Prawda, półprawda, historia
Polska wywołała II Wojnę Światową. Takie głosy pojawiają się coraz częściej wśród historyków i politologów współpracujących z Kremlem. Dziwić może fakt, dlaczego to akurat Rosja, a nie Niemcy, próbuje zrzucić winę za wywołanie kataklizmu na Polskę. W tym szaleństwie jest metoda - antypolskie głosy są jednym ze sposobów na odnalezienie nowej tożsamości dla Federacji Rosyjskiej. Tożsamości, która łączyłaby wielkość carskiego imperium i pamięć o potędze Związku Radzieckiego. Dwie całkiem wrogie sobie idee wymagają wspólnego mianownika. Może nim być teza, że niezależnie od formy rządów to właśnie Rosja była po stronie pokoju i rozwoju, a wszelkie jej agresywne poczynania były moralnie uzasadnione.
Kreml przyjął bardzo błyskotliwą metodę - bazuje na prawdziwych faktach, które specyficznie połączone dają właściwą politycznie interpretację. Ich osią jest próba wybielenia za wszelką cenę paktu Ribbentrop - Mołotow, który utrudnia przedstawianie ZSRR jako takiej samej ofiary hitleryzmu jak każdego innego państwa zaatakowanego przez III Rzeszę.
Układ podpisany został 23 sierpnia 1939 roku, czyli na kilka dni przed atakiem niemieckim na Polskę. Narody bałtyckie i Polacy postrzegają go jako pakt, który oddawał ogromne obszary Europy Środkowo - Wschodniej pod panowanie bolszewickie. Ale nie to było dla Stalina najważniejsze. Tak naprawdę umowa ta nie różniła się niczym w swoim celu od układu podpisanego prawie rok wcześniej w Monachium. Obie miały jeden cel - kupić (chwilowy) spokój, który pozwoli na podniesienie wartości armii na wypadek wojny. Francuzi i Brytyjczycy zapłacili Niemcom ziemiami Czechosłowacji, tak samo jak Związek Radziecki uznał niemieckie plany podboju zachodniej Polski, dominację na Litwie oraz nie przeszkadzał w rozgromieniu Francji. Jedyna różnica polega na tym, że korzystny splot wydarzeń pozwolił wytargować od Niemców nieco własnych korzyści terytorialnych. Tak więc Stalin nie zrobił niczego bardziej niemoralnego od przywódców z Paryża i Londynu. Co nie zmienia faktu, że oba pakty nie miały w ogóle jakiegokolwiek moralnego uzasadnienia.
Kreml popełnia jednak notorycznie błąd i nie poprzestaje na tej, racjonalnej przecież, tezie. Być może dlatego, że jest ona zbyt mało spektakularna, a być może dlatego, że Francja i Wielka Brytania nie nadają się na „chłopców do bicia" w walce o właściwą historię. O wiele łatwiej wzbudzić jest w Rosji nastroje antypolskie, choćby kosztem narażenia się na śmieszność i krytykę poza własnym krajem. Dlatego też co jakiś czas dobiega nas nowe odkrycie, które pozwala usadowić II RP w pozycji agresora. Najnowsza teza - Polska wraz z Japonią szykowała atak na ZSRR jest już bliska szczytom absurdu. Mechanizm jest już tradycyjny. Kilka faktów - wyraźna wrogość polskich elit międzywojnia do porozumienia ze Związkiem Radzieckim, stałe przygotowania do wojny na wschodniej granicy, wyraźne zbliżenie między III Rzeszą a II RP aż do końca 1938 roku, czy też agresywne działania japońskie na granicy radzieckiej. Wszystko się zgadza. Z tych klocków buduje się jednak wnioski, które nie mają na celu przybliżenia historii, a jedynie granie na emocjach zwykłych Rosjan. Trudno sobie wyobrazić, żeby armia polska o marnej wartości bojowej mogła dokonać podboju ogromnego terytorium rosyjskiego, a słaba administracja i gospodarka była w stanie zarządzać zdobytymi ewentualnie krajami. Owszem, Warszawa była stale przygotowana do wojny ze wschodnim sąsiadem, ale wojny obronnej, kosztownej, krwawej i niechcianej. A kontakty z Japonią? Były tak samo poprawne jak niemrawe. Pomimo propagandowych haseł, międzywojenna Polska nie była mocarstwem nawet na własnym podwórku, więc tym bardziej nie mogła być liczącym się partnerem dla Tokio.
To jednak nie przeszkadza Rosjanom lansować swoich pomysłów na historię. Społeczeństwa współczesne przyzwyczajone są do otrzymywania gotowych produktów (co dotyczy również sfery idei), nie wysilając się przy tym na ich weryfikowanie. Jeszcze łatwiej przeprowadzić ten proces w narodzie, który tylko czeka, by usłyszeć, że ponure elementy jego historii to tak naprawdę niedoceniony na świecie wkład w budowanie ładu i pokoju. Dlatego też jestem pewien, że wkrótce zostaniemy zawstydzeni kolejnym absurdem. Być może tym razem zajęcie kresów wschodnich i krajów nadbałtyckich zostanie nazwane wyzwalaniem narodów z jarzma dyktatury. Przecież wszystkie te kraje w końcu lat 30. były rządzone w autorytarny sposób...
Ps. Lista innych tez rosyjskiej polityki historycznej wobec Polski:
1. Polska wywołała II Wojnę, ponieważ nie zgodziła się przyjąć umiarkowanych żądań niemieckich. Fakty -żądania Hitlera były umiarkowane, Gdański był etnicznie niemiecki, Polska odrzuciła wszystkie propozycje Berlina. Przekłamania - przyjęcie żądań nie zapobiegłoby wojnie, jedynie II RP byłaby zwasalizowanym niemieckim sojusznikiem i polscy żołnierze ginęliby na froncie wschodnim walcząc ramię w ramię z Wehrmachtem. Równie dobrze można byłoby oskarżyć Rosję o wywołanie I Wojny, ponieważ nie chciała się zgodzić na swobodny podbój swojego serbskiego sojusznika przez Austro-Węgry.
2. Polska storpedowała sojusz ZSRR i aliantów zachodnich w 1939 roku, ponieważ nie zgodziła się przyjąć Armii Czerwonej na swoim terytorium. Fakty - ZSRR składało takie propozycje, były prowadzone rozmowy między Londynem, Paryżem a Moskwą, Polska starała się unikać zaangażowania w sojusz z bolszewikami. Przekłamania - Stalin nic nie zyskałby na mieszaniu się do wojny po stronie polskiej, jego armia po wielkiej czystce nie potrafiła pokonać nawet małej Finlandii i nie mogła się mierzyć z siłami III Rzeszy, rozmowy z Zachodem były tylko elementem licytacji ceny porozumienia z Hitlerem.
3. Zsyłki oficerów polskich i masowe mordy na nich po zajęciu Kresów były odwetem za mordy na bolszewickich jeńcach w polskich obozach w czasie wojny 20 lat wcześniej. Fakty - ogromna ilość radzieckich jeńców znalazła się w niewoli, zwłaszcza po bitwie warszawskiej, wielu z nich nie wróciło do Rosji Radzieckiej po podpisaniu traktatu pokojowego. Przekłamania - wielu z nich nie chciało wrócić, śmiertelność w obozach nie była wynikiem planowych egzekucji a braków w zaopatrzeniu i lekach, w kraju, który miał ogromne problemy gospodarcze, niedawno odzyskał niepodległość i prowadził wojny na kilku frontach.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz