnych Korei Północnej.
Mimo potencjalnego wzrostu zagrożenia ze strony Pjongjangu, USA zapowiedziały, że nadal są gotowe prowadzić rozmowy z przedstawicielami Korei Północnej na temat denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. W tym celu pod koniec lipca amerykańska delegacja rozmawiała w Seulu z przedstawicielami Korei Południowej na temat ewentualnego wdrożenia kompleksowego pakietu, który miałby nakłonić Koreę Północną do wznowienia negocjacji dotyczących denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Amerykańskie stanowisko zbiegło się z oświadczeniem Sina Son-ho, północnokoreańskiego ambasadora przy ONZ, który stwierdził, że Korea Północna jest otwarta na negocjacje z USA, podczas których poruszane byłyby problemy, będące przedmiotem wspólnego zainteresowania. Z drugiej strony, północnokoreańska agencja informacyjna KCNA informowała o „bezlitosnym i zdecydowanym przeciwdziałaniu imperialistycznym USA i zdradzieckiej Korei Południowej, jeśli zdecydują się one na podjęcie kroków wojennych”.
W kierunku porozumienia z Pjongjangiem
Poza próbami nuklearnymi i rakietowymi problemem w relacjach Waszyngtonu z Pjongjangiem pozostała sprawa aresztowanych w marcu amerykańskich dziennikarek. W czerwcu zostały one skazane przez północnokoreański reżim na 12 lat ciężkich robót w obozach pracy za nielegalne przekroczenie granicy. W celu rozwiązania tego problemu były prezydent USA Bill Clinton 4 sierpnia nieoczekiwanie przybył do Pjongjangu. Misja uwolnienia dziennikarek zakończyła się pełnym sukcesem. Ponadto, pojawiły się sygnały o możliwości szybkiego wznowienia rozmów na temat północnokoreańskiego programu nuklearnego.
Jednak najbliższe tygodnie po wizycie Clintona w Pjongjangu pokazały, że nadal będzie trudno o dialog między USA a Koreą Północną. Na wieść o planowanych wspólnych manewrach wojsk amerykańskich i południowokoreańskich na terytorium Korei Południowej, Pjongjang zagroził, że „z pomocą broni nuklearnej zetrze z powierzchni ziemi Koreę Południową i USA”. W międzyczasie Biały Dom poinformował o włączeniu Korei Południowej do trasy azjatyckiej podróży Obamy planowanej na listopad. Stosunków na linii Waszyngton - Pjongjang nie poprawiła również wrześniowa decyzja USA o zamrożeniu aktywów dwóch północnokoreańskich firm, oskarżanych o wspieranie programu nuklearnego i rakietowego. Równocześnie ambasador USA przy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Glyn Davies stwierdził, że USA nadal są otwarte zarówno na dwustronne, jak i wielostronne oferty rozmowy ze strony Korei Północnej. Od drugiej połowy września zarówno strona amerykańska, jak i północnokoreańska podejmowały próby wznowienia rozmów na temat denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Rzecznik Departamentu Stanu USA Philip Crowley poinformował o woli rozpoczęcia dwustronnych rozmów z Koreą Północną. W odpowiedzi na to Korea Południowa udzieliła poparcia dla bezpośrednich rozmów Waszyngtonu z Pjongjangiem pod warunkiem, że będą one służyły wznowieniu rozmów sześciostronnych. Na początku października Kim Dzong Il oświadczył, że Korea Północna wyraża chęć powrotu do rozmów sześciostronnych, co jednak uzależnione jest od relacji z USA. Słowa północnokoreańskiego przywódcy potwierdził premier Chin Wen Jiabao, który odwiedził wcześniej stolicę Korei Północnej.
Chwilowym pogorszeniem w relacjach USA z Koreą Północną była kolejna północnokoreańska próba rakietowa w połowie października, którą skrytykowała sekretarz stanu Hillary Clinton. Ponadto, sekretarz obrony Robert Gates stwierdził, że Korea Północna nadal stanowi zagrożenie dla sojuszników USA w Azji Północno-Wschodniej, dlatego też USA zobowiązały się do zapewnienia skutecznego odstraszania przed ewentualnym zagrożeniem ze strony Pjongjangu.
Jednak wydarzenia z połowy października nie zatrzymały dążeń obu stron do wznowienia rozmów. Kilka dni po próbach rakietowych Pjongjang wystosował oficjalne zaproszenie pod adresem Stephena Boswortha, w którym nakłania się go do odwiedzenia Korei Północnej. Ponadto, pod koniec października do Nowego Jorku przybyła północnokoreańska delegacja, której szef rozmawiał z amerykańskim przedstawicielem ds. nuklearnych i rozmów sześciostronnych Sung Kimem. Mimo, że Biały Dom oficjalnie zaprzeczył jakoby wizyta Koreańczyków miała wpływ na decyzje w sprawie wznowienia rozmów między Waszyngtonem a Pjongjangiem, sam Bosworth niebawem oświadczył, że decyzja o jego wizycie powinna zapaść w ciągu najbliższych tygodni.
