Zbyt wiele stresu!
Miało być o byłym prezydencie USA Reaganie, jednak musi on ustąpić miejsca niemieckim studentom, którzy postanowili w tym tygodniu zastrajkować.
Przychodząc dziś na zajęcia na Freie Universität w Berlinie całkowicie zapomniałem o zapowiadanym już wcześniej strajku. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy próbując wejść napotkałem na opór barykad przypominających te z 14 lipca 1789 roku z Paryża. Widok szczelnie tamujących przejście krzeseł, ławek, biurek i opasających wszystko flag związków studenckich i transparentów w pierwszej chwili spowodował u mnie odruch śmiechu, zmieszania oraz samoczynnego szukania innego wejścia. Przecież nie mogli sparaliżować całego wydziału, tłumaczyłem sobie. A jednak, nie znałem możliwości moich niemieckich przyjaciół. Otóż wszystkie wejścia zostały w podobny sposób przystrojone. Dostać się do środka nie dało rady.
Ktoś mógłby zapytać co jest powodem tak intensywnej formy strajku? Odpowiedź jest zadziwiająca, ale gdy przyjrzymy się jej uważniej można ją logicznie wytłumaczyć. Niemieccy studenci chcą mniej stresu na uczelni! Ciągłe egzaminy, zbieranie punktów, listy obecności na zajęciach to zdecydowanie za dużo. Do tego dochodzi zmiana systemu studiowania w Niemczech na dwustopniowe (dyplomowe i magisterskie). W zasadzie pełna zgoda.
Trzeba przyznać, iż przygotowywanie się na zajęcia i czytanie ok. 20 stron (gdyż, jak przyznał jeden z profesorów na seminarium, więcej i tak studenci nie przeczytają) przesłanego wcześniej na skrzynkę mailową tekstu przez prowadzącego to wysiłek ponad nasze studenckie możliwości. Innego rodzaju argumentacja dotyczy list obecności na zajęciach. Jak dowodził jeden ze studentów, wpisywanie się na tego typu listy to całkowite zmuszanie studentów i w zasadzie godzi to w jego prawa jako wolnego człowieka. Poza tym, kontynuował mój kolega, dlaczego profesor wymaga takich niestworzonych rzeczy, skoro jego comiesięczna pensja pochodzi z podatków owego kolegi i jego rodziców, co w konsekwencji oznacza, iż wykładowca „nie robi łaski" prowadząc zajęcia.
Kilka tygodni temu byłem świadkiem równie interesującego doświadczenia. Podczas jednego z wykładów na salę wtargnęła grupa 10 zamaskowanych i uzbrojonych w megafony, krzesła oraz transparenty studentów (choć czasami mam wątpliwości czy to słowo jest odpowiednie). Po krótkich negocjacjach z panią profesor, iż zajmą nie dużo czasu, przystąpili do dzieła. Z przygotowanego wcześniej nagrania dowiedzieliśmy się o co walczą owi przebierańcy. Głównie domagali się likwidacji list oraz większej swobody na uczelni.
Wiele rzeczy mogę zrozumieć. Żmudne siedzenie nad nierzadko trudnymi, naukowymi tekstami nie musi uchodzić za najwspanialszą rozrywkę w Berlinie. Również w pozostałych pięknych niemieckich miastach można w bardziej interesujący sposób spędzić urocze popołudnie. Jednak będę obstawał przy stanowisku, iż w przypadku podjęcia strategicznej decyzji o kontynuowaniu nauki na uniwersytecie należy, von vornherein, zgadzać się z panującym od wielu stuleci porządkiem w tych świątyniach nauki. Nie oznacza to oczywiście, iż dyskusja wokół palących problemów braci studenckiej powinna być duszona w zarodku. Wręcz przeciwnie. Należy dyskutować i wraz z kadrą (która na niemieckich uniwersytetach naprawdę jest żakom przychylna) naukową dochodzić do wspólnych wniosków. Z taką propozycją wyszedł rektor FU, Dieter Lenzen, proponując w najbliższą środę „okrągły stół" wokół narosłych problemów.
I jeszcze jedno. Żądanie zmniejszenia dawki stresu na uniwersytetach, dla studenta z kraju nad Wisłą, jest dość dziwne i śmieszne jednocześnie. Nam nie przyszło by raczej do głowy, by listy obecności traktować jako środek władzy państwowej wymierzonej w nieporadnego studenta.
www.bildungsstreik-berlin.de - więcej o organizacji strajku
PS. Pisząc ten tekst otrzymałem maila od pani profesor, z którą mam wykład w czwartek. Serdecznie przepraszała nas, studentów, iż mimo zrozumienia dla potrzeb strajkujących, ze względu na krótki semestr, zajęcia odbędą się planowo. Któż by się spodziewał...


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz