Internetowy bicz na szkodliwych senatorów
Sunlight Foundation rozstrzygnęła konkurs na najlepszą aplikację open source, która miała umożliwić obywatelom większą partycypację w życiu politycznym, a także umożliwić kontakt zwykłych wyborców z ich przedstawicielami w Kongresie.
Pierwsze miejsce (15 tys. dolarów na rozwój) zgarnął projekt Filibusted , reklamujący się hasłem “Hold senators accountable for blocking legislation.”
Serwis ma piętnować senatorów odpowiedzialnych za obstrukcję legislacyjną.
W tej chwili w Senacie jest 58 demokratycznych senatorów z niecierpliwością oczekujących na możliwość przeprowadzania gruntownych zmian. Jest też 41 Republikanów, którzy uważają, że owe zmiany to zły pomysł i będą robić wszystko, co w ich mocy, by zapobiec zmianom w prawie.
Jeśli wszyscy głosowaliby zgodnie z linią partyjną, 41 senatorów to wystarczająca liczba, by zapobiec działaniom w tej kwestii. Następne dwa lata będą ciągłą wojną między filibuster (próba przeciągania debat w nieskończoność) a cloture (głosowanie za ustaleniem limitu czasowego na debatę na określony temat) - możemy przeczytać na stronie głównej Filibusted.
Przykładowy wpis?
Głosowanie nr 158; 17 Republikanów próbowało grać na zwłokę w sprawie nominacji Christophera Hilla na ambasadora w Republice Iraku - 20 kwietnia 2009 - ale bezskutecznie - ostatecznie:przegrali
Na stronie możemy znaleźć też ranking najbardziej "obstrukcyjnych legislacyjnie" senatorów, wraz ze szczegółowym wyliczeniem ich prób odwlekania wejścia w życie ustaw projektu Demokratów.
Projekt Filibusted to z jednej strony duży i pomysłowy krok w stronę zwiększenia transparentości działania Kongresu (Senatu), zwłaszcza, że amerykański parlament nie cieszy się dużym poparciem i zaufaniem społecznym.
Z drugiej strony - można odnieść jednak wrażenie, że Kongres to maszynka do głosowania i uchwalania tego, co wymyśli rząd, a oskarżanie o obstrukcję legislacyjną może de facto zapobiegać rzeczowej debacie nad ważnymi sprawami.
Nie zapominajmy jednak, że nad projektem ustawy pracuje wiele grup roboczych, trwają zakulisowe przetargi, ścierają się lobby. Nikt ustawy na kolanie nie pisze.
Dlatego odsuwanie uchwalenia tego konsensusu wypracowanego poza salą plenarną jest tak naprawdę blokowaniem możliwości działania rządu i realizacji projektów przewidzianych przez prezydenta.
Historia pokazuje bowiem, że głowa państwa może działać skutecznie głównie wówczas, gdy ma po swojej stronie Kongres. Owszem, prezydent ma dużą władzę - często jednak potrzebuje zatwierdzenia konkretnych decyzji, także personalnych przez Senat.
Co więcej - samo przeciąganie debat nad daną kwestią, jest jeszcze gorsze niż głosowanie nie po myśli prezydenta. Stan "zawieszenia" powoduje bowiem, że nie można przystąpić do działania. A właśnie aktywność jest tym, na czym tak zależy Barackowi Obamie.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz