Biały Dom wydał oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby prezydent Barack Obama miał kłaniać się saudyjskiemu królowi Abdullahowi podczas szczytu G20 w Londynie.
" To nie był ukłon. On [prezydent] ujął po prostu rękę króla w obie dłonie, a ponieważ jest wyższy od króla Abdullaha, musiał się trochę schylić" miał skomentować jeden z asystentów prezydenta.
Jednak filmik zamieszczony na YouTube poszedł w świat.
Najbardziej oburzyła się prawica. Washington Times nazwał rzekomy ukłon "szokującym", a The Weekly Standard przypomniał "prawie-ukłon" prezydenta Clintona przed cesarzem Japonii.
"Najwidoczniej amerykański protokół dyplomatyczny przewiduje ukłony" - drwiło konserwatywne czasopismo.
Tymczasem domniemany ukłon Obamy został przyjęty...pozytywnie przez świat arabski.
"Obama chciał zademonstrować swój szacunek dla króla Abdullaha" napisał publicysta gazety Asharq Alawsat .
Wygląda na to, że w przynajmniej w jednym amerykańska prawica zgadza się z Arabami: prezydent się kłaniał.
Czyżby początek dialogu?
Czy Obama rzeczywiście się kłaniał? Trudno ocenić.
Dla USA taka dyplomatyczna wpadka jest raczej bolesna. W końcu król królem, ale to prezydent USA rozdaje karty w stosunkach międzynarodowych, a nie Arabia Saudyjska.
Teoretycznie jednak - wszystkie państwa są "suwerennie równe".
Idąc tym tropem - Obama jednak nie powinien się kłaniać, bo w końcu są równi.
Dziwne, że Biuro Szefa Protokołu (Office of the Chief of Protocol ) nie dopilnowało zaznajomienia prezydenta z podstawowymi procedurami powitania z przywódcami państw z różnych kultur, prezentujących różne formy rządu.
Z drugiej jednak strony - trudno to skupiać się na nauce protokołu, gdy trzeba ratować gospodarkę.
Że coś nie tak z pracą Protokołu, mogliśmy się przekonać wtedy, gdy Michelle Obama przytuliła Elżbietę II.
Tutaj tłumaczono, że to nie był do końca uścisk, a inicjatywa wyszła od królowej.
Choć i tak nie było źle - pierwsza dama pamiętała o przykrytych ramionach.
Owszem, coraz głośniej się mówi o odchodzeniu od zbędnych nakazów i zakazów protokołu dyplomatycznego. Są głowy państw, które otwarcie gwałcą jego zasady.
Barack Obama - choć ucieleśnienie nowoczesności - chyba nie jest aż takim rewolucjonistą.
Jedyny możliwy pożytek z całego zamieszania, że ów gest Baracka Obamy spodoba się przywódcom Iranu...