Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Czeski Ulisses

Czeski Ulisses


27 lipiec 2010
A A A

Próba rekonstrukcji wydarzeń:

Było przed południem. Apogeum zimy, 28 stopni mrozu, śnieg skrzypiał pod butami przechodniów. Pułkownik Latinik wychodził właśnie z Domu Narodowego. Oślepiła go biel rynku, więc szybko skierował wzrok na cieszyńskie podcienia, „lauby” jak mówią tutejsi. Kawa? Przemknęło mu przez myśl. Poprawił mundur i ruszył niespiesznym, równym krokiem w stronę najbliższej kamienicy.

- Panie pułkowniku! Panie komendancie!

- Czego? Odwrócił się i spojrzał na swojego adiutanta, który wybiegł za nim z Domu Narodowego.

-Telegram…Delegacja… Wysapał. Delegacja na zamku! Oficerowie Ententy i Czesi.

-Puścili transport z amunicją? Najwyższa pora! Ileż czasu już czekają nasi w Galicyi?

-Panie Pułkowniku, nie wiem czy transport. Żądają widzenia z Panem komendantem.

Samochód podjechał pod pałacyk myśliwski Habsburgów na cieszyńskim wzgórzu zamkowym. W lecie cały kompleks otaczał piękny park z tysiącletnią rotundą przy, której Latinik lubił odpoczywać i przyjmować gości. Cóż mamy zimę, sala konferencyjna będzie musiała wystarczyć. Wysiadł z samochodu i ruszył pod górę w stronę budynku. Było ślisko i nawet wojskowe buty podpowiadały Pułkownikowi ostrożność. W sali konferencyjnej oczekiwała już delegacja Ententy. Przewodził im podpułkownik Snejdarek (Czech), ale Latinikowi przedstawiono także majora Crosfielda (Anglik), commendanta Manduyta (Francuz), maggiore Noseda (Włoch) i leutenanta Vozka (Amerykanin).

-W jakim celu przybyli Panowie do Cieszyna? Zapytał Latinik niewyraźnie.

-To nie jest rozmowa, którą można poruszyć publicznie. Proszę o możliwość rozmowy w cztery oczy. Odrzekł Snejdarek. Cedził przy tym każde słowo tak, że Crosfield i jego towarzysze zdążyli przejść już do sąsiedniego pomieszczenia.

-Zgoda.

-Bez adiutantów Panie Komendancie.

Snejdarek popatrzył wymownie w stronę Latinika, który szybkim ruchem ręki zadośćuczynił prośbie oficera.

-Nie będę owijał w bawełnę. Cel naszej wizyty w Cieszynie jest jasny. Wojsko polskie ma się wycofać za rzekę Białą, to jest opuścić Śląsk.

Pułkownik Latinik popatrzył na czeskiego oficera z zaskoczeniem i próbował zebrać myśli. Po krótkiej chwili wyjął notes z kieszeni i rzucił w jego stronę kilka pośpiesznych słów.

-Muszę zawiadomić Rząd o waszym przybyciu. Proszę wpisać nazwiska delegatów do tego notesu.

Snejdarek przywołał towarzyszy i złożył swój podpis w notesie. Crosfield kaligrafował jeszcze swoje nazwisko, gdy Latinik odezwał się donośnym głosem.

-Zwróćcie się Panowie z tym żądaniem, które mi przedstawiono w formie ultimatum do rządu polskiego w Warszawie, gdyż ja nie ustąpię ze swoim wojskiem, bo postawiony tu jestem, bym Śląska strzegł, a nie go oddawał.

Snejdarek spojrzał na Latinika ze złością i odpowiedział podniesionym tonem.

-Nie mamy czasu na prowadzenie korespondencji z Warszawą! Pułkownik Gillain (Francuz), dowódca wojsk koalicyjnych w Ostrawie nakazał nam przekazanie Pańskiej odpowiedzi. Zaznaczył przy tym, że użyje wszelkich sił, by wymusić ustąpienie wojska polskiego ze Śląska.

-Jeśli wojska koalicyjne wkroczą na polskie terytorium, to spotkają się z oporem moich oddziałów. Będę bronił Śląska do ostatniej kropli krwi.

-Proszę przemyśleć sprawę. Skwitował czeski oficer sięgając do kieszeni po zegarek.

Czasomierz wskazywał godzinę 11, co nie umknęło Latinikowi, podobnie jak cichy komentarz Crosfielda, który szeptał Manduytowi do ucha: „dać Polsce Śląsk to jak dać małpie zegarek”.

- Panie komendancie Latinik. Proszę się zastanowić i do godziny 13 zatelefonować z Pańską zgodą do hotelu National w Ostrawie.

Odburknął na wychodne Snejdarek zagłuszany śmiechem Manduyta i Crosfielda. Potem zarzucił na mundur płaszcz i wyszedł z Sali konferencyjnej mijając milczącego Latinika.

Cieszyński komendant, odprowadził wzrokiem oficerów Ententy i zaczął coś zapisywać w swoim notatniku. Rzucił przy okazji okiem na podpisy członków delegacji…

Epilog

Podpisy wydały się Latinikowi podejrzane. Jak pisze w swoich wspomnieniach: „Francuza zapisano [w notatniku] jako należącego do armii włoskiej, a u Amerykanina poprawiono oficjalną nomenklaturę. Komendant Latinik udał się czym prędzej do Domu Narodowego, by zapytać o legitymacje i uwierzytelnienia podejrzanych delegatów [pewnie z pomocą telegrafu]. Nie było żadnych! Próba ich aresztowania skończyła się fiaskiem, zdołali uciec samochodem.

Po godzinie 13, gdy w Ostrawie było już wiadomo, że koń trojański nie zadziałał na Polaków wydano rozkaz do ataku. Czeski Ulisses- Snejdarek i jego towarzysze przywdziali czeskie mundury (tylko Anglik, był autentyczny) i ruszyli z wojskiem na Bogumin. Rozpoczęła się wojna!

Wykorzystałem wspomnienia Pułkownika Franciszka Latinika.