Teoria Pawłowa o sowieckim faszyzmie
Już trochę opadły emocje z powodu uchwały Sejmu RP upamiętniającej 17 września 1939 r. - z okazji 70-lecia napaści Armii sowieckiej na Polskę. Choć tu i tam jeszcze pojawia się jakiś polityk, który niezadowolony zaciąga nosem, ale to już „drobnica".
W gruncie rzeczy cała Rosja była (i jeszcze trochę jest) oburzona, że Polska porównała faszystowskie Niemcy z Rosją sowiecką. Rosjan w pewnym sensie nawet rozumiem, bo kto by się nie oburzył, gdyby był od niemowlaka wychowany w duchu wyjątkowości, krystalicznej czystości i uczciwości czerwonoarmistów? Woja Ojczyźniana (czyli II woja światowa) dla Rosjan była, jest i będzie wydarzeniem nadzwyczajnym i niemalże najistotniejszym w dziejach ludzkości. Tyle z perspektywy szarego patrioty.
Ale ... mimo to w żaden sposób nie rozumiem tzw. rosyjskich elit politycznych. Czy rzeczywiście sądzą, że samo negowanie faktu agresji wyeliminuje problem? Czy rzeczywiście są tacy naiwni? A może są przekonani, że własne przekonania mogą przekonywać innych, że Armia Czerwona rzeczywiście przyniosła wyzwolenie? Nie wiem, ale uważnie obserwując rosyjskie media i wypowiedzi polityków, zauważyłem, że w sumie jedynie dwa słowa (faszyzm i ludobójstwo) spowodowały zdziwienie, konsternację a potem piekielną wściekłość polityków Rosji. Wyglądało to jak trzęsienie ziemi w oceanie, co powoduje potem tsunami - jak ktoś śmie porównywać faszyzm z komunizmem? I wtedy kompletnie straciłem orientację w rzeczywistości ... historycznej: dlaczego drodzy Rosjanie obruszają się na Polskę? Przecież to nie my pierwsi nazwaliśmy władzę sowiecką mianem faszyzmu czy też bolszewików- ludobójcami. Uprzejmie służę faktem historycznym (a nie histerycznym, jak lubią niektórzy politycy po obu stronach).
W pierwszym określeniu (faszyzmu) oficjalny prym wiedzie Iwan Pawłow. Tak, ten słynny od śliniącego psa Pawłow. Ten Pawłow, który w 1904 roku otrzymał Nagrodę Nobla z fizjologii i medycyny. Ten sam, który ani chwili, mimo sowieckich represji i czerwonego terroru, nie sprzedał się bolszewikom i był na tyle nieugięty w swych przekonaniach, iż jeszcze w 1934 wprost nazwał komunistów faszystami! W latach 30-tych XX wieku w ZSRR, mimo tytułów naukowych, autorytetu międzynarodowego i sławy genialnego naukowcy, trzeba było mieć nie lada odwagę, aby chociaż krzywo patrzeć na bolszewików, bowiem ... nawet za samo nieodpowiednie spojrzenie (czyli bez zachwytu i oddania się) na liczne obrazy ojca ludów i gwiazdy komunizmu Stalina, można było na wiele lat trafić (dosłownie i bez żartów) do Syberii.
Otóż 21 grudnia 1934 roku, Iwan Pawłow, jeden z najwybitniejszych naukowców Rosji i świata, w swoim liście do Sownarkomu (stalinowski odpowiednik Rady Ministrów), protestując wobec krwawych rządów komunistów, wobec czystek i mordów na własnych obywatelach, wprost napisał: „Z wielkim powodzeniem w cywilizowanym świcie siejecie [...] faszyzm. Przed Waszą rewolucją faszyzmu nie było. [...] Pod Waszym pośrednim wpływem faszyzm stopniowo ogarnie cały cywilizowany świat, z wyłączeniem potężnej anglosaskiej części (prawdopodobnie Anglii, możliwe Stanów Zjednoczonych Ameryki) [...]. Żyliśmy i żyjemy pod niesłabnącym reżymem terroru i przemocy".
Nie będę cytował całego listu, bo jest on długi i znacznie ostrzejszy, niż w/w fragment, ale sądzę, że kwestia obrażania się z powodu porównania komunizmu z faszyzmem, została zamknięta (jeszcze w 1934 roku). Może Pawłow instynktem naukowcy wyczuwał faszyzujące refleksy komunistów, ale ... miał rację.
I powstaje słuszne pytanie: czy ten czerwony terror można kwalifikować jako ludobójstwo, czyli genocyd? I się okazuje, że znowu nie my pierwsi barbarzyństwa bolszewickie tak nazywamy, lecz ... sami Rosjanie.
Na przykład rosyjski historyk, pisarz (major armii rosyjskiej w stanie spoczynku) Walerij Szamabrow nie ma wątpliwości: „Inaczej nie wolno go kwalifikować. To był genocyd. Jego celem był fizyczny mord najlepszej części narodu [...]" (źródło: Politkniga.ru). Słowo genocyd w podobnym kontekście używa też cieszący się dużym autorytetem portal informacyjny Russianews.ru, zaznaczając, iż ludobójstwo narodu rosyjskiego zaczęło się jeszcze w latach 20-tych (russianews.ru/regions/22697). Mam retoryczne pytanie: przez kogo miałoby być to ludobójstwo dokonane, jeśli nie przez komunistów? Odpowiedź zna chyba każde dziecko.
Inne argumenty? Żaden problem. Popatrzmy na umiejętności i chęci ludobójcze bolszewików nawet z perspektywy historii partii komunistycznej ZSRR. Na przykład radziecki znany polityk, szewc Łazar Kaganowicz jeszcze w 1933 roku (może na wzór kolegów z Niemiec) podczas plenarnego posiedzenia komitetu centralnego partii komunistycznej bolszewików narzekał: „mało rozstrzeliwujemy". To dopiero problem, prawda? I po prostu, tak jak się zaprasza gości do stołu, zaapelował do kolegów po fachu - to znaczy przyjaciół partyjnych, do nasilania represji. I co? Sądzicie, że został skrzyczany czy skrytykowany? Propozycja spotkała pełną aprobatę członków komitetu.
I o czym tu dyskutować? Czy o tym, że trzeba bardziej się obrażać na Polskę? Przecież ta sama krwawa stopa bolszewizmu przeszła przez nas też!
Miejsca i czasu by nie wystarczyło gdybym cytował choć 10% apeli i decyzji czołowych działaczy partii komunistycznej o najwyższy wymiar kary (kulka w łeb bez sądu) dla ... dla swoich Bogu ducha winnych obywateli.
Choć, może i nie mam racji, bo ... przecież dla komunistów nie było Boga!



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz