Clinton przyciska Ławrowa - z błędem
Hillary Clinton wyrasta na globalną gwiazdę dyplomacji - przynajmniej tego samego formatu co Barack Obama w kontekście polityki wewnętrznej.
Podczas obu swoich podróży po objęciu stanowiska sekretarz stanu (do Azji, a także na Bliski Wschód i do Europy), Clinton wykorzystuje to, czego nauczyła się podczas kampanii prezydenckiej.
Spotyka się z młodymi ludźmi, organizacjami kobiecymi, występuje nawet w rozrywkowych programach telewizyjnych.
Relacje z jej wypraw można śledzić na blogu Departamentu Stanu, a także na interaktywnych mapach Google'a.
Szefowa dyplomacji postanowiła pójść o krok dalej, i oprócz show w stosunku do opinii publicznej i dziennikarzy, podobne działania rozpoczęła wobec innych dyplomatów (choć - oczywiście - przede wszystkim w świetle kamer).
Ministrowi spraw zagranicznych Rosji, Siergiejowi Ławrowowi podarowała plastikowy przycisk z napisem "reset" , oznaczający "zresetowanie stosunków USA-Rosja".
Przycisk - gadżet bardzo medialny.
Jednak w języku rosyjskim zamiast słowa "perezagruzka", pojawiło się "peregruzka", co znaczy mniej więcej "przeładować,przeciążyć".
Clinton obróciła sytuację w żart. Były śmiechy i poklepywanie się po plecach.
Jednak owa wpadka każe się zastanowić nad tym, czy rzeczywiście był to wypadek przy pracy, czy może cała sprawa ma głębszy sens.
Za pierwszą hipotezą przemawia dosyć swobodne traktowanie przez Amerykanów języków obcych. Dokładne znaczenie słów jest nieistotne - liczy się intencja, że próbują, że wychodzą naprzeciw.
Poza tym błąd mógł zakraść się przy transliteracji (użyty był alfabet łaciński).
Jednak posnujmy nieco spiskowe teorie. W dyplomacji wiele spraw ma podwójne dno.
Pamiętajmy, że Stany Zjednoczone od 11 września bardzo uważnie podchodzą do spraw tłumaczeń i obcojęzycznych zwrotów. Owszem, najczęściej chodzi o zwroty arabskie (najbardziej "podejrzane") - rosyjskie natomiast, odkąd ZSRR, a później Rosja - przestał być głównym wrogiem Ameryki, zostały zepchnięte na dalszy plan.
Wbijanie szpilek i tłumaczenie ich stereotypową (choć nie do końca) amerykańską ignorancją, to taktyka dobra, bo skuteczna.
Na świecie takie gafy zostaną przyjęte ze zrozumieniem (Ameryka - w końcu mocarstwo, nie ma czasu na sprawy dotyczące tych mniejszych). W samych Stanach - również. W USA bowiem do nauki języków obcych nie przywiązuje się dużej wagi. Napływ hiszpańskojęzycznych imigrantów tylko tę ignorancję spotęgował.
Że to trend mocny i obecny nie od dziś, niech świadczy fakt, że ani Hillary Clinton, ani Barack Obama, nie znają żadnego języka obcego.
Przycisk dla Ławrowa musiałby być dobrze podpisany, gdyby wręczała go Conoleezza Rice. Poprzedniczka Clinton świetnie zna bowiem rosyjski i tak prosta gafa byłaby już stanowczo podejrzana.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz