|
Jak to możliwe, że gospodarka, która tak prężnie i trwale (od lat 50. do końca lat 80.) rozwijała się podążając ku ściśle określonym celom, za pomocą wypróbowanych metod i strategii, weszła w fazę ponad dziesięcioletniej stagnacji, z której mimo realizacji programów antykryzysowych nie może wyjść [1]? REKLAMA
Strona 1 z 4 W celu odpowiedzenia na powyższe pytania musimy najpierw wskazać cechy japońskiej gospodarki, zbadać mechanizmy w niej funkcjonujące, a następnie przeprowadzić analizę procesów gospodarczych zachodzących w „Kraju Kwitnącej Wiśni” na przestrzeni ostatnich kilku dekad.
Pierwszą istotną kwestią wyróżniającą system finansowy Japonii jest jego forma. Jest to bowiem tzw. system oparty na banku (bank-based system), który cechuje się preferencyjnymi działaniami na rzecz wysokiej stabilności systemu. Ponadto oznacza to, że przepływ alokacji zasobów w gospodarce następuje poprzez system bankowy, gdzie głównym instrumentem jest kredyt. Dla porównania w USA istnieje tzw. system oparty na rynku (market-based system), który koncentruje się (bardziej) na wypracowywaniu zysków, natomiast przepływ zasobów realizowany jest poprzez rynek kapitałowy (papiery wartościowe).
Wielu ekonomistów stara się wskazać czynniki, jakie wywołały dzisiejszy stan gospodarki Japonii. Wydaje się zatem słuszne rozpoczęcie tytułowej analizy od czasów „przyspieszonego wzrostu”. Należy zwrócić uwagę na fakt, że Japonia od lat ’70-tych (kiedy to osiągnięty został przez nią poziom rozwoju innych krajów wysoko rozwiniętych) nie przeprowadziła „kompleksowych reform systemu społeczno-ekonomicznego, w tym przede wszystkim systemu finansowego i tradycyjnych grup kapitałowo-przemysłowych keiretsu. Japonia w latach ’90-tych [wciąż] charakteryzowała się rozwiązaniami instytucjonalnymi typowymi dla okresu nadrabiania dystansu rozwojowego i zamykania luki ekonomicznej i technologicznej.”[2] Co więcej „wzrostowi zaangażowania Japonii w międzynarodowe obroty kapitałowe, w tym w inwestycje bezpośrednie w krajach Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, nie towarzyszyło (...) zwiększenie powiązań instytucjonalnych z międzynarodowym rynkiem finansowym.”[3] Mimo to, jeszcze w latach ’80-tych japoński system gospodarczo-finansowy był przedstawiany, jako wysoce efektywny i godny naśladowania. Wskazywano wówczas na takie jego własności jak: stabilna polityka makroekonomiczna, której celem jest niska stopa inflacji, wysoki poziom zatrudnienia oraz „unikanie” niekorzystnych skutków wahań rynkowych; egalitarny podział dochodów oraz wysoki poziom oszczędności wewnętrznych i duży stopień wykształcenia społeczeństwa (w tym elit rządzących). Jednak system ten załamał się, zarówno z powodu zewnętrznego uzależnienia od globalnego popytu (kondycja gospodarcza Japonii w znacznej mierze zależna jest od eksportu), jak również w wyniku wewnętrznego przeciążenia całej struktury gospodarczo-finansowej.
Do końca lat ’70-tych japoński system finansowy charakteryzował się rozbudowanymi regulacjami prawnymi, które z czasem zaczęły hamować rozwój gospodarczy (m.in. poprzez wytworzenie niskiego poziomu konkurencyjności instytucji finansowych na rynku krajowym, wywołanego silną funkcjonalną segmentacją tych podmiotów), stąd też od początku lat ’80-tych podjęto działania prowadzące do deregulacji i liberalizacji tego sektora. Ponadto gospodarka japońska cechowała się wyjątkową „hermetycznością” (izolacją od rynków międzynarodowych), która znacząco ograniczała możliwości penetracji tego rynku przez zewnętrzne instytucje finansowe. Kolejną charakterystyczną kwestią jest struktura systemu bankowego. W Japonii istnieją bowiem cztery podstawowe grupy banków: banki miejskie (city banks), tj. Sakura, Sumimoto, Tokaj, Fuji, Tokyo-Mitsubishi; banki kredytu długoterminowego (long-term credit banks), tj. Nippon Credit, Industrial Bank of Japan; banki powiernicze (trust banks), tj. Sumimoto Trust, Mitsubishi Trust, Mitsui Trust, Toyo Trust oraz banki regionalne (regional banks).[4]
Z dzisiejszej perspektywy można wskazać pewne „archaiczne” rozwiązania instytucjonalne, które charakteryzowały Japonię przez ostatnie 25 lat. Należy zaliczyć do nich rolę Ministerstwa Finansów (MF), które dysponowało ogromnymi możliwościami regulacji rynku finansowego, chociażby poprzez swe uprawnienia wobec Japońskiego Banku Centralnego (JBC). MF „mogło żądać od niego podjęcia określonych działań, uznanych za niezbędne z punktu widzenia polityki rządu,”[5] tj. ogłoszenie „odpowiedniej” stopy rezerw obowiązkowych (uzależnionej od wkładów bankowych). Ponadto MF pełniło (i wciąż pełni) funkcję kontrolną nad sektorem finansowym (w tym i rynkiem dewizowym), kształtując i realizując politykę budżetową, zajmowało się emisją papierów dłużnych oraz gromadziło dochody budżetu państwa. Co więcej, MF oddziaływało na rynek finansowy poprzez wpływy polityczne i gospodarcze m.in. w ramach współpracy z Daiwa, Nikko, Nomura i Yamaichi (tzw. Wielka Czwórka instytucji finansowych), konsultując z nimi zmiany w dotychczasowych przepisach. Celem nadrzędnym MF było utrzymanie stabilności cen i kursu jena oraz podtrzymanie wysokiego poziomu zatrudnienia. Dla zapewnienia wzrostu gospodarczego rząd powierzył bankom „zadanie transmisji oszczędności od gospodarstw domowych do sektora przedsiębiorstw w celu finansowania nie tylko ich bieżącej działalności, ale także inwestycji i eksportu.”[6]
Państwo utrzymując niski poziom stóp procentowych, a zatem i niskich kosztów kredytowych, przyczyniło się do uplasowania banków w roli głównego zewnętrznego źródła finansowania firm. Szczególnie charakterystyczną kwestią w tym zakresie pełnią powiązania w ramach keiretsu. Przedsiębiorstwa wchodzące w skład tej „grupy”, cechują się wzajemnym posiadaniem akcji i udziałów (w ramach tzw. cross-shareholding). Wśród owych udziałowców znajdują się również instytucje finansowe (najczęściej banki i towarzystwa ubezpieczeniowe), które stanowią często centralny element keiretsu. Instytucje te, finansując przedsiębiorstwa należące do grupy, mają również znaczący wpływ na kierunki ich rozwoju. Co więcej, owi „wierzyciele” stają się współodpowiedzialni za kondycję finansową grupy. Jeśli któraś z tych firm ma kłopoty z zachowaniem płynności finansowej, wówczas „bank keiretsu” udziela mu wsparcia kredytowego, co niejako jest w interesie samego banku, który jest udziałowcem nierentownego przedsiębiorstwa. W okresie osłabienia gospodarczego taki proceder stał się nagminną praktyką. Japonia w latach ’80-tych wykazywała wciąż gigantyczną nadwyżkę handlową, która pod naciskiem „rynku międzynarodowego” została wyhamowana poprzez zmianę kursu jena. Aprecjacja tej waluty nastąpiła w ramach tzw. Plaza Agreement (1985 r.). Wówczas to, w ciągu 32 miesięcy wartość jena w stosunku do dolara zwiększyła się ponad dwukrotnie (z około 255 JPY/USD do 125 JPY/USD), co określono japońskim terminem endaka.[7]
Bezpośrednimi konsekwencjami takiego stanu rzeczy było gwałtowne obniżenie cenowej konkurencyjności eksportu. Innymi słowy, spadła opłacalność eksportu, która częściowo była rekompensowana obniżeniem kosztów importu (zarówno surowców jak i towarów). Endaka przyczyniła się do podwojenia krajowych oszczędności, które w połączeniu ze spadkiem popytu na inwestycje doprowadziły do tzw. nadwyżki akumulacji i w rezultacie obniżenia stóp procentowych w kraju oraz wzrostu inwestycji za granicą, a zatem aprecjacja jena zadziałała deflacyjnie na gospodarkę. Co więcej, pobudzenie konkurencji ze strony tańszego importu negatywnie wpłynęło na poziom rentowności japońskich producentów. Kolejnym następstwem aprecjacji jena był wspomniany eksport kapitału oraz inwestycji bezpośrednich, które „lokowane” były nie tylko w Azji Południowo-Wschodniej, ale także w obligacje skarbowe USA. Paradoksalnie, oba te kierunki działań inwestycyjnych: kredytowanie ryzykownych inwestycji w Azji oraz bezpieczne inwestycje w obligacje skarbowe, w krótkim czasie doprowadziły do kłopotów z wierzytelnością japońskiego sektora finansowego oraz do „zduszenia” własnej gospodarki przez „wyhodowanie” sobie konkurencji w tych regionach. Innymi słowy, napływ japońskiego kapitału do USA spowodował: po pierwsze finansowanie deficytu budżetowego Stanów Zjednoczonych, po drugie przyczyniał się do wzrostu inwestycji w Ameryce, a zatem i do ekspansji amerykańskich korporacji. „Japońska gospodarka doświadczyła stagnacji wówczas, gdy Stany Zjednoczone przeżywały ożywienie inwestycyjne, wzrost zatrudnienia i wydajności pracy oraz modernizację technologiczną.”[8]
Wystąpienie endaka okazało się zbyt radykalnym zjawiskiem, z którym rząd próbował walczyć poprzez rozluźnienie polityki monetarnej. Na zwiększenie podaży pieniądza najszybciej zareagowała giełda podniesieniem się cen papierów wartościowych (pod koniec 1989 r. obroty na giełdzie tokijskiej były już niemal trzykrotnie wyższe niż na giełdzie nowojorskiej). Z kolei zmniejszenie stopy dyskontowej[9] (w ramach ustaleń z Luwru – Louvre Accord, 1987 r.) przyczyniło się do dalszego „potanienia” kredytów bankowych (bez wyraźnego wzmocnienia efektu inflacyjnego w odniesieniu do dóbr i usług, co głównie związane było z wciąż wysokim tempem aprecjacji jena), które coraz częściej udzielane były pod zastaw hipoteczny. To w naturalny sposób doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen nieruchomości (głownie jako gruntów[10]), a w dalszej konsekwencji do podniesienia cen akcji przedsiębiorstw. Oba te procesy wzajemnie się „nakręcały” w powstałym mechanizmie spekulacyjnym. Wytworzył się wówczas w gospodarce tzw. efekt „bańki mydlanej” (bubble economy), czyli sztucznego rozwoju gospodarczego, opierającego się na „nierzeczywistych” możliwościach płatniczych banków i przedsiębiorstw.[11] |