Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Poufny raport w Internecie

Poufny raport w Internecie


03 czerwiec 2009
A A A

W rządowym newsletterze zamieszczono przez pomyłkę 266-stronnicowy raport oznaczony klauzulą "wysoce poufne" (highly confidential). W raporcie można było znaleźć m.in. informacje i mapy (!) cywilnych instalacji jądrowych. O sprawie pierwszy doniósł "New York Times" .



Przypadkowy wyciek miał miejsce w poniedziałek. We wtorek wieczorem poufny dokument został usunięty ze strony Government Printing Office .

Chociaż niektórzy eksperci bagatelizują sprawę ("Każdemu zdarza się zawalić" - skomentował dla NYT John M. Deutch, były dyrektor wywiadu), inni - podkreślają jednak, że każda informacja dotycząca instalacji jądrowych, może zostać użyta w niewłaściwy sposób.

Do newslettera raport trafił prawdopodobnie z Senatu, gdzie  wysłał go prezydent Obama, aby senatorzy nanieśli nań poprawki.
Miał on trafić następnie do Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej jako aktualny obraz wykorzystania energii nukleranej w USA.
Raport USA miał zachęcić inne państwa do ujawnienia podobnych informacji.

Government Printing Office zajmuje się wydawaniem dokumentów zarówno wszystkich trzech rodzajów władz i różnych agend rządowych.Drukuje m.in. transkrypcje zeznań przed senackimi komisjami, więc ów dokument mógł zostać potraktowany w podobny sposób.

Po publikacji raportu, natychmiast odezwały się glosy mówiące o dziurawym systemie ochrony informacji istotnych dla bezpieczeństwa narodowego.
Członkowie rządu z jednej strony - nie mogą bagatelizować problemu, sam prezydent przecież oznajmił, że nad cyberbezpieczeństwem trzeba jeszcze sporo popracować. Z drugiej - nie mogą też publicznie rozliczać się z odpowiedzialnymi - ci ludzie przecież mają pracować nad ustaleniem standardów bezpieczeństwa sieci komputerowych!

Wpadka z raportem, nawet nie stanowiąca bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego (terroryści przecież mają choćby Google Earth - i to całkiem legalnie!), pokazuje jednak, że reforma zabezpieczeń systemów komputerowych jest niezbędna. Oprócz ataków z zewnątrz, należy pamiętać też o zagrożeniach wewnętrznych - i zwykłych, ludzkich pomyłkach.

Google już to zrobiło, dając np. kilka sekund na anulowanie wysłanego e-maila. Czyżby federalnych urzędników czekały ćwiczenia z refleksu?