|
Jak bardzo rosyjska gospodarka jest uzależniona od sprzedaży surowców, przede wszystkim gazu, pokazał światowy kryzys już pod koniec ubiegłego roku przynosząc wyraźny spadek rosyjskiego PKB. Czy Kreml obroni swoją pozycję energetyczną i czy konieczna będzie weryfikacja planów budowy supermocarstwa opartego głównie na bardzo dochodowym eksporcie surowców? W tym kontekście szczególnie istotne są relacje Rosji z Unią Europejską, która stanowi dla Moskwy główny i najbardziej dochodowy rynek zbytu gazu i ropy.
REKLAMA
Strona 1 z 2 Wprowadzenie
Kryzys finansowy, który wstrząsnął światowymi giełdami w drugiej połowie 2008 roku wywołał zaburzenia i niepewność w całym globalnym systemie finansowym i gospodarczym. W opiniach komentatorów pojawiły się porównania do czasów Wielkiej Depresji lat 1929-33, największej zapaści gospodarczej XX wieku. Choć początek kryzysu miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, w zglobalizowanym świecie konsekwencje w krótkim czasie zaczęły odczuwać państwa na innych kontynentach, w tym także Federacja Rosyjska. W ciągu kilku tygodni sytuacja na giełdach wielu krajów doprowadziła do zmniejszenia inwestycji zagranicznych, spadku eksportu oraz spowolnienia wzrostu gospodarczego. Jednym z rezultatów wydarzeń w gospodarce był bardzo duży spadek cen ropy naftowej. W wyniku kryzysu w ciągu kilku miesięcy ropa na giełdach staniała z ok. 145 USD do poziomu 40-55 USD, a w połowie 2009 r. osiągnęła cenę 65-75 USD. W Rosji z uwagi na surowcowy typ gospodarki miało to szczególny wpływ na budżet państwa. Przez ostatnią dekadę wysokie ceny ropy i gazu gwarantowały Moskwie ogromne zyski, które umożliwiły osiągnięcie stabilizacji gospodarczej i politycznej. Kryzys okazał się dotkliwy dla Kremla, szczególnie w kontekście prognoz szacujących, że ropa będzie pobijać kolejne rekordy cenowe, co systematycznie będzie przynosić ogromne zyski budżetowi państwa oraz rosyjskim firmom sektora naftowego i gazowego. Jeszcze w czerwcu 2008 r. prezes Gazpromu Aleksiej Miller zapowiadał, że cena ropy (od której zależy cena gazu) osiągnie w 2009 r. 250 USD za baryłkę, co uczyni Gazprom największym koncernem energetycznym świata, którego kapitalizacja przekroczy 1 bln USD. Wysokie wpływy budżetowe ze sprzedaży surowców miały umożliwić drogie inwestycje w infrastrukturę, zarówno wydobywczą w Rosji, jak również przejmowanie istniejących gazociągów i ropociągów tranzytowych, co w konsekwencji miało umocnić pozycję Moskwy w relacjach z odbiorcami surowców, tj. przede wszystkim państwami Unii Europejskiej. Sytuacja bardzo taniej ropy jest tym bardziej dotkliwa, że strategicznym celem polityki energetycznej Federacji Rosyjskiej jest wykorzystanie potencjału surowców do budowy pozycji geopolitycznej. Cele i zadania takiej długookresowej polityki zostały zapisane w przyjętej w 2003 r. „Strategii energetycznej Rosji do 2020 roku”. Zgodnie z tym dokumentem „zasoby surowcowe i kompleks paliwowo-energetyczny, będące fundamentem rozwoju gospodarki, stanowią jednocześnie ważny instrument polityki wewnętrznej i zagranicznej”, a „pozycja państwa na światowych rynkach energii w dużym stopniu determinuje geopolityczne oddziaływanie Federacji Rosyjskiej”.[1]
Rola, jaką odgrywa polityka energetyczna w stosunkach zewnętrznych Rosji, została zawarta w sformułowanej w 2006 r. idei budowy „supermocarstwa energetycznego”, zakładającej ekspansję rosyjskich spółek na rynki importerów.[2] Ta koncepcja podkreśliła kierunki strategii geopolitycznej konsekwentnie realizowanej od czasu prezydentury Władimira Putina. Kluczowe znaczenie polityki energetycznej dla Kremla potwierdzone zostało w przedstawionej w grudniu 2007 r. „Strategii energetycznej Rosji do 2030 r.”[3] Światowy kryzys finansowy w 2008 r. i jego konsekwencje gospodarcze nieoczekiwanie przyniosły ryzyko zachwiania rosyjskiej pozycji na rynku surowców energetycznych. Powstało pytanie: czy Kreml obroni swoją pozycję energetyczną i czy konieczna będzie weryfikacja planów budowy supermocarstwa opartego głównie na bardzo dochodowym eksporcie surowców? W tym kontekście szczególnie istotne są relacje Rosji z UE, która stanowi dla Moskwy główny i najbardziej dochodowy rynek zbytu gazu i ropy, na którym rosyjskie surowce sprzedawane są po dużo wyższych cenach niż na rynku wewnętrznym, czy dla innych odbiorców np. Białorusi lub Turcji.
Kluczowi gracze rosyjskiego rynku energetycznego
Mocarstwowe aspiracje Kremla związane z wykorzystaniem surowców realizowane są przede wszystkim za pośrednictwem dwóch państwowych koncernów – Gazpromu w branży gazowej oraz Rosnieftu w branży naftowej – które wraz ze spółkami-córkami kontrolują prawie cały sektor energetyczny w Rosji. Najważniejszą rolę odgrywa Gazprom, dążący do uzyskania pozycji monopolistycznej na rynkach europejskich, działający kompleksowo i konsekwentnie wykorzystujący wsparcie polityczne Kremla w swojej ekspansji. Na rynku wewnętrznym Gazprom posiada wyłączność na eksport gazu, którą uzyskał w 2006 r. na mocy specjalnej ustawy, w której rosyjski parlament uznał gaz za „surowiec strategiczny”.[4] Umacnianie państwowych koncernów Kreml prowadzi m.in. poprzez renacjonalizację rosyjskich sektorów gazu i ropy oraz ograniczanie możliwości działalności zagranicznych firm w Rosji, które mogą obejmować jedynie mniejszościowe udziały i ewentualnie prawo do części zysków w spółkach poszukujących i badających nowe złoża oraz wydobywających lub przetwarzających surowce. W zamian za dostęp do rosyjskich złóż zachodnie firmy zazwyczaj przekazują Gazpromowi udziały w swoich spółkach.[5] Produkcja i eksport są prawie całkowicie kontrolowane przez państwo. Celem rosyjskiej polityki energetycznej, realizowanej przez Gazprom jest przejęcie jak największej kontroli nad eksportem gazu do Europy, która będzie obejmowała nie tylko transport surowca rurociągami, ale również sprzedaż odbiorcom końcowym. Dlatego w ostatnich latach, wykorzystując argumenty rosnących cen surowców i obawy europejskich państw o stabilność dostaw, Gazprom usilnie dążył do zawarcia nowych długoterminowych kontraktów z klauzulami dopuszczenia do rynków wewnętrznych. W bilateralnych umowach z poszczególnymi państwami Unii, zawartych jeszcze przed eskalacją kryzysu w 2008 r. oraz przed wejściem w życie dyrektyw liberalizujących detaliczny rynek energii Unii Europejskiej, zagwarantował on sobie sprzedaż około 90 mld m3 gazu w latach 2020-2030.[6] Na uwagę zasługuje obecność Gazpromu na większości unijnych rynków oraz powiązania z europejskimi firmami. Gwarantując długoterminowe dostawy gazu otrzymał częściowy dostęp do rynków detalicznych, a w kilku przypadkach firmy-córki Gazpromu podpisały umowy na dostawy dla dużych odbiorców przemysłowych. Rosyjski gigant od lat dąży również do kontrolowania inwestycji w infrastrukturę magazynowania gazu w państwach UE. Co istotne, państwa członkowskie indywidualnie ustalają warunki zakupu i dostawy surowców. Rosja szczególne znaczenie przywiązuje do najbardziej dochodowych rynków Niemiec, Włoch i Francji. Szczęśliwie dla Gazpromu, przed kryzysem finansowym 2008 roku Gazprom prolongował wiele dotychczasowych umów ze stałymi europejskimi kontrahentami.
Widmo problemów finansowych
Dla Kremla, aby utrzymać bardzo silną pozycję w UE, strategiczne znaczenie ma ograniczenie konkurencji ze strony eksporterów z Azji Środkowej. Gazprom nieustannie dąży do tego, aby gaz z tego rejonu przesyłać do Europy swoimi gazociągami. Celem ominięcia Ukrainy i Białorusi realizuje inwestycje w budowę Gazociągu Północnego [7] po dnie Bałtyku z Rosji bezpośrednio do Niemiec oraz Gazociągu Południowego [8] biegnącego po dnie Morza Czarnego do Bułgarii i dalszych odbiorców m.in. Serbii, Włoch i Grecji. Gazociąg Południowy ma być alternatywą dla planowanego przez UE Gazociągu Nabucco z Azji Środkowej przez Turcję do państw UE.[9] Jednak aktualnie rosyjskie plany, w obliczu kryzysu finansowego, stoją pod dużym znakiem zapytania. Istotnym problemem jest poważne zadłużenie rosyjskich firm branży energetycznej, np. grupa Gazpromu na koniec 2008 roku miała dług ok. 70 mld USD, w tym kredyty, które muszą być spłacone w 2009 roku wynosiły ok. 15 mld USD. Taka sytuacja zmusiła firmę do redukcji o ok. 30 proc. wydatków inwestycyjnych w 2009 roku.[10] Szczególnego znaczenia nabrały spadki akcji rosyjskich spółek energetycznych, ponieważ bardzo wiele kredytów zaciągały pod zastaw akcji, których wartość w ciągu ostatnich miesięcy radykalnie spadła przynosząc dużą obniżkę ich zdolności kredytowej. Przykład stanowią problemy uzyskania gwarancji kredytowych na budowę gazociągu Północnego, na realizację którego konsorcjum Nord Stream nie uzyskało podwyższenia gwarancji o które zabiegało m.in. we Włoszech w maju 2009 r. Sytuacja ta dowodzi, że sprawa finansowania Gazociągu Północnego wciąż nie jest rozwiązana. O problemach z finansowaniem projektu świadczy również brak oficjalnej informacji o innych porozumieniach kredytowych koncernu, szczególnie, że w lutym br. konsorcjum skierowało wnioski kredytowe do trzydziestu banków. Podobnie wygląda sytuacja z drugim sztandarowym projektem rosyjskiej dywersyfikacji szlaków eksportowych do UE – Gazociągiem Południowym. Konsorcjum planujące budowę, wciąż nie ma zapewnionych źródeł finansowania, a szanse uzyskania gwarancji kredytowych są bardzo niskie z uwagi na trwający kryzys finansowy. Ponadto poważne wątpliwości budzą m.in. przedstawione przez Gazprom szacunki całkowitych kosztów inwestycji na poziomie 8,6 mld euro, ponieważ według ekspertów realizacja projektu może kosztować nawet 20-25 mld euro, co czyniłoby z niego jeden z najdroższych projektów gazociągowych w Europie.[11] Równocześnie tempa nabrały przygotowania do budowy wspieranego przez UE gazociągu Nabucco. W lipcu podpisano, w obecności m.in. szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, międzyrządową umowę pomiędzy czterema krajami UE (Austrią, Węgrami, Rumunią, Bułgarią) a Turcją o budowie Nabucco. Natomiast realizację rosyjskich planów Gazociągu Południowego utrudnia brak analogicznych umów ze Słowenią i Austrią, oraz zablokowane w lipcu negocjacje z Bułgarią przez nowego premiera Bojko Borisowa.[12]
|