|
W swym fundamentalnym dziele, „Zderzeniu cywilizacji”, Samuel Huntington pisał, że w postzimnowojennym świecie wzrost chińskiej „pewności siebie” będzie źródłem konfliktów w stosunkach tego kraju z Zachodem. Czy wydarzenia, które mamy okazję obserwować po notyfikowaniu przez Pentagon Kongresowi USA umowy na sprzedaż sprzętu wojskowego Republice Chińskiej (Tajwanowi), są dowodem prawdziwości jego słów? REKLAMA
Strona 1 z 2 Stany Zjednoczone pozostają gwarantem faktycznej niepodległości Tajwanu od 1949 r. Sytuacji tej nie zmieniła ani zgoda Waszyngtonu na umiejscowienie przedstawiciela Chińskiej Republiki Ludowej w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ani nawiązanie z tym krajem stosunków dyplomatycznych. Każdorazowo w przypadku zaistnienia kryzysu w Cieśninie Tajwańskiej USA udzielają politycznego wsparcia „Zbuntowanej Chińskiej Prowincji Tajpej”, w razie potrzeby podkreślając swoją determinację przez skierowanie w jej rejon lotniskowcowej grupy bojowej. Elementem pomocy jest także sprzedaż Tajwanowi amerykańskiego uzbrojenia (dokument regulujący m.in. te kwestie, tzw. Taiwan Relations Act, obydwa rządy podpisały w 1979 r.).
Aktualna umowa, która wzbudziła tak ogromne emocje w Pekinie, zakłada przekazanie Tajwanowi za kwotę ponad 6 miliardów USD m.in. 114 pocisków antyrakietowych PAC-3 wraz z 3 radarami AN/ MPQ-65, 60 śmigłowców UH-60M Black Hawk, 60 systemów dystrybucji informacji MIDS, 2 trałowców klasy Osprey oraz 12 ćwiczebnych pocisków Harpoon. Nie obejmuje ona sprzedaży bardzo pożądanych na wyspie myśliwców wielozadaniowych F-16 wersji C/D, śmigłowców szturmowych AH-64D Longbow Apache, konwencjonalnych okrętów podwodnych (Stany Zjednoczone nie budują co prawda takich jednostek, jednak miały uczestniczyć w opracowaniu projektu i znalezieniu wykonawcy), czy też niszczycieli wyposażonych w okrętowy system walki Aegis. Widać więc, że Amerykanie zdecydowali się na sprzedaż systemów, które nie mogą być uznawane za ofensywne. Niewątpliwie jednak w sytuacji, gdy kontynentalne Chiny wycelowały w wyspiarską republikę ponad tysiąc pocisków balistycznych fakt, iż ta ostatnia zwiększa możliwości obrony przed nimi, musi je niemile drażnić.
Jeszcze kilka- kilkanaście lat temu Chińska Republika Ludowa nie posiadała możliwości projekcji siły poprzez Cieśninę Tajwańską. Marynarka wojenna nie miała na swym wyposażeniu wystarczającej liczby ani okrętów wojennych, ani jednostek desantowych. W lotnictwie myśliwskim najnowocześniejszym typem samolotu był Mig-21 oraz opracowane w gruncie rzeczy na jego bazie maszyny typu J-7 i J-8. Dumą lotnictwa szturmowego był Q-5 (czyli rozwojowy Mig-19), zaś najnowocześniejszym typem bombowca H-6 (lepiej znany jako Tu-16).
Obecnie sytuacja ta ulega dynamicznej zmianie: chińska flota wojenna wzbogaca się o nowoczesne jednostki nawodne i podwodne, planowane jest wprowadzenie do służby lotniskowców (www.kwasniewskialeksander.pl/attachments/BIULETYN_OPINIE_Flota _wojenna_ChRL_narodziny_potegi.pdf). Na wyposażenie jednostek lotniczych chińskich sił zbrojnych trafiają długo oczekiwane J-10, a co ważniejsze chińskie siły powietrzne posiadają już ok. 250 myśliwców rodziny Su-27/Su-30 (wraz z licencyjnymi J-11). Wspierane przez rozbudowywaną flotę powietrznych tankowców (obecnie ok. 10 H-6, docelowo także kilka Ił-78), mogą one z powodzeniem wykonywać uderzenia na cele po drugiej stronie Cieśniny i być niezwykle groźnym przeciwnikiem dla 136 tajwańskich F-16A/B, 55 maszyn typu Mirage-2000E/D oraz 124 samolotów rodzimej produkcji typu F-CK-1As/Bs Ching Kuo.
Także tajwańska marynarka wojenna nie posiada już przewagi nowoczesności nad siłami potencjalnego przeciwnika. Cztery niszczyciele klasy Kidd, osiem fregat klasy Perry, kolejnych osiem klasy Knox i sześć najnowocześniejszych w tej grupie francuskich La Fayette oraz zaledwie dwa okręty podwodne holenderskiego typu Zwaardvis (o dwóch wysłużonych amerykańskich Guppy nie warto nawet wspominać, gdyż służą one wyłączanie do celów szkoleniowych), tracą moc odstraszania i powoli przestają być siłą zdolną do powstrzymania PLAN w ewentualnym starciu. Problemem izolowanego na arenie międzynarodowej Tajwanu nie jest zaś brak środków w budżecie na zakup nowego uzbrojenia, a znalezienie potencjalnych dostawców. Ich brak, a co za tym idzie brak możliwości zakupu, zmusza władze do zmniejszania budżetu obronnego (!), dlatego też w wypadku floty pozyskiwane są jednostki wycofywane gdzie indziej ze służby (obecnie rozważane jest przejęcie kolejnych fregat kasy Perry), a lotnictwo i wojska lądowe nie mają możliwości zastąpienia starszych systemów (np. myśliwców F-5 czy czołgów M-41, M-48 i M-60) nowocześniejszymi wersjami.
Pekin nie lubi dozbrajania Tajwanu, jednak to nie ten aspekt zdecydował o reakcji na amerykańską deklarację. Chodzi o coś dużo poważniejszego – Chińska Republika Ludowa dostrzegła okazję, aby zaprezentować się już nie jako emerging power, co emerged power. Zapowiedź zamrożenia stosunków wojskowych ze Stanami Zjednoczonymi i nałożenia sankcji na firmy zbrojeniowe tego kraju realizujące dostawy dla Tajwanu to znaczący i w pełni świadomy krok, mający świadczyć o sile Państwa Środka, sile pozwalającej na ukaranie wciąż jedynego światowego supermocarstwa. Amerykanie mieli już kilkukrotnie okazję do przekonania się o wzroście asertywności i „pewności siebie” Państwa Środka. Warto przypomnieć, iż po incydencie z udziałem chińskiego myśliwca J-8 i amerykańskiego samolotu wywiadu elektronicznego EP-3 Aries II (1 kwietnia 2001 r.) oraz przymusowym lądowaniu tego ostatniego na Hajnanie, potrzeba było trzech miesięcy zabiegów dyplomatycznych, aby załoga i elementy samolotu mogły wrócić do USA. Także zapowiedź dostaw uzbrojenia na Tajwan, poczyniona przez poprzednią administrację amerykańską, była przez Chiny mocno oprotestowana. Dziś jednak Chińczycy czują się najwyraźniej jeszcze silniejsi, a powodów takiego dobrego samopoczucia jest co najmniej kilka…
|