Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Cyberdyplomacja wkracza na salony

Cyberdyplomacja wkracza na salony


20 lipiec 2010
A A A

O e-dyplomacji (cyberdyplomacji, dyplomacji cyfrowej) pisałam uż wielokrotnie, wskazując, że to temat przyszłości. Ostateczny dowód? Artykuł w "New York Timesie".

W niedzielnym magazynie "NYT" ukazał się artykuł poświęcony "cyfrowej dyplomacji", a konkretnie - osobom Aleca J. Rossa i Jareda Cohena.


Wartym podkreślenia - oprócz samego artykułu - jest komentarz do tego tekstu, opublikowany w "San Francisco Chronicle": "Oni tworzą Radio Wolna Europa na miarę XXI wieku, i to obejmujące swym zasięgiem cały świat".

Nic lepiej nie może podsumować działań Rossa i Cohena. A także - całego Departamentu Stanu za czasów Hillary Clinton.Obecna sekretarz stanu, zwana "matką chrzestną cyfrowej dyplomacji" jako pierwszy szef amerykańskiej dyplomacji (choć początki poczyniła już Condolezza Rice) na dobre włączyła internet  i social media do systemu komunikowania się USA ze światem - i to nie tylko w wąskich kręgach dyplomatycznych, ale w sposób bardziej otwarty, charakterystyczny dla dyplomacji publicznej.

Cyberdyplomacja jest o tyle przełomowym modelem rozwijania współpracy międzynarodowej, że znacznie ją demokratyzuje i otwiera na sprzężenie zwrotne. Komunikacja przebiega w czasie rzeczywistym - często pomimo różnych stref czasowych.

Jedną z inicjatyw w ramach programu dyplomacji cyfrowej (a właściwie: "Sztuki rządzenia państwem 21 wieku" - bo tak brzmi nazwa tego programu), jest przyjmowanie stażystów do "wirtualnej służby zagranicznej" - młodych ludzi, którzy tłumaczą oficjalne komunikaty Departamentu Stanu na różne języki świata - także takie, którymi często nie  mówią ich przełożeni.

Tutaj widzimy kolejną cechę cyberdyplomacji: postrzeganie natury człowieka jako dobrej - jakże to inne od hobbesowskiego Lewiatana! Człowiek człowiekowi nie jest wilkiem, a zaufanie jest niezbędnym elementem umożliwiającym powstanie społeczeństwa XXI wieku - społeczeństwa sieci.

Pewne obawy przed silnym postawieniem na cyberdyplomację może wywoływać właśnie ów brak silnych sposobów kontroli.
Kontrola - jak i sama cyberdyplomacja - jest bardzo elastyczna i nastawiona partnerski, a nie hierarchiczny model komunikacji (co - swoją drogą - właśnie tę kontrolę utrudnia).

Coś jednak za coś: jedną z wartości, którą promują Stany Zjednoczone, jest wolność słowa i wyrażania opinii. Poza tym - gwałtowny rozwój technologii informacyjnej oznacza brak powrotu do czasów pełnej kontroli. Dodatkowo -  social media i internet wykorzystują także państwa i organizacje popierające ruchy radykalne i destrukcyjne, a cyberprzestrzeń  jest niemal jak wolny rynek - przyciąga uwagę klientów "oferując więcej".
Tym "więcej" jest więc atrakcyjny model promowania amerykańskich wartości i budowania silnego społeczeństwa obywatelskiego - nie tylko w poszczególnych krajach, ale w wymiarze międzynarodowym.