Wizyta Obamy w Korei Południowej
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami 12 listopada prezydent USA rozpoczął azjatyckie tournee. Ostatnim państwem, które odwiedził, była Korea Południowa. Głównym wydarzeniem było spotkanie Baracka Obamy z Lee Myung-bakiem. Amerykański prezydent podkreślił, że wielość poruszonych w rozmowie wątków świadczy o znacznej roli Korei Południowej w polityce zagranicznej USA oraz roli tego państwa w kształtowaniu ładu międzynarodowego. W trakcie spotkania przywódcy dyskutowali między innymi na tematy zmian klimatycznych, przyszłorocznego spotkania G-20 w Seulu, obecności południowokoreańskich żołnierzy w Afganistanie i implementacji umowy sojuszniczej z czerwca bieżącego roku.
Jednak najważniejszymi zagadnieniami były problem północnokoreańskiego programu nuklearnego i realizacja umowy o wolnym handlu (FTA) między Seulem a Waszyngtonem. W odniesieniu do problemu Korei Północnej Lee przedstawił Obamie szczegóły tzw. wielkiej oferty, która zakłada natychmiastową rezygnację Korei Północnej z programu nuklearnego w zamian za gwarancje bezpieczeństwa i pomoc gospodarczą. Prezydent USA z entuzjazmem odniósł się do inicjatywy południowokoreańskiego prezydenta. Poza tym Obama poparł wznowienie negocjacji w ramach rozmów sześciostronnych i oświadczył, że w tym celu 8 grudnia do Pjongjangu przyleci Stephen Bosworth.
W odniesieniu do realizacji FTA Obama wypowiadał się nieco ostrożniej. Z jednej strony stwierdził, że USA zdaje sobie sprawę z korzyści płynących z handlu z państwami azjatyckimi, takimi jak Korea Południowa. Z drugiej podkreślił, że rozbieżności stron w sprawie handlu towarami przemysłu motoryzacyjnego pokazują potrzeby amerykańskich przedsiębiorców. Trudności w ratyfikacji umowy z 2007 roku wydają się być tym poważniejsze, że zauważalna jest intensyfikacja powiązań gospodarczych wśród państw azjatyckich, czego dowodem był październikowy trójstronny szczyt z udziałem Chin, Japonii i Korei Południowej.
Wnioski
Rozwój stosunków USA z państwami koreańskimi w 2009 roku pokazał wyraźne różnice w podejściu Waszyngtonu do Seulu i Pjongjangu. W podsumowaniu wizyty w Korei Południowej Obama podkreślił, że spotkanie w Seulu potwierdziło strategiczne partnerstwo między USA a Koreą Południową. W odpowiedzi Lee stwierdził, że stosunki między dwoma sojuszniczymi państwami nigdy dotąd nie były oparte na tak konstruktywnym dialogu. Mimo sprzeczności w kwestii umowy o wolnym handlu, relacje Korei Południowej z nową amerykańską administracją w 2009 roku cechowały się intensyfikacją wzajemnych powiązań. Świadczą o tym między innymi zawarcie nowej umowy sojuszniczej, zakupy amerykańskiej broni przez Koreę Południową, dyskusje na tematy globalne, wspólne manewry wojskowe i przede wszystkim formowanie jednolitego stanowiska w stosunku do północnokoreańskiego reżimu. Odmiennie przedstawiały się relacje na linii Waszyngton - Pjongjang. Działania Korei Północnej, takie jak wielokrotne próby rakietowe, a także majowa próba nuklearna, spotykały się ze zdecydowaną krytyką Białego Domu, który podkreślał, że prowokacyjne ruchy północnokoreańskiego reżimu prowadzą do zachwiania stabilności w regionie Azji i Pacyfiku. Jednak od lipca zarówno USA jak i Korea Północna zaczęły coraz głośniej mówić o podjęciu rozmów na temat denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Wizyta Billa Clintona w Pjongjangu oraz oficjalne zaproszenia Stephena Boswortha do Korei Północnej pokazały, że mimo wcześniejszej fali krytyki strony szukają wspólnego rozwiązania regionalnego problemu. Należy jednak podkreślić, że o ile w stanowisku USA dostrzegalne są stałe tendencje w prowadzeniu rozmów z północnokoreańskim reżimem, o tyle Korea Północna przeplata deklaracje o wznowieniu rozmów z kolejnymi próbami rakietowymi i innymi prowokacyjnymi działaniami. Dlatego też w porównaniu do stosunków Waszyngtonu z Seulem, które oparte są na wiarygodnym sojuszu, relacje z Pjongjangiem pozostają pełne obaw i wątpliwości. |