Pozytywny zamach stanu
W Hondurasie armia dokonała przewrotu i zmusiła prezydenta Zelay'a do emigracji. Jako uzasadnienie podała obronę porządku prawnego i demokracji. I tym razem... wygląda na to, że nie mija się z prawdą.
Przywykliśmy uważać, że przejęcie władzy przez wojsko, a przez to obalenie rządów cywilnych, oznacza początek dyktatury. Dyktatury, która łamie wszelkie prawa a na dodatek jest niezwykle trudna do usunięcia. Zazwyczaj z ust oficerów padają górnolotne frazesy o obronie narodu przed jakąś katastrofą, skorumpowaną administracją lub obcą interwencją. Organom władzy wojskowej nadają piękne nazwy dorzucając kolejny element farsy. Tak było w Polsce za czasów reżimu Jaruzelskiego oraz jego nielegalnej Wojskowej Rady Ocalenia Wojskowego. Jednak nie każdy zamach stanu jest obliczony na długotrwałe zniewolenie kraju. Niektóre z nich są skierowane przeciw łamaniu legalnych procedur przez rządy cywilne. W ten sposób tureckie siły zbrojne czterokrotnie broniły laickości państwa, zagwarantowanego przez konstytucję, czy też przewrót w Bułgarii w 1934, kiedy to car Borys usunął prawicowych ekstremistów.
Hondurascy wojskowi mieli powód do usunięcia Zelay'a. Pomimo braku przyzwolenia ze strony parlamentu oraz orzeczenia Sądu Najwyższego rozpisał on referendum, które miało mu znieść limit kadencji i zapewnić mu władzę na kolejne lata. To przepełniło czarę goryczy. Już wcześniej prezydent łamał normy demokratycznego państwa prawa poprzez próby kontroli mediów (wydał tragikomiczne zarządzenie o obowiązku codziennego nadawania przez wszystkie stacje radiowe i telewizyjne dwugodzinnych programów rządowych), czy powiększanie luksusu własnej rodziny kosztem państwa. Skompromitował siebie i swój kraj propozycją walki z nielegalnym handlem narkotykami poprzez... ich legalizację w USA. Jego wybór na pierwszą kadencję nie budził zastrzeżeń, jednak już legalność elekcji była poddawana w wątpliwość - oskarżono go o fałszerstwa.
Pokłócony zbliżył się do latynoamerykańskich populistów i ekstremistów w stylu Hugo Chaveza. Droga, którą szykował dla Hondurasu wyglądała łudząco podobnie do wenezuelskiej - kreował się na trybuna ludowego, który w obronie prawdziwej demokracji obali dotychczasowy porządek, co niechybnie oznaczało dyktaturę. To właśnie grupa państw skupiona wokół Chaveza i jego kubańskich przyjaciół najgłośniej nawołuje do obrony wolności i prawa w Hondurasie, czyli przywrócenia Zelay'i.
Armia zachowała się nienagannie. Wystąpiła przeciw prezydentowi, aresztowała go, a potem całego i zdrowego odstawiła do Kostaryki, żeby mógł spokojnie żyć na wygnaniu. Nowa głowa państwa wybrana została przez parlament, a nie wojsko i wszystko może wrócić do normy, o ile jakaś międzynarodowa histeria nie zniszczy honduraskiej demokracji w obronie demokracji.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz