Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Rosjanie wejdą do Górskiego Karabachu?

Rosjanie wejdą do Górskiego Karabachu?


25 listopad 2010
A A A

Tekst jest fragmentem analizy politycznej przygotowanej dla FAE. Dotyczy przyszłości Kaukazu.


Moim zdaniem wpływy Kremla na Kaukazie będą systematycznie wzrastać, na co wskazuje aktualna polityczna ofensywa Rosji i sprzyjające jej warunki polityczne. Najbliższy sąsiad Moskwy- Gruzja, z pewnością nie będzie w stanie odzyskać kontroli nad terytoriami separatystycznymi, które ogłosiły niezależność w 2008 roku. Abchazja i Osetia Południowa stanowią już dziś de facto protektoraty rosyjskie, więc polem ewentualnej ekspansji moskiewskiej pozostaje teren Republiki Autonomicznej Adżarii, która znajduje się pod kontrolą Tibilisi dopiero od Rewolucji Róż. To na jej terenie 13 listopada 2007 roku zlikwidowano ostatnią bazę Federacji w Gruzji (Batumi), wspierającą przez wiele lat rządy lokalnego, niezależnego lidera Aslana Abaszydze. Kreml -jeśli sytuacja na dalekim wschodzie Rosji na to pozwoli- będzie także dążył do rozmieszczenia w rejonie Morza Czarnego okrętu klasy Mistral. Transakcja z Francją wydaje się jedynie kwestią czasu a za takim rozwiązaniem opowiada się m.in. admirał Władimir Wysocki, który powiedział: „gdybyśmy mieli podczas wojny z Gruzją okręt klasy Mistral, Flota Czarnomorska wypełniłaby swoje zadanie w czterdzieści minut, a nie w ponad dwadzieścia sześć godzin jak to miało miejsce”.[1]Pomimo wszystkich moich uwag sytuacja w Gruzji nie powinna się w najbliższym czasie zmienić. 15 października przyjęto nowelizację konstytucji gruzińskiej z  24 sierpnia 1995 roku. W jej wyniku prawie wszystkie uprawnienia prezydenta spoczęły w rękach premiera. „Zaktualizowana” ustawa zasadnicza ma wejść w życie zaraz po nadchodzących wyborach prezydenckich, w których nie może wziąć już udziału prezydent Saakaszwili. Taka sytuacja nie pozostawia złudzeń- "nowa" konstytucja pozwoli obecnym prozachodnim elitom pozostać u władzy a nowym premierem zostanie popularny "Misza". Moskwa ma w tym przypadku ograniczone pole działania, niedawne wybory samorządowe pokazały, że partia rządząca cieszy się dużą popularnością w społeczeństwie.[2]

Zmianie nie powinna w najbliższym czasie ulec także „siedząca wojna” jaka toczy się od przeszło 20 lat pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem. Erywań to dziś (w pełnym znaczeniu tego słowa) protektorat rosyjski. Z punktu widzenia militarnego należy do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym oraz udostępnia Moskwie nieodpłatnie bazę w Giumri. Ponadto Kreml dostarcza Armenii regularnie broń oraz kształci za darmo większość ormiańskich oficerów we własnych szkołach wojskowych.[3]Z tego punktu widzenia wsparcie rosyjskie dla władz w Erywaniu jest oczywiste a pozorne działania takie jak październikowa inicjatywa Dmitrija Miedwiediewa jedynie zamrażają konflikt. Choć prezydenci Serż Sarkisjan i Ilham Alijew podpisali deklarację w sprawie uregulowania konfliktu karabachskiego,to jednak jego korzenie sięgają zbyt głęboko. Azerbejdżan posiada eksklawę oddzieloną od swojego terytorium obszarem ormiańskim (Republika Nachiczewańska) oraz terytorium separatystyczne, które teoretycznie stanowi integralną część państwa de facto stanowi jednak osobny podmiot zamieszkiwany i zarządzany przez Ormian (Górski Karabach). Eksklawa azerska oraz ormiańskie terytorium separatystyczne są jątrzącą się raną bilateralnych stosunków Armenii i Azerbejdżanu. Artur Bagdasarian, sekretarz armeńskiej Rady Bezpieczeństwa stwierdził niedawno że „ dla Armenii kluczowe są trzy kwestie: niepodległość Górskiego Karabachu, bezpośrednia łączność jego władz z Erewaniem, bezpieczeństwo mieszkających tam Ormian”[4]. Są to postulaty, na które Azerbejdżan może odpowiedzieć w tylko jeden sposób- siłą. Prezydent Alijew zaznaczył niedawno, że „ będzie tak długo prowadzić rozmowy dyplomatyczne, dopóki będzie nadzieja na pokojowe przywrócenie terytorialnej integralności [Azerbejdżanu]”.[5] Geopolitycznym uskokiem, jaki niewątpliwie wytworzył się na omawianych terenach po upadku ZSRR , interesuje się także Turcja. Próby Ankary, która dąży do otwarcia swojej bazy wojskowej w Nachiczewańskiej Republice Autonomicznej, są jednak udaremniane przez Moskwę. Kilka miesięcy temu (16 sierpnia) z oficjalną wizytą w Azerbejdżanie zjawił się prezydent Turcji Abdullah Gul. Ciekawe, że wyprzedzała ona o kilka dni prezydenta Miedwiediewa. Tym samym Turcja podjęła próbę aktywniejszej dyplomacji w regionie, ale reakcję Azerbejdżanu należy uznać za chłodną.

Podsumowując; działania Ankary na terenie Kaukazu są dziś pasywne i niekonsekwentne, co bardzo cieszy Moskwę, która poszerza swoje wpływy za pomocą politycznego arbitrażu. W tym kontekście październikowa deklaracja podpisana pod auspicjami Miedwiediewa przez Sarkisjana i Alijewa to tylko jeden z elementów układanki. Kolejnym może okazać się próba wprowadzenia rosyjskich wojsk do Górskiego Karabachu w roli „misji pokojowej” lub stabilizacyjnej tak jak to się stało swego czasu w Abchazji i Osetii Południowej. Ewentualnym polem, na którym Moskwa może poszerzać swoje wpływy jest także świeżo podporządkowana władzy w Tibilisi- Adżaria. W Gruzji nie należy się jednak spodziewać zastąpienia obozu „Miszy” prorosyjską opcją polityczną w toku zbliżających się wyborów prezydenckich.

Piotr A. Maciążek

 

Grafika: Kaukaz.pl

 


[1] Nowa Europa Wschodnia, wrzesień- październik 2010, s. 100.

[2] Porównaj: http://www.civil.ge/eng/category.php?id=32

[3] Nowa Europa Wschodnia, listopad- grudzień 2010, s. 97.

[4] http://www.rp.pl/artykul/562762_Pogrozki-Baku-sa-nie-do-przyjecia.html

[5] http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Prezydent-nie-wyklucza-podjecia-dzialan-zbrojnych,wid,12828882,wiadomosc.html?ticaid=1b3cd