Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Włosy Michelle Obamy a kwestia rasowa

Włosy Michelle Obamy a kwestia rasowa


03 wrzesień 2009
A A A

Magazyn "Time" opublikował obszerny materiał poświęcony...fryzurze pierwszej damy i jej politycznemu (!) znaczeniu.

Michelle Obama, pomimo kilku kontrowersyjnych kreacji (typu odsłonięte ramiona czy niedawno - szorty), w kwestii fryzury jest raczej konserwatywna i przywiązana do klasyki, a zatem - bez zarzutu.Jedyny moment, gdy o fryzurze prezydentowej było głośno, to domniemane obcięcie włosów , które okazało się "jedynie" sprytnym upięciem.
Najwidoczniej jednak Michelle Obamie gustowny bob nie przypadł do gustu i pozostała przy swojej dawnej fryzurze.

Warto przy okazji wspomnieć, że dużo większe problemy z ułożeniem włosów miała Hillary Clinton, obecnie sekretarz stanu w gabinecie Baracka Obamy.
Gdy podczas kilkunastodniowej podróży do Afryki szefowa amerykańskiej dyplomacji została sfotografowana z opaską we włosach, w internetowych mediach natychmiast pojawiły się apele o to, by Clinton zrezygnowała z tego "złego nawyku" z czasów, gdy była pierwszą damą.
Opaski bowiem są modne wśród nastolatek przepadających za serialem "Plotkara" (ale nie byle jakie opaski - lecz koniecznie od Jennifer Behr za jakieś 200$),  ale urągają powadze urzędu szefowej dyplomacji, która podlotka udawać nie powinna.

Ale wracając do Michelle Obamy: w jej przypadku fryzura ma także wymiar społeczno - polityczny. Obama, jako Afroamerykanka, prostuje włosy.

Niby nic w tym dziwnego, ale niektóre środowiska postrzegają taki zabieg jako odcięcie się od afroamerykańskiego dziedzictwa (i afro loków).
Całkiem niedawno "New York Times" opublikował tekst o politycznym wymiarze fryzury Afroamerykanek. Autorka przedstawia w nim tezę, że wiele dorosłych  Afroamerykanek prostuje włosy, ponieważ taki nawyk wyrobiły u nich w dzieciństwie ich matki.
Przy okazji zauważmy, że Sasha i Malia Obama też mają prostowane włosy...
Prostowanie włosów, zdaniem niektórych działaczek afroamerykańskich, ma być namiastką <passingu> z XIX i  początków XX wieku.

Michelle Obama, która w początkowej fazie kampanii prezydenckiej swojego
męża, przez wielu była postrzegana albo jako "czarna gniewna", albo jako uwiarygodnienie Baracka w środowisku Afroamerykanów, dla których senator z Illinois nie był wówczas "wystarczająco czarny". Z czasem przekaz niesiony przez Michelle Obamę złagodniał i zamiast wypowiadać się na tematy związane z rasą, zajęła się promowaniem zdrowej żywności i aktywnego stylu życia.

Nie można zarzucić Michelle Obamie, że nigdy nie zastanawiała się nad swoją tożsamością rasową - poświęciła temu zagadnienu swoją pracę licencjacką w Princeton, więc zapewne prezydentowa zdaje sobie sprawę z politycznego wymiaru tego, co komunikuje swoim wyglądem i czynami.

Dopóki jednak gładkie fryzury są modne, Michelle Obama może śmiało odcinać się od politycznego wymiaru prostych włosów na rzecz pozostawiania wierną trendom.
Trzeba chyba poczekać, aż projektanci zaczną lansować loki...