Imigracja dla e-obywateli
Amerykański urząd imigracyjny (Citizenship and Immigration Services Office - CISO ) zaczyna najwyraźniej promować imigrantów bardziej obeznanych z nowoczesną technologią. Oczywiście, nie ma mowy o żadnej dyskryminacji - chodzi po prostu o to, że CISO włącza się w system e-rządu tworzonego przez Baracka Obamę.
Za trzy miesiące ma ruszyć nowa strona internetowa , której główną nowością będzie możliwość otrzymywania powiadomień o przebiegu procesu przyznawania obywatelstwa.
Będzie można zamówić powiadamianie e-mailowe, SMS-owe lub po prostu zalogować się i sprawdzić swój status.Do tej pory stanie w kolejkach i wydzwanianie do poszczególnych osób zajmowało starającym się o amerykańskie obywatelstwo imigrantom mnóstwo czasu.
Urzędnicy CISO natomiast - zamiast skupić się na obowiązkach, tracili czas na rozmowy telefoniczne z często zdenerwowanymi i zniecierpliwymi osobami.
Oprócz oszczędności papieru (ekologia) czy okrągłych zdań o efektywności działania systemu i pracy urzędników, nowe zasady działania CISO w sieci wychodzą naprzeciw po prostu ludzkiej naturze i niecierpliwości.
Ilekroć załatwiamy coś w urzędach, okazuje się, że wyznaczony termin często jest datą orientacyjną - sprawa może być (i często jest) załatwiona szybciej. Nawet niekoniecznie musimy znać panią Krysię, kierowniczkę.
Korci nas także, by dowiedzieć się, jak przebiega nasza sprawa, czy wniosek się nie zgubił, że ktoś o nim pamięta. Zasadniczo - nie powinniśmy się o takie rzeczy martwić. Wiadomo jednak, że nasz wniosek jest najważniejszy i powinniśmy być traktowani indywidualnie.
Przynajmniej - w naszym przekonaniu.
Możliwość śledzenia tego procesu on-line to głębokie zrozumienie człowieka. I nie chodzi tylko o wygodę (stanie w kolejkach), ale o zaakceptowanie pewnych niedoskonałych mechanizmów psychologicznych, tak właściwych dla większości ludzi.
Oprócz bezmyślnego uruchamiania kolejnych Twitterów, Flickrów, filmików na YouTube i innych widgetów w służbie rządu, warto pamiętać, że narzędzia internetowe to tylko narzędzia: bez treści, nadawcy i adresata tracą rację bytu.
Nowe usługi e-rządu z zakresu spraw imigracji i obywatelstwa mają wszystkie te trzy elementy: nadawcę (rząd, potężny i nieco przytłaczający CISO), treść (tak przecież oczekiwana i ważna!), adresata (który, zgodnie z zasadami permission-marketingu, oczekuje na wieści od władz imigracyjnych, chce się od nich dowiedzieć jak najwięcej - oczywiście, na temat własnej sprawy).
Administracja Baracka Obamy dała już przykład innych, bardziej spektakularnych innowacji. Wydaje mi się, że ta jednak sięga najgłębiej.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz