Niemieccy studenci w natarciu
Poprzedzone ogólnoniemieckimi strajkami rozmowy przyniosły skutek. Studenci za Odrą będą mogli odtąd więcej czasu poświęcać na naukę własną i mniej stresować się egzaminami.
Kilka miesięcy temu pisałem jak to tygodniowy strajk moich niemieckich kolegów utrudniał normalne funkcjonowanie Freie Universitat w Berlinie. Jednak muszę uderzyć się w pierś i przyznać, iż moje ówczesne spostrzeżenia okazały się krótkowzroczne i pozbawione wizji.
Wychodząc na ulice niemieckich miast młodzi ludzie starali się w sposób jednoznaczny przekonać do swoich racji pozostałą część społeczeństwa. Demonstracje i oficjalne debaty na uniwersytetach były najspokojniejszymi formami protestu. Często dochodziło jednak do okupowania sal wykładowych gdzie po jakimś czasie musiała interweniować policja. Summa summarum środki zastosowane przez niemieckich żaków przyniosły zamierzony skutek. Władze odpowiedzialne za kształcenie akademickie, dotąd pozostające nieugięte w kwestii zmiany warunków studiowania, poszły na znaczące ustępstwa. Wszyscy wydają się zadowoleni.
Obecnie generalna zasada zakłada system boloński, czyli studiowanie w ramach trzyletnich studiów licencjackich (Bachelor) i dwuletnich magisterskich (Master). Każdy land w sposób suwerenny kieruje polityką wobec uniwersytetów. Dotyczy to przede wszystkim pobierania opłat za naukę, ale również kwestii stypendiów czy warunków uczestniczenia w programach wymian studenckich.
Rozmawiając w zeszłym tygodniu z moimi berlińskimi przyjaciółmi miałem okazję poznać w sprawie studenckich protestów różne stanowiska. Doktorantka na Uniwersytecie Humbolta, Doreen, stawała po stronie koleżanek i kolegów z akademickich ław. Jej zdaniem wymagania stawiane przez kadrę nie odpowiadają rzeczywistości studenckiej. Ilość egzaminów i prac zaliczeniowych jest zbyt wygórowana, wręcz przytłacza uczących się. Wadą jest również trudność w zmianie uczelni po zakończeniu studiów licencjackich.
Innego zdania jest Manfred, rencista z zakładów Simensa w Berlinie. W jego mniemaniu, to co muszą zrobić dzisiejsi studenci by uzyskać dyplom jest raczej porównywalne z kilkuletnimi wakacjami, sposobem na życie, które przerywane jest od czasu do czasu jakimiś egzaminami. Dodatkowo irytuje go status „wiecznego studenta", którego głównym zadaniem jest unikanie zaliczeń i życie na koszt rodziców lub państwa.
Te dwie skrajnie różne opinie Berlińczyków wskazują jak podzielone jest niemieckie społeczeństwo. Osiągnięty kompromis wydłużający czas studiów w zasadzie do sześciu lat (studia licencjackie będzie można ukończyć w przeciągu ośmiu semestrów) oraz zmniejszenie w tym okresie liczby egzaminów i prac semestralnych pozwala mieć nadzieję, że w przyszłym semestrze studenci zakasają rękawy i ruszą do bibliotek i sal wykładowych.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz