Rosjanin w Belgradzie
Rosja nie zapomina o Bałkanach
A dla Moskwy Bałkany oznaczają Serbię. Pożyczka oferowana przez Rosję, mającą istotne problemy budżetowe, jest kwestią polityki, a nie ekonomii i należy na nią patrzeć jak na próbę umocnienia osłabionej w ostatnich latach pozycji Moskwy w regionie.
Erozja autorytetu Moskwy dokonała się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy nie była w stanie zaoferować znaczącej pomocy swoim prawosławnym sojusznikom i ochronić ich przed naciskiem Zachodu, który w oczach Belgradu występował jako rzecznik Chorwatów i (w mniejszym stopniu) muzułmanów. Mimo oczywistych więzi kulturowych i znaczących powiązań gospodarczych (przede wszystkim w sektorze energetycznym) upadek Milosevicia spowodował dojście do władz polityków o orientacji proeuropejskiej (Dżindzić, Tadić) lub nacjonalistów dostrzegających korzyści płynące ze współpracy z Zachodem (Kostunica). Współpracę z Brukselą komplikowały problemy ekonomiczne Serbii, kontrowersje związane z odpowiedzialnością karną serbskich dowódców za zbrodnie wojenne i kwestia niepodległości Kosowa. Dwie ostatnie sprawy wywoływaly w serbskim społeczeństwie niezwykle silną reakcję, na której kapitał polityczny próbowali zbudować rozmaici pogrobowcy Slobo, w rodzaju Vojislava Sesejla.
Momentem krytycznym w relacjach trójkąta Bruksela-Belgrad-Moskwa było uznanie niepodległości Kosowa przez większość państw Zachodu w 2008 roku. Utrata historycznej i duchowej kolebki Serbów było dla wielu z nich szokiem. Argumenty o faktycznej niezależności tych ziem nie znajdywały zrozumienia, dla Belgradu była to kwestia w znacznej mierze symboliczna. Nic zaś nie boli tak bardzo jak zraniona duma. W tej sytuacji oczy Belgradu mogły zwrócić się w stronę Moskwy, która nie dość, ze nigdy nie uznała niepodległości Prisztiny, to występowała na arenie międzynarodowej jako najgłośniejszy rzecznik integralności terytorialnej Serbii.
Mimo to, Serbia władzę w Serbii utrzymali prozachodni demokracji, zaś Belgrad obrał konsekwentnie proeuropejski kurs.
Wpływ na to miały trzy czynniki. Po pierwsze, słabość Rosji. Sprzeciw Moskwy miał wyłącznie wymiar symboliczny, nie wzięły go pod uwagę ani Stany Zjednoczone ani państwa Unii Europejskiej, które w przeważającej większości uznały podmiotowość młodego państwa. Drugim czynnikiem był rosyjski atak na Gruzję i wsparcie udzielone abchaskim i osetyjskim separatystom. Moskwa wykorzystala casus Kosowa w celu usprawiedliwienia swoich działań, co nie mogło wywołać entuzjazmu w Belgradzie. Ostatnią kwestią jest realizm serbskich polityków. Uznali oni, ze ich gospodarcze interesy leżą przede wszystkim na Zachodzie, a niewątpliwy sukces jakim była akcesja państw Europy Środkowej i następujący po niej napływ funduszy europejskich działał jako kolejna zachęta. Ponadto, można się spodziewać, że obecność Unii Europejskiej na Bałkanach będzie miała stabilizujący efekt i pozytywnie wpłynie na bezpieczeństwo wszystkich zainteresowanych stron, w tym Serbii.
W tym kontekście wizytę Miedwiediewa należy rozpatrywać jako próbę zabezpieczenia rosyjskich interesów w Serbii, nie występując jednocześnie przeciw integracji Belgradu z Europą. Moskwa zdaje sobie sprawę, ze członkostwo Belgradu w UE jest raczej odpowiedzią na pytanie "kiedy" a nie "czy". Tym bardziej zależy jej na utrzymanie tradycyjnych więzi łączących te dwa kraje, wzmacniając tym samym prorosyjskie skrzydło w Unii, które do tej pory składało się głównie z innych państw prawosławnych (Cypr, Grecja, Bułgaria) i niektórych państw Starej Europy. Czy te cele zostaną osiągnięte?
Wiele zależy od gotowości Unii na kolejne rozszerzenie, tym razem w kierunku południowo - wschodnim. Zamiast rozważać wirtualne członkostwo Stambułu, brukselskie elity powinny zainteresować się rudymentarnym zabezpieczeniem unijnych interesów na swych rubieżach.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz