Królestwo Boże
Ameryka straciła ideologiczny fundament, który przez dwa wieki dawał jej siłę. Powszechne zepsucie i moralna zgnilizna zapowiadała jednak nadejście Bożego Królestwa. Nie wszyscy Amerykanie dostrzegli znaki czasu i bardzo wielu z nich nie domyślało się, że amerykańską Galileą okaże się stan Illinois a Mesjasz będzie czarny… Na szczęście republikańskie „znamię bestii”, którym naznaczony był McCain przeważyło na decyzji ludu i Barack Husajn został zaprzysiężony na nowego prezydenta. Czy dostosuje ideologię Stanów Zjednoczonych do potrzeb teraźniejszości?
W imieniu Boga!
Moralna siła Ameryki, była od początków jej istnienia siłą napędową prowadzonej przez nią polityki zagranicznej. Sprawiedliwość zawsze stała po stronie amerykanów: podczas zrzucania obcego, brytyjskiego jarzma, wojen światowych i zimnej wojny. Stany głęboko wierzyły w swoją misję ratowania świata, którą powierzył im sam Bóg błogosławiąc amerykańskim poczynaniom. Wojny, w których uczestniczyli Amerykanie zawsze były sprawiedliwe, wrogowie Waszyngtonu konsekwentnie stali natomiast po stronie diabła: Cesarz Wilhelm, Hitler, Stalin, „państwa zła” Reagana i w końcu zaczerpnięta z jego przemówień „oś zła” Busha Juniora. Konsekwencją takiego stanu rzeczy, było nie tylko niechętne wplątywanie się w konflikty (do czasu), ale również moralna odpowiedzialność Ameryki za powołanie nowego, sprawiedliwego ładu na świecie po wojnie prowadzonej z konieczności (Liga Narodów, ONZ). Imperializm amerykański w opinii mieszkańców kraju nad Potomakiem, był zawsze nietypowy, stojąc konsekwentnie po stronie sprawiedliwości. Ameryka przywiązuje zresztą niezwykłe znaczenie dla religii: 89% Amerykanów wierzy w Boga, 78% uważa modlitwę za ważną część swojego życia. Na tym gruncie ideologia państwowa Stanów Zjednoczonych ulegała coraz większej sakralizacji. Troska o globalny „boży ład” znalazła swoje współczesne dopełnienie w słowach Sekretarza Stanu Jamesa Bakera, który oświadczył w Kongresie, że „Stany Zjednoczone objęły rolę przywódczą, nie dlatego, że tego chcemy, ale dlatego, że niema nikogo innego, kto mógłby ją przejąć”. Takie wypowiedzi polityczne są charakterystycznym dla USA zjawiskiem. Ameryka otrzymała swoją pozycję od Boga i tylko ona może a nawet musi zapewnić światu ład, w którym jak powiedział Bush Senior „władza prawa zastąpi panowanie prawa dżungli. Świat, w którym narody uznają wspólną odpowiedzialność za wolność i sprawiedliwość. Świat, w którym silni będą respektować prawa słabszych”.
Bóg tak chciał!
U początków swojej prezydentury także prezydent Bush Junior nawiązywał do tradycyjnej ideologii amerykańskiej na gruzach World Trade Center w słowach: „wolność i strach toczą ze sobą wojnę. Nasz kraj dostrzegł niebezpieczeństwo i wystąpi, by bronić wolności.”Wojna wypowiedziana terroryzmowi legitymizowała w pewnym sensie operację militarną w Afganistanie, który skrywał na swoich terytoriach siły zła czyhające na życie amerykańskich obywateli. Nowy prezydent potrzebował jednak modyfikacji tradycyjnego podejścia Amerykanów do wojny, by zrealizować swoje plany i dać USA światową hegemonię. Teksański kowboj, chciał zrobić porządek na swojej światowej farmie a strach, który zrodziła tragedia na Manhattanie okazał się w tym pomocny. Bush Junior zręcznie połączył dwa najważniejsze amerykańskie przemówienia: Roosvelta o „osi Hitlera” i Reagana o „imperium zła” i stworzył nową, niebezpieczną ideologię „osi zła”, w skład której wchodziła m.in. Korea Północna, Iran i Irak. W 2003 roku Stany Zjednoczone dążyły już oficjalnie do pierwszej w swojej historii wojny prewencyjnej. Ameryka postanowiła działać sama, poza ramami ONZ i światowej opinii publicznej. Jeśli przewodził jej Bóg to, był to raczej Mars- rzymski bóg wojny, któremu starożytni poświęcili miesiąc, w którym rozpoczęła się interwencja amerykańska.
Królestwo Jerozolimskie
Wraz z upadkiem Husajna Ameryka wkroczyła w okres zderzenia cywilizacji (Huntington). Żywotny i nie poddający się amerykanizacji świat islamu budził w Amerykanach niepokój, oferował także bogactwa w postaci ropy i gazu. Był idealnym celem ataku, któremu sprzyjała odpowiednio zmodyfikowana ideologia oraz potencjalne łupy. Amerykańskie poczucie zagrożenia wzmocnione „11 września, który unieważnił zasadę przestrzeni jako linii obronnej” (Kapuściński) kazało przedsięwziąć Stanom obronę poprzez atak. Nike się nie wahała i cierpki obol ojczyzny wcisnęła w usta Husajna, Bush idący koleiną wojennego wozu w krajobrazie skał i rzadkich krzewów jałowca zaznał natomiast słodyczy jej pieszczot. Los bywa jednak przewrotny a zwycięstwo okazało się pyrrusowe jak pokazały „bombowe” przebłyski przyszłości. Domenę Husajna przekształcono w Królestwo Jerozolimskie a Paul Bremer, choć odmówił koronacji stał się nominalnym obrońcą grobu pańskiego. Boże przewodnictwo USA stawało się jednak coraz bardziej iluzoryczne… Ameryka traciła ideologiczny fundament, który przez dwa wieki dawał jej siłę. Powszechne zepsucie i moralna zgnilizna zapowiadała jednak nadejście Bożego Królestwa. Zbliżał się czas przybycia Mesjasza, który uratuje Amerykę i uwolni ją od błędów prezydentury Busha Juniora (tak, tak z czasem uświadomiono sobie jego błędy). Nie wszyscy Amerykanie dostrzegli jednak znaki czasu i bardzo wielu z nich nie domyślało się, że amerykańską Galileą okaże się stan Illinois a Mesjasz będzie czarny… Na szczęście republikańskie „znamię bestii”, którym naznaczony był McCain przeważyło na decyzji ludu i Barack Husajn Obama został zaprzysiężony na nowego prezydenta. Czy dostosuje ideologię Stanów Zjednoczonych do potrzeb teraźniejszości? Czas działa na jego niekorzyść, Ahmadineżad uzbrojony w broń atomową może okazać się nowym Saladynem. Co stanie się z Bliskim Wschodem jeżeli rozciągnie swoje wpływy na Królestwo Jerozolimskie?
Wykorzystałem:
Fragmenty „Nike która się wacha” za Wierszami Zebranymi Zbigniewa Herberta wydawnictwa a5


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz