Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Monitor bałkański cz.5

Monitor bałkański cz.5


09 listopad 2009
A A A

 

O serbskich problemach z niepokorną Wojwodiną, o Billu Clintonie, który w końcu zaczął mówić bez ogródek i o Nowej Zelandii, która uznała Kosowo, czyli o Bałkanach słów kilka.

Niepokorna Wojwodina

W ostatnim czasie jednym z najgorętszych tematów w Serbii pozostaje kwestia Wojwodiny. Ten autonomiczny okręg w północnej Serbii, z coraz większym rozmachem próbuje poluzować więzy łączące go z Belgradem. Kontrowersyjny wniosek, który ma reformować statut Wojwodiny jako okręgu autonomicznego, ma już niebawem znaleźć się w serbskim rządzie. Został on przyjęty zdecydowaną większością głosów w zeszłym tygodniu przez parlament Wojwodiny oraz jej prezydenta, Šandora Egereši (zarówno parlament jak i urząd prezydenta Wojowodiny funkcjonują nadal mimo ograniczenia przywilejów tego okręgu w 1990 roku przez ówczesnego prezydenta Jugosławii Slobodana Miloševicia). Projekt reformy statutu Wojwodiny, według jej premiera, Bojana Pajticia nie jest niczym rewolucyjnym, a jedynie upomnieniem się o pełnię praw przysługujących prowincji. Według Pajticia, obecny statut Wojwodiny (zamieszkałej głównie przez Serbów - 65%, Węgrów - 14% oraz Słowaków - 2,8%) jest miejscami niezgodny z serbską konstytucją. Parlamentarzyści z północnego okręgu autonomicznego Serbii domagają się m.in. utworzenia wojwodińskiej, państwowej akademii nauk i sztuki, oficjalnego uznania miasta Nowy Sad za stolicę okręgu (obecnie pełni ono tę funkcję nieoficjalnie), własnego przedstawicielstwa w Brukseli przy UE, a także przejęcia części przedsiębiorstw publicznych. Wniosek ten nie został w całości przedstawiony opinii publicznej, jednak mówi się również o postulacie umożliwiającym Wojwodinie wysyłania swoich misji dyplomatycznych do innych państw, a także zawieraniu umów międzynarodowych.

Reforma statutu Wojwodiny wzbudza w Serbii spore emocje. Coraz głośniej zaczyna się mówić o sytuacji podobnej do tej z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to coraz szerszych uprawnienie żądało Kosowo. Negatywnych reakcji należało się również spodziewać wśród partii serbskiej opozycji. Ciesząca się największym poparciem w tym obozie, SNS (Serbska Partia Postępu) w swym oficjalnym komunikacie stwierdziła, że zmiany w statucie Wojwodiny są potrzebne, jednak nie mogą posiadać anty - konstytucyjnego charakteru. W podobnym duchu wypowiedział się również lider Demokratycznej Partii Serbii (DSS), Vojislav Koštunica, który zarzucił Wojwodinie działania separatystyczne, zmierzające do stworzenia „państwa w państwie". Problemu takiego nie dostrzega Šandor Egereši, który twierdzi, że proponowana przez parlament Wojwodiny decentralizacja, wyjdzie zarówno Serbii jak i jej północnemu okręgowi na dobre. Zarzucił on również serbskiej konstytucji, iż jest nie w pełni dostosowana do europejskich norm.

Przed Serbią niewątpliwie „ciężki orzech do zgryzienia" (kolejny!), mimo tego, że poprawki proponowane przez parlamentarzystów z Wojwodiny raczej nie znajdą poparcia w belgradzkiej „Skupsztinie". Jest to jednak wyraźny sygnał, będący po raz kolejny zagrożeniem dla integralności państwa. Serbia, będąca już niemal w przedsionku unijnej poczekalni musi być wyjątkowo delikatna w tej kwestii, choć w tym przypadku nie trudno wskazać stronę, która ma zdecydowaną rację. Zauważyć należy również, że to trzeci przykład w regionie (po deklaracjach przywódcy Republiki Serbskiej, Milorda Dodika oraz wniosku Albańczyków z południowo - serbskiego regionu Preševa), coraz śmielszych działań separatystycznych, które mają miejsce po ogłoszeniu niepodległości przez Kosowo.

Szczery Bill

Niezwykle ciekawie zapowiada się lektura najnowszej książki Taylora Brancha, „The Clinton Tapes". Autor zamieścił w niej liczne opowieści byłego amerykańskiego prezydenta, również te dotyczące wojny domowej w Bośni i Hercegowinie. Clinton stwierdził, że Europa nie sprostała zadaniu ratowania sytuacji na Bałkanach w latach dziewięćdziesiątych. W rozmowach z historykiem, były prezydent stwierdził, że to właśnie kwestia bałkańska była jednym z najważniejszych punktów prowadzonej przez niego polityki zagranicznej USA. Clinton zarzucił państwom Europejskim strach, przed nowo powstałym, muzułmańskim państwem. Według niego europejscy przywódcy traktowali Bośnię jako „nienaturalny twór", a nawet jako państwo nieeuropejskie, co bezpośrednio przełożyło się na niedostateczne zaangażowanie w konflikt.

Trudno nie przyznać racji byłemu przywódcy amerykańskiego mocarstwa. W latach dziewięćdziesiątych, Europa wyraźnie bała się eskalacji rozlewu krwi na Bałkanach, jednocześnie nie robiąc nic, aby go powstrzymać, swoje działania ograniczając się do „biało - rękawiczkowych zabiegów". Clinton jest bodaj pierwszą osobistością świata polityki, tak wysokiej rangi, która otwarcie mówi o klęsce, jaką dla całej Europy były wojny bałkańskie w latach dziewięćdziesiątych. Co ciekawe książka pojawia się w momencie gdy w Bośni i Hercegowinie trwa poważny kryzys polityczny, częstokrotnie porównywany do tego sprzed osiemnastu lat. Wypada mieć zatem nadzieję, że tym razem europejscy przywódcy wykażą się większą odwagą i będą potrafili sami wystudzić „bałkański kociołek".

Nowa Zelandia uznaje Kosowo

W dniu dzisiejszym (09.11.09), kosowski minister spraw zagranicznych, Skender Hyseni, ogłosił, że do siedziby MSZ w Prištinie wpłynęło pismo wysłane przez MSZ Nowej Zelandii, potwierdzające uznanie przez ten kraj Kosowa, jako pełnoprawnego członka społeczności międzynarodowej. Tym samym Nowa Zelandia stała się 63 krajem spośród 192 członków ONZ, uznającym państwo kosowskie, które zadeklarowało swoją niepodległość w lutym 2008 roku.

Kosowski MSZ twierdzi, że w najbliższym czasie należy spodziewać się podobnych tego typu działań ze strony kolejnych jedenastu krajów. Czyżby, zatem medialna kampania, promująca to najmłodsze europejskie państwo przynosiła już efekty?