Libijska odyseja
Libijska odyseja*
Minął właśnie czwarty tydzień od czasu rozpoczęcia przez koalicję skupioną wokół USA, Francji i Wielkiej Brytanii interwencji zbrojnej nad terytorium Libii. Operacja wojskowa prowadzona przy użyciu sił powietrznych miała powstrzymać represje wymierzone wobec ludności cywilnej i pomóc rebeliantom walczącym z reżimem Muammara Kaddafiego. Ponad miesiąc działań militarnych skłania do próby krótkiego podsumowania dotychczasowych działań i odpowiedzenia na pytanie, czy rzeczywiście przyniosły pokładane w nich nadzieje?
Skoro jest tak dobrze…
Od samego początku problem stanowił brak jednolitego dowództwa operacji pod kryptonimem „Świt Odysei” (Odyssey Dawn). Państwa uczestniczące w nalotach nie potrafiły porozumieć się w tej kwestii. Żadne z nich nie kwapiło się bowiem do przejęcia na siebie koordynacji całości działań. Oprócz względów politycznych, górę brały zapewne ambicje poszczególnych stolic i ich sztabów wojskowych[1]. Ostatecznie więc, Wielka Brytania i Francja kierowały działaniami swoich sił zbrojnych, zaś Amerykanie oprócz własnych koordynowali również poczynania pozostałych krajów koalicji. W ostatnim dniu marca dowodzenie nad całością operacji przejęło NATO. Otrzymała ona wówczas nową nazwę – Zjednoczony Obrońca (Unified Protector)[2]. Dzięki temu działania zyskały jednolite zwierzchnictwo, które prowadzone jest przez Naczelne Dowództwo Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie[3]. Wydawało się wówczas, że zdobycie przez powstańców stolicy i obalenie libijskiego przywódcy będzie kwestią najbliższych kilkunastu dni. Tak jednak się nie stało. Co więcej, wytworzyła się sytuacja patowa, gdzie żadna ze stron nie jest wystarczająco silna, aby pokonać przeciwnika.
Podczas konferencji zwołanej 5 kwietnia przez sztab NATO w Brukseli, podsumowano dotychczasowe dokonania sił sojuszu. W ciągu 6 dni nalotów zniszczono 30% potencjału armii libijskiej. Samoloty NATO wykonały 851 lotów nad terytorium Libii, niszcząc instalacje wojskowe, jednostki bojowe i punkty zaopatrzenia oddziałów reżimowych. Oddziały reżimowe straciły swój impet i zmuszone zostały do odwrotu. Teoretycznie więc, wszystko przemawiało na korzyść powstańców. Siła militarna sojuszu zdecydowanie przewyższa libijską. Nieustanne nękanie wojsk Kaddafiego powinno zniwelować przewagę dyktatora i spowodować zaprzestanie działań wymierzonych w cywilów. Embargo zaś odciąć reżim od dostaw, co w połączeniu z dezercjami i ogólnym spadkiem morale armii doprowadzić do wstrzymania walk. Na to jednak się nie zanosi, a przynajmniej nie
w najbliższej perspektywie czasu.
Na tej samej konferencji w Brukseli stwierdzono również, że w ciągu jednego tylko dnia, tj. 4 kwietnia przeprowadzono 14 ataków na cele naziemne. Nie jest to może ilość spektakularna, jednakże, aż 75% z całości lotów zakończyło się powrotem bez zrzucenia ładunku bomb. Powodem było używanie przez wojska Kaddafiego cywilów, jako żywych tarcz, uniemożliwiając przeprowadzenie bombardowań[4]. Wojska libijskie zmieniły poza tym taktykę działania. Oddziały stały się bardziej elastyczne i mobilne. Upodobniły się tym samym do jednostek rebeliantów. Już nie zgrupowania czołgów i wozów pancernych, które łatwo namierzyć i zniszczyć, lecz półciężarówki z lekką bronią przeciwlotniczą stały się główną siłą na linii frontu. Utrudniło to znacznym stopniu przeprowadzanie precyzyjnych ataków z powietrza. W kilku przypadkach doprowadziło nawet do omyłkowego ostrzelania sił powstańczych. Piloci natowskich samolotów mieli bowiem trudności z odróżnieniem poszczególnych celów[5].
…dlaczego jest tak źle?
Impas na polu walki możemy obserwować od dłuższego już czasu. Ten stan rzeczy wynika z kilku powodów. Po pierwsze, coraz bardziej widoczne staje się, iż ograniczenie operacji jedynie do ataków z powietrza, nie przynosi rezultatów w dłuższej perspektywie. Naloty samolotów i odpalanie rakiet z pokładów okrętów są w tym wypadku niewystarczające. Wedle informacji przekazywanych przez powstańców, siły wierne Kaddafiemu nadal dokonują aktów przemocy wobec ludności cywilnej. Najbardziej widocznym przykładem są relacje napływające z Misraty, jedynego miasta w zachodniej Libii, które znajduje się pod kontrolą rebeliantów. Właśnie o nie toczą się najbardziej krwawe walki od samego początku powstania. Po drugie, reżim w Trypolisie zachował nadal zdolność bojową. Zniszczenia dokonane przez lotnictwo państw sprzymierzonych uszczupliły wprawdzie potencjał militarny w 30%, jednak pozostałe 70%, stanowi znaczną siłę. Po trzecie, efektywny skutek odniosła wspomniana wcześniej zmiana taktyki. Dzięki temu oddziały rządowe po początkowym odwrocie odzyskały inicjatywę. Udało się im odbić miasta wzdłuż wybrzeża i odepchnąć powstańców bardziej na wschód, gdzie linia frontu ustabilizowała się wokół miasta Adżdabija. Po czwarte zaś, istotny jest brak wyszkolenia wojskowego sił rebeliantów. W większości składają się one ze zwykłych cywilów, którzy nigdy wcześniej nie walczyli. Dysponują w większości bronią lekką, taką jak karabiny, granatniki, czy działka przeciwlotnicze. W toku walk udało się im przejąć pewne ilości ciężkiego sprzętu, jednak problem stanowi umiejętność właściwego posługiwania się nim na polu walki. To czego najbardziej obecnie potrzebują, to nie tylko wsparcie logistyczne, ale przede wszystkim fachowe przeszkolenie. Proces ten jest długotrwały i wymaga odpowiedniego zaplecza, choć pewne sygnały o jego zapoczątkowaniu już się pojawiły[6]
Operacja lądowa od samego początku konfliktu nie była brana pod uwagę. Wprawdzie mogłaby przechylić szalę zwycięstwa na stronę powstańców, ale jednocześnie doprowadzić do uwikłania koalicji w długotrwałe walki partyzanckie. Również sami rebelianci ostro sprzeciwiali się wysyłaniu obcych wojsk. Twierdzili, że chcą własnymi rękami wywalczyć zwycięstwo i odsunąć od władzy znienawidzonego dyktatora.. Nie bez znaczenia był czynnik ekonomiczny, co szczególnie silnie akcentowano w Stanach Zjednoczonych. Udział armii amerykańskiej kosztował tamtejszych podatników ponad 550 mln dolarów[7]. Chciano poza tym uniknąć zaangażowania militarnego w kolejnym kraju muzułmańskim. Chodziło o wizerunek nie tylko Ameryki, ale i całego Zachodu w oczach społeczności arabskiej. Kolejna, po Afganistanie i Iraku inwazja lądowa wpłynęłaby negatywnie na i tak już mocno nadszarpnięte relacje z państwami Bliskiego Wschodu. Ostatecznie presja wewnętrzna doprowadziła do całkowitego wycofania oddziałów armii amerykańskiej z bezpośrednich działań nad terytorium Libii[8].
W samym sojuszu dochodzi do spierania się stanowisk, co do dalszych kroków wobec Trypolisu. Najostrzej występują Francja i Wielka Brytania, które po wycofaniu się Waszyngtonu dowodzą obecnie „Zjednoczonym Obrońcą”. Krytykują one NATO za zbytnią zachowawczość, opieszałość i brak wystarczających działań w stosunku do reżimu Kaddafiego. Według nich sojusz nie robi wystarczająco wiele, żeby wprowadzać w życie strefę zakazu lotów i mocniej chronić ludność cywilną. Należy zintensyfikować działania, mające na celu wywarcie silniejszej presji na władzach w Trypolisie. Zarówno Londyn jak i Paryż są coraz bardziej sfrustrowane i naciskają na pozostałych członków paktu w kwestii ich większego zaangażowania w operacji[9]. Jednak taka koncepcja napotyka na opór m.in. Niemiec, Polski i Turcji. Berlin nie widzi militarnego rozwiązania w Libii i od samego początku stanowczo sprzeciwiał się nalotom. Polska w ogóle nie partycypuje w tym przedsięwzięciu i wyraziła tylko chęć udzielenia pomocy humanitarnej. Turcja natomiast przejawia daleko idący sceptycyzm. Ograniczyła się jedynie do wysłania jednostek marynarki wojennej, które pełnią funkcje pomocnicze. Amerykanie zapewniają wprawdzie o wsparciu, ale jedynie w sprawach wywiadowczych i zapleczu logistycznym.
Jaka przyszłość?
Zaniechanie operacji lądowej zmusza do brania pod uwagę innych rozwiązań. Pojawiła się zatem koncepcja mówiąca o dozbrojeniu przeciwników Kaddafiego. Stałoby to jednak w sprzeczności z rezolucją ONZ, wprowadzającą embargo na dostawy broni do Libii. Nie precyzowała ona bowiem, że odnosi się tylko i wyłącznie do zaopatrywania wojsk rządowych. Jesteśmy więc świadkami stopniowego „rozmywania” dokumentu uchwalonego przez Radę Bezpieczeństwa ONZ i dostosowywania go do aktualnej sytuacji. Interpretacja treści w nim zawartych, według niektórych polityków zezwala na przekazywanie przeciwnikom Kaddafiego dostaw broni. Ten punkt widzenia