Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Biały Dom, siwy dym - czyli prezydent i papierosy

Biały Dom, siwy dym - czyli prezydent i papierosy


24 czerwiec 2009
A A A

Barack Obama na konferencji prasowej przyznał, że ciągle popala papierosy. "Ale nie przy dzieciach". Dodał też, że jest już w "95 procentach wyleczony z uzależnienia nikotynowego".

Okrągłe zdania Obamy potwierdzają, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

W swojej książce "Dreams from My Father", Barack Obama z 1995 roku drwi z Billa Clintona - prezydenta, który palił jointy, "ale się nie zaciągał", samemu otwarcie przyznając na kartach autobiografii, że nie tylko się zaciągał marihuaną, ale i eksperymentował z twardymi narkotykami.
"Cały problem w tym, że ja się zaciągałem" - pisze Obama.

Dzisiaj Obama - prezydent tłumaczy się w sposób zaskakująco podobny do wykrętów Billa Clintona. W 95 proc. wolny od nałogu - co to właściwie znaczy? Czyli nie pali przez 6,65 dnia tygodnia, a przez pozostały czas (8,4 h tygodniowo) jest nałogowym palaczem?

Oczywiście, nie przeszkodziło mu to wprowadzić nowej, drastyczniejszej ustawy antynikotynowej - i chwała mu za to.

Jednak wykręty Obamy odnośnie papierosów pokazują zasadniczą słabość prezydenckiego urzędu, a mianowicie: zakaz słabości.
Prezydent ma być dzielny i pokonywać wyszstkie przeszkody, na 4 lata przestaje być zwykłym śmiertelnikiem, podatnym na lęki i pokusy.

Poza tym - Barack Obama publicznie promuje zdrowy tryb życia, a w wywiadach wielokrotnie chwalił się tym, że rzucenie palenia było wymogiem nałożonym na niego przez Michelle, by mógł w ogóle startować w wyścigu do Białego Domu.

Najgorsza jest jednak niekonsekwencja i brak spójności w deklaracjach, a rzeczywistych działaniach: obniża to wiarygodność Obamy u wyborców. Będą czuli się oszukani - a to znacznie trudniejsze do wybaczenia niż samo palenie papierosów.