Źle się dzieje w państwie Moskiewskim (ale gorzej jest na Kaukazie)
Pamiętam, kiedy pod koniec 1993 roku powstały pierwsze sądy przysięgłych w Rosji, tliła we mnie jakaś drobna nadzieja, że jednak z demokracji w Rosji za jakiś czas coś pozytywnego wyniknie, bo od 2010 roku miały one obowiązywać nawet w Czeczenii. Wiem, naiwny byłem. Teraz prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew ogłasza z całą powagą, że te namiastki demokracji nie radzą sobie ze sprawiedliwością. Ale ... po kolei.
Prezydent Rosyjskiej Federacji D. Miedwiediew ostatnio jest bardzo - bardzo zaniepokojony wyjątkowo wysokim poziomem korupcji na Północnym Kaukazie! W sumie Pan prezydent jest również zaniepokojony ogólnym stanem korupcji wszędzie w Rosji, ale najbardziej zmartwiony jest akurat tym regionem. Przynajmniej tak podała Państwowa Informacyjno - Analityczna Agencja Wiadomości RIA „Nowosti" 19 sierpnia b.r.
Szczerze mówiąc byłem bardzo zaskoczony: skąd to nagle zainteresowanie korupcją i na dodatek na Północnym Kaukazie. Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, w tej materii nie ma nic nadzwyczajnego - na Kaukazie korupcja była odkąd Kaukaz istnieje, jest i będzie aż do końca świata, a nawet o rok dłużej. Jest to nierozłączny element pięknego, dumnego i serdecznego krajobrazu kaukaskiego! I skoro występuje też społeczna aprobata (swoista legitymizacja), to nikt na Kaukazie nie dziwi się z powodu „brania w łapę", lecz z powodu niebrania. Koniec! A tu nie stąd nie zowąd Miediwediew „odkrył", że na Północnym Kaukazie korupcja jest znacznie bardziej rozpowszechniona i zintegrowana w strukturach władzy, niż w innych regionach Rosji. Z tego co wiem, Miedwiediew parę lat temu przekroczył 40-stkę. Więc powinien jeszcze z czasów ZSRR pamiętać słynne kaukaskie powiedzenie „Bratok, problem nietu" i towarzyszący temu gest ocierania palca wskazującego z kciukiem - znak pieniądza. Walka z łapówkarstwem (na miejscu to się nazywa jedynie „załatwianie") na całym Kaukazie, jest po prostu walką z wiatrakami, bo sama korupcja przekracza wszelkie granice. Aby dostać stanowisko skorumpowanego urzędnika, trzeba skorumpować wyżej stojącego, by móc potem samemu mieć dostęp do źródeł brania. To jest po prostu walka miedzy urzędnikami i przedstawicielami różnych instytucji: kto więcej zgarnie pieniędzy jako łapówkę (nazywają to również bakszyszem lub magaryczem) albo jako procent od kwoty inwestycji ze środków publicznych.
Na dobrą sprawę nie warto by było zainteresować się tą wypowiedzą, gdyby nie dwa szczegóły. Po pierwsze, Prezydent Rosji poruszył temat korupcji w Stawropolu, podczas wyjazdowej narady Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej poświęconej sytuacji społeczno - ekonomicznej i działaniom w kierunku neutralizacji zagrożenia terrorystycznego i ekstremistycznego na Północnym Kaukazie. Nazwijmy to dobrymi chęciami, ale ... na beczce prochu na jednej z południowych ziem Rosji. Po drugie, nieco inną wypowiedź z tej samej narady zrelacjonowała agencja informacyjna „Interfaks", akcentując jednocześnie pewną osobliwą propozycję prezydenta: otóż niektóre przestępstwa w Rosji powinny być sądzone nie przez przysięgłych, lecz tylko przez ... zawodowych sędziów, ponieważ sądy przysięgłych po prostu nie radzą sobie.
Właśnie ta nowa rosyjska jakość demokracji mnie po prostu „zafascynowała": nagła troska prezydenta o walkę z korupcją na Kaukazie Północnym oraz chęć likwidacji sądów przysięgłych, daje niesmaczny koktajl Miedwiediewa, który najzwyczajniej przerasta w rosyjski dylemat Północnego Kaukazu. Z jednej strony, skoro trzeba walczyć z legitymizowaną przez społeczeństwo korupcją, to lokalny sąd przysięgłych rzeczywiście nie ma sensu, bo i tak składa się z tego samego społeczeństwa i decyzja przysięgłych wiadomo jaka będzie. Z drugiej strony są tam też pewne działania polityczne lokalnej ludności (na przykład o samostanowienie) i sądy przysięgłych, składających się z przedstawicieli około 70 narodów Kaukazu Północnego w przypadku niektórych „antyrosyjskich tzw. przestępstw" mogą podejmować decyzje „niekremlowskie".
Otóż władcy Rosji nigdy nic przypadkowego nie mówią. I jeśli D. Miedwiediew na Północnym Kaukazie narzeka na sądy i korupcję, to coś pod tym musi się kryć! Co? Nietrudno odgadnąć, iż chodzi o szukanie pretekstu (walka z korupcją) aby po prostu nie dopuścić do powstania w Czeczenii zaplanowanych na 2010 rok sądów przysięgłych. Dodajmy do tego też niewidoczną z Europy stronę księżyca lokalnego islamu, biedę i bezrobocie, to zrozumiemy dlaczego szczególnie w Czeczenii (teraz również w Inguszetii i Dagestanie) nasilają się akty przemocy, ataki na siły rosyjskie czy tez przedstawicieli lokalnych władz.
No to Kreml ma problem i to poważny, bowiem z perspektywy Kremla strach wyobrażić sobie ... co się będzie działo od 2010, jeśli gałązka demokracji wkroczy na teren Czeczeni. Który sąd przysięgłych, składających się z Czeczenów, ukarze uczestnika na przykład antyrosyjskiej demonstracji?
I co tu robić?
To pytanie przed polityką Rosji jeszcze w XIX wieku postawił filozof i działacz rewolucyjny Nikołaj Czernyszewski, mając na myśli jedynie socjalizm utopijny. Jakkolwiek D. Miedwiediew widać znalazł inną interpretację pytania: a czy w tym regionie jest lepszy powód aby zaostrzyć reżim policyjny i eliminować cząstkową demokrację, niż „troska" o walkę z korupcją, złodziejstwem, naruszenie dyscypliny finansowej? Jasne, że nie! Wiec ... jest odpowiedź: nie (!!!) dla sądów przysięgłych chociażby w Czeczenii. Nie ma co się martwić - ciach ... i nie ma sądów przysięgłych, trach ... i lecą wyroki wygodne Moskwie ... Ale, Panie prezydencie, Dmitriju Anatoliewiczu, dlatego od razu tak? Może zanim ciach i trach, to Pan się jeszcze zastanowi ... ?
No dobrze, nie będę polemizował z samym prezydentem Rosji (nazwisko którego - niedźwiedź, już przyprawia mnie o dreszcz), ale powiem niewtajemniczonym czym ta „troska o sprawiedliwość" grozi. W Rosji sądownictwo po prostu kocha prokuraturę i rzadko kiedy kwestionuje postawione przez nią zarzuty. Dla zawodowego sędziego (z nielicznymi wyjątkami) wyrocznią nie jest domniemanie niewinności, lecz stanowisko oskarżyciela. Oskarżony? Osądzony! Sądy przysięgłych zaś, czasem miewają inne zdanie czy punkt widzenia, niż prokuratura. Propozycja D. Medwiediewa szczególnie dziko i groźnie grzmi w warunkach Czeczenii, gdzie demokracja w postaci sądów przysięgłych miała małą nadzieję na raczkowanie (nie chodzenie czy też maszerowanie) za parę miesięcy.
Czyli co? Ekonomiczne i demokratyczne przemiany czy kolejna legitymizacja terroru na Północnym Kaukazie? Nie jestem wyrocznią, ale w tej sprawie mogę śmiało prorokować: jeden Putin raczy wiedzieć co myśli Miedwiediew.
Grair Magakian
P.S. Kaukaz Północny - jest to należący do Rosji teren na północ od gór Kaukazu. Obecnie obejmuje Inguszetię, Dagestan, Czeczenię, Osetię Północną - Alanię, Adygeję, Kabardo - Bałkarię, Kałmucję, Karaczajo - Czerkiesję oraz Kraj Krasnodarski i Kraj Stawropolski.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz