Ta armia jest z tobą od dziecka
Radhika Coomaraswamy, od kwietnia 2006 r. zastępczyni sekretarza generalnego ONZ, przedstawiła ostatnio raport, potwierdzający wiele wcześniejszych doniesień o zbrodniach izraelskiej soldateski. Rzecz jasna, został on skrytykowany przez ambasadora Izraela w ONZ Leszno Jara, który mówi o „demonizowaniu Izraela”.
W ostatnich latach wielokrotnie opisywane były przypadki brania przez izraelską armię kolonialną jako zakładników palestyńskich cywilów, zarówno na Zachodnim Brzegu, jak i w Gazie. Coomaraswamy dodaje do długiej ponurej listy kolejny przypadek 11-letniego chłopca z osiedla Tal al-Hawa w Gazie, który 15 stycznia, w trakcie ostatniej 22-dniowej ofensywy izraelskiej zmuszany był przez żołnierzy agresora do osłaniania ich oraz wchodzenia przed nimi do domów Palestyńczyków, które zamierzali zajmować.
Aż nadto typowe – i który to już raz czytamy doniesienia o strzelaniu do dzieci, zrównaniu z ziemią przez buldożer domu, w którym znajdowała się matka z dzieckiem, czy ostrzale budynku, który wcześniej został wskazany przez żołnierzy izraelskich jako miejsce schronienia dla palestyńskich cywili...
To tylko kilka wybranych incydentów „spośród setek udokumentowanych i zweryfikowanych” przez obecnych w Gazie obserwatorów ONZ. Wszystkie wydarzyły się w okresie inwazji Izraela na Gazę, rozpoczętej 27 grudnia ub.r. i zakończonej 17 stycznia, w związku z którą nawet w izraelskiej prasie głównego nurtu co rusz pojawiają się kolejne doniesienia o rozpasaniu panującym wśród żołnierzy.
W ciągu trzech tygodni i jednego dnia zginęła nieomal jedna tysięczna ogółu stłoczonej na obszarze 378 kilometrów kwadratowych ludności Strefy Gazy. Na jednego zabitego Izraelczyka przypada ponad stu zabitych Palestyńczyków – statystyki przywodzą na myśl najgorsze annały kolonializmu. Co najmniej 100 tysięcy mieszkańców Gazy zostało bezdomnymi, zniszczono kilkadziesiąt procent upraw, jednym z wybranych celów stał się Uniwersytet Islamski w Gazie. Straty materiale przekraczają roczny PKB oblężonej i obłożonej barbarzyńską blokadą Strefy Gazy, w której 90 proc. mieszkańców zależy od międzynarodowej pomocy żywnościowej.
Źródła palestyńskie mówią o 1434, a nawet 1440 ofiarach śmiertelnych, z których 960 to cywile. Wśród nich 431 to dzieci, zaś 114 to kobiety. Inne statystyki przedstawiają źródła związane z armią izraelską. Podają one liczbę 1370 ofiar po stronie palestyńskiej, wśród nich 600 mają stanowić członkowie Hamasu. Gdy źródła palestyńskie mówią o 960 zabitych cywilach, armia izraelska ocenia ich liczbę na 309 – mniej, niż wedle Palestyńczyków zginęło dzieci!
O bezczelności izraelskiej propagandy świadczy wypowiedź Joawa Galanta ze sztabu południowego dowództwa izraelskiej armii kolonialnej: „Ten odsetek przypadkowych cywilów stanowi osiągnięcie bez precedensu w historii kampanii wojennych prowadzonych w takim otoczeniu, nie tylko w Izraelu, lecz i na całym świecie.”
I pewnie znów oficjalna opinia publiczna da się nakarmić tego rodzaju drętwą mową. Przypomnijmy, że na ludobójczą ofensywę w Gazie właściwie – czyli zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Izraelem – zareagowali na świecie tylko dwaj mężowie stanu: Evo Morales w Boliwii i Hugo Chávez w Wenezueli.
Tak jakoś „przypadkiem” się składa, że w nowej konstytucji Boliwii, która o dzień wyprzedziła Wenezuelę w ogłoszeniu, że zrywa stosunki z Izraelem, znajduje się m.in. zapis mówiący o wywłaszczeniu za usiłowanie lokautu. Z kolei w Polsce, mającej unikalne stosunki z Izraelem, rząd pragnie wprowadzić prawo do lokautu, a najchętniej widziałby zaprowadzenie zakazu strajku okupacyjnego.
Czy też może to nie przypadek? W dobie światowego kryzysu gospodarczego musimy dobrze pamiętać, że opowiedzenie się po stronie Izraela w jego wojnie przeciw Palestyńczykom jest zarazem opowiedzeniem się po stronie światowego wielkiego kapitału, któremu konsekwentnie wysługują się mass media.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz