Barack Obama rządzi światem
Amerykański prezydent znalazł się na pierwszym miejscu rankingu <najpotężniejszych ludzi na świecie> magazynu „Forbes”. Oprócz Obamy, na liście są m.in. Osama bin Laden (37.miejsce) i Oprah Winfrey ( numer 45.)
W rankingu uwzględniono 67 osób. Jak czytamy w „Forbsie”, jedna osoba z rankingu pisma, ma symbolizować potęgę równą 100 milionom mieszkańców Ziemi – światową populację szacuje się bowiem aktualnie na 6,7 mld ludzi.
„Celem rankingu jest ukazanie prawdziwej władzy, a nie jej gloryfikowanie” – twierdzą dziennikarze pisma.
„Forbes” po raz pierwszy sporządził ranking najpotężniejszych na świecie osób. Obama wygrał jednak jednogłośnie i bezapelacyjnie.
Spójrzmy na pierwszą dziesiątkę laureatów:
l. Barack Obama
2. Hu Jintao
3. Władimir Putin
4. Ben Bernanke [szef FED]
5. Sergey Brin i Larry Page [założyciele Google’a]
6.Carlos Slim [dyrektor zarządzający meksykańskiego Telmeksu]
7.Rupert Murdoch [właściciel News Corp]
8.Michael T. Duke [CEO sieci sklepów Wal-Mart]
9.Saudyjski król - Abdullah bin Abdul Aziz
10. Bill Gates
Miejsca na podium chyba dobrze odzwierciedlają współczesną sytuację na arenie międzynarodowej. Co ważne, „Forbes” nie bawił się w poprawność polityczną i nie umieścił na trzecim miejscu przywódcy Rosji de iure, lecz przywódcę de facto.
Dwa następne miejsca to – wydawałoby się – dwa przeciwne bieguny. Bank centralny, będący symbolem „starej” gospodarki, w której decydującym aktorem było państwo (bez względu na to, czy decydowało się pozostać bierne, czy aktywnie działać na rynku).
Natomiast wyszukiwarkę Google niektórzy porównują do przewrotu na miarę Gutenberga.
Zdecydowanie implikuje innowacyjność, wolność, nieskończoność wyboru.
Z drugiej jednak strony – zarówno FED, jak i Google mają coś wspólnego: żyją z informacji.
Informacji o stopach procentowych, które są w przeciągu sekund zaksięgowywane przez system Google’a.
Oba podmioty mają też ogromny wpływ na życie przeciętnych ludzi. Wpływ jednak nie do końca uświadomiony.
Gdyby nie kryzys, większość Amerykanów może kojarzyłaby bank centralny i z Alanem Greenspanem, ale poza tym – z niczym więcej.
Google działa podobnie. Zbierając informacje o nas, „uczy się” naszych preferencji (które potem może sprzedawać na wiele różnych sposobów), a przez to – poniekąd ogranicza wyniki naszego wyszukiwania: decyduje, co powinniśmy oglądać, a co nie.
Rupert Murdoch w pierwszej dziesiątce może być złą wiadomością dla zwolenników darmowej informacji w Internecie.
Jak już powiedzieliśmy, informacja to dzisiaj potężna broń. Trzymając się terminologii militarnej, Murdoch, postulując wprowadzenie opłaty za treść (i konsekwentnie realizując te założenia), próbuje stworzyć nowy klub atomowy, dostępny tylko dla wybranych.
Chris Anderson ze soją koncepcją gospodarki opartej na darmowym dostępie (freeconomy), może stać się Iranem ery informacyjnej, do którego Murdoch wysyłałby swoich inspektorów...
Jak powstawał ranking „Forbesa”? Jakie kryteria siły przyjęli jego twórcy?
- Czy dana osoba ma wpływ na wiele innych osób?
- Określenie zasobów finansowych, którymi dysponują te osoby (nie chodzi o osobisty majątek, tylko zasoby kontrolowane)
- Czy władza ocenianych osób rozciąga się na wiele różnych sfer?
- Czy te osoby aktywnie korzystają ze swojej potęgi?
Jeśli chodzi o Baracka Obamę, to pierwsze i trzecie kryterium spełnia na pewno. Drugie – bądź co bądź, USA ciągle są największą gospodarką świata. Pytanie tylko – jak długo?
Najmniej punktów Obama pewnie dostał w kryterium czwartym – z podjęciem decyzji w sprawie ewentualnego zwiększenia liczby wojsk w Afganistanie, prezydent USA zwleka już wiele miesięcy.
Brak decyzji to jednak też decyzja – i to wymagająca aktywnego korzystania z przysługującemu prezydentowi przywileju jej niepodejmowania.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz