Karmienie piersią jest fatalne!
Wiadomo, że karmienie piersią to wspaniałe doznanie, akt scalający matkę z dzieckiem, buduje więzy do końca życia, a ponadto jest tak bardzo wartościowe dla zdrowia niemowlaka.. Ze wszystkich stron dobiegają do nas takie właśnie frazy, słodkie fotografie szczęśliwych mam karmiących przeszczęśliwe dzieci, opinie lekarzy... Ta tendencja wyraźnie rośnie, i z trudem już moim zdaniem mówić to u pobudzaniu pozytywnego trendu, a – nazywając rzeczy po imieniu – należy powiedzieć, że młode matki podlegają silnym presjom, swoistej strategii laktacyjnej. I nie jest to w żadnym wypadku przyjemne doświadczenie.
Jako mama sześciomiesięcznego dziecka mam już serdecznie dosyć tego tematu. Odkąd okazało się, że mój syn nie jest karmiony piersią – czyli faktycznie od początkowych dni jego życia – muszę w kółko reagować na pytania, ostrzeżenia i obiekcje rozlicznych bliższych i dalszych osób (ze smutkiem muszę przyznać, że są to przede wszystkim kobiety, mężczyźni wydają się być znaczenie bardziej ostrożni w tej sprawie, albo może po prostu temat ich nie interesuje). Wszystkie te osoby myślą, że w imię dobra mojego dziecka mają prawo wpajać swoje opinie i wypytywać się o detale mojego życia. Niektóre zachowują się tak, jak gdyby butelka mleka modyfikowanego była bronią wycelowaną wprost w nie same.
Są pewne granice prywatności, i z przerażeniem zauważam, że kiedy kobieta staje się matką to w naszym społeczeństwie z jakiegoś powodu traci prawo do posiadania tychże granic. Skąd w ogóle taka myśl, że powinnam się bronić i tłumaczyć z tak prywatnej decyzji?
Kiedy rozmawiam z różnymi koleżankami, które nie karmią piersią (a jest to dosyć liczna grupa) to uwidacznia się, że nie tylko ja mam takie odczucia. Niektóre z tych kobiet bardzo cierpią, ponieważ nie mogą karmić piersią, i te ciągłe dopytywania otoczenia tylko zwiększają ich smutek (w żaden sposób nie rozwiązując oczywiście problemu, który często z perspektywy fizjologii nie jest rozwiązywalny). Inne przyjęły decyzję, że – z wielorakich motywów – nie chcą karmić, i często natrafiają na ostracyzm innych kobiet, agresję , która wydaje się być napędzana jakimś głębokim oburzeniem i wiarą we własną niepodważalną rację. Nic nie poradzę na to, że przypomina mi to raczej walkę o władzę, niż zaangażowanie w prawdziwe dobro danej kobiety i jej niemowlęcia.
Bo przecież jak na ironię jest oczywiste (i nie trzeba tu być wielkim ekspertem, żeby to ustalić), że najistotniejsza dla rozwoju dziecka jest więź z rodzicami. I zestresowana, wściekła czy wręcz poniżana matka raczej nie będzie miała najlepszych predyspozycji, by takie więzi tworzyć. Więc proponuję, żeby zastanowić się kilka razy, zanim nie zacznie się atakować młodej matki dobrymi radami i setkami pytań. Zawsze warto najpierw spytać, czy ma ochotę na tę konwersację, i uznać jej odpowiedź. Zapewniam, że wyjdzie to wszystkim na dobre, z dzieckiem w pierwszej kolejności.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz