O serbskim rozłamie opozycyjnym, o „dniu flagi" w rejonie Preševa i o c zarnogórskich aspiracjach wstąpienia do NATO, czyli o Bałkanach słów kilka.
Opozycyjna słabość
Vladimir Goati, serbski politolog, podjął dziś w wywiadzie dla „Danas" niezwykle istotny problem, z którym Serbii, jako krajowi aspirującemu do UE przyjdzie się zmierzyć już niedługo. Sprawa tyczy się rozłamu, jaki jego zdaniem, jest aż nadto widoczny wśród serbskiej opozycji. Największe jej partie (Serbska Partia Postępu SNS i Serbska Partia Radykalna SRS) powinny porozumieć się w najważniejszych kwestiach, aby po wygranych wyborach móc tworzyć silny sojusz w serbskiej Skupsztinie. Według Goatiego ową „najważniejszą kwestią" pozostaje obecnie perspektywa integracji europejskiej Serbii. Przy rosnącym społecznym poparciu dla wstąpienia do UE, trudno wyobrazić sobie aby w najbliższych wyborach zwyciężyć mogły siły anty - unijne. Goati zauważa również ogromną trudność, jaka stoi przed największą partią opozycyjną SNS, której przewodzi Tomislav Nikolić (w niedawnych sondażach wykonywanych na zlecenie dziennika „Blic" to właśnie SNS wygrałaby wybory) . Chodzi tutaj o sojusz jaki łączy SNS i SRS. Biorąc pod uwagę stosunek SRS do serbskiej integracji europejskiej (radykałowie opowiadają się za silnym sojuszem z Rosją) faktycznie trudno wyobrazić sobie „prounijną" koalicję ewentualnych zwycięzców. Goati zauważa tutaj możliwość pojednania się z Partią Demokratyczną Vojislava Koštunicy (DSS), posiadającą nadal dość ugruntowaną pozycję wśród wyborców. Stworzenie „prounijnego" rządu z demokratami Koštunicy byłoby jak najbardziej możliwie i zapobiegłoby z pewnością możliwemu kryzysowi politycznemu w państwie.
O startującej kampanii prezydenckiej w Chorwacji, o pogłębiającym się kryzysie w Bośni i Hercegowinie i o faux pas serbskiego MSZ, czyli o Bałkanach słów kilka.
Kampanię czas zacząć!
Przedwyborczą kampanię prezydencką w Chorwacji uznać należy za otwartą. W dzisiejszym „Jutarnij list" pojawiły się pierwsze sondaże kandydatów, według których liderami w wyścigu o fotel prezydenta Chorwacji są, przedstawiciel demokratów - Ivo Josipović, oraz obecny burmistrz Zagrzebia - Milan Bandić (startujący w wyborach jako kandydat niezrzeszony). Z badań przeprowadzonych przez dziennik na 2000 respondentów wynika, że Josipović cieszy się wśród nich 17,1 procentowym poparciem, z kolei Bandić mógłby liczyć na 15,2 procent poparcia. Trzecie miejsce wśród badanych zajął były członek HDZ (Hrvatska Demokratska Zajednica), obecnie podobnie jak Bandić niezrzeszony, Nadan Vidošević, który zdobył 11,9 procent poparcia. Tuż za prezydenckim podium uplasował się kandydat HDZ, Andrija Hebrang, cieszący się 9 procentowym poparciem wśród badanych.
O kosowskich wyborach, o Albanii, która w sobie tylko znanym tempie zmierza do UE i o Serbii, w której dzieje się ostatnio wiele, czyli o Bałkanach słów kilka.
Wybory (prawie) po europejsku
Najmłodszy kraj Europy prawdopodobnie „zdał egzamin", jakim były dla niego pierwsze w historii wybory lokalne. W minioną niedzielę obywatele Kosowa oddawali swoje głosy w wyborach lokalnych, co było dla nich pierwszym tego typu wydarzeniem w historii. Jak na debiut za sukces uznać można 45 procentową frekwencję. Co ciekawe, wobec wszelkich kontrowersji, do urn poszli również kosowscy Serbowie, jednak nie pojawiły się do tej pory żadne statystyki dotyczące ich udziału. W niedzielnym głosowaniu udało się wybrać władze większości z 18 okręgów. Tylko w kilku do ostatecznego rozstrzygnięcia potrzebna będzie druga tura, która odbędzie się 13 grudnia. Zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami zwycięstwo odniosła rządząca koalicja LDK - PDK, której przewodzi obecny premier Hashim Thaqi. Jej politycy zasiedli na najwyższych stanowiskach m.in. w Prištinie, Prizrenie i Mitrovicy. Z pewnością do udanych nie będzie mogła zaliczyć tych wyborów opozycja, której największa partia AAK (Sojuszowi dla Przyszłości Kosowa) zwyciężyła w Dečanie i gminie Gjakova. W przypadku tej ostatniej, pojawiły się jednak zarzuty, skierowane przez Nowy Sojusz Kosowa (AKR) przeciwko AAK (który oficjalnie zwyciężył w Gjakova), która według AKR miała dopuścić się manipulacji wyborczych.
O wizach, bez których Serbowie, Macedończycy i Czarnogórcy będą mogli poruszać się po Europie szybciej niż myślano, o Biljanie Plavšić, która odwiedzając Banja Lukę zarzekła się, że nie wróci do polityki i o macedońsko - greckim sporze, który prawdopodobnie jeszcze się przeciągnie, czyli o Bałkanach słów kilka.
Bez wiz już w grudniu ?
W dniu dzisiejszym (12.11), Parlament Europejski zatwierdził projekt objęcia trzech krajów bałkańskich: Serbii, Czarnogóry i Macedonii, liberalizacją wizową i wpisaniem na tzw. Białą listę Schengen. Poparcie tej decyzji musi wyrazić jeszcze Rada Europejska, co nastąpić ma podczas spotkania szefów państw i rządów państw członkowskich UE, 30 listopada. Akceptacja projektu przez Radę Europejską zaowocuje wdrożeniem liberalizacji wizowej już od 19 grudnia tego roku. Dla przeciętnego Serba, Czarnogórca czy Macedończyka oznacza to, że za około miesiąc będą oni mogli bez problemów i specjalnych dokumentów, podróżować po obszarze Unii Europejskiej. Propozycja Komisji Europejskiej, dotycząca zniesienia obowiązku wizowego wobec tych trzech państw pojawiła się w lipcu tego roku. Planowaną datą liberalizacji reżimu wizowego miał być pierwotnie pierwszy styczeń 2010 roku. Wobec inicjatywy Słowenii, która zaapelowała o przyspieszenie prac nad projektem, wizy zostaną zniesione prawdopodobnie od 19 grudnia tego roku. Parlament Europejski wyraził również chęć objęcia liberalizacją wizową Bośni i Hercegowiny, a także Albanii. Kraje te nie były brane pod uwagę w lipcu, ze względu na brak postępów w realizacji kluczowych celów. Obecnie jednak unijni politycy zapowiadają, że podobny wniosek wobec Sarajewa i Tirany może być przedłożony w Parlamencie Europejskim już do połowy przyszłego roku.
O serbskich problemach z niepokorną Wojwodiną, o Billu Clintonie, który w końcu zaczął mówić bez ogródek i o Nowej Zelandii, która uznała Kosowo, czyli o Bałkanach słów kilka.
O Radovanie, który mimo sukcesu wciąż kręci nosem, o Stjepanie, który wygłasza mądrości sam nie czyniąc za wiele i o Vuku, co to Serbię do unijnej poczekalni chce zgłosić jeszcze w tym roku, czyli o Bałkanach słów kilka.
Wybredny Radovan
Coś, co jeszcze niedawno przez haskich sędziów było stanowczo odrzucane, dziś stało się faktem. Proces Radovana Karadžicia został oficjalnie odroczony i ma wystartować ponownie w marcu 2010 roku. Były przywódca bośniackich Serbów, oskarżany m.in. o ludobójstwo, nie stawiał się do tej pory na kolejnych rozprawach (proces ruszył 26 października). Pojawił się dopiero dziś (05.11), aby zakomunikować, że nadal posiada zbyt mało czasu na przygotowanie swojej obrony. Trybunał haski wobec oporu oskarżonego postanowił znaleźć wyjście z tej sytuacji i owszem, dał Karadžiciowi czas do marca przyszłego roku, jednocześnie przydzielając mu obrońcę z urzędu (Karadžić deklaruje chęć bronienia się samemu), co niewątpliwie pozwoli na upłynnienie procesu nawet w przypadku nieobecności oskarżonego.
Serbska akcja antynarkotykowa, ukraińskie oszczędności w Kosowie oraz o Karadžiciu, który wreszcie postanowił stawić się w sądzie, czyli o Bałkanach słów kilka.
Przedterminowe zwolnienie z więzienia byłej prezydent Republiki Serbskiej, Bijany Plavišić to z pewnością wydarzenie bezprecedensowe. Jeszcze bardziej zadziwiać może jednak jej triumfalny niemalże powrót do serbskiej stolicy.
Skazana przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii, na karę 11 lat więzienia, Bijana Plavšić w dniu wczorajszym (27.10) powróciła do Belgradu. Tym samym oskarżona o współodpowiedzialność za masowe deportacje, morderstwa i czystki etniczne, Plavšić odbyła około dwóch trzecich swojego wyroku. Głównym powodem, dla którego dawna prezydent została wcześniej zwolniona, była jej dobra współpraca z Trybunałem, a także zauważalne postępy resocjalizacyjne.
Jeszcze prawie półtora roku temu, gdy Kosowo ogłaszało niepodległość ludność i politycy tego kraju prześcigali się w wyrazach sympatii i wdzięczności wobec Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Dziś dla tych samych ludzi unijna misja EULEX jest jedną z największych przeszkód w drodze do całkowitej samodzielności.
Ostatnie wydarzenia w Kosowie pokazują jak szybko tamtejsi Albańczycy zapomnieli, dzięki komu dziś mogą żyć we własnym państwie. Szok i „po - niepodległościowa" euforia szybko opadły, a na drodze pełnej samodzielności kosowskich Albańczyków stanęła (w ich opinii) unijna misja EULEX, uzupełniającą (pod względem prawnym i policyjnym) misję ONZ UNMIK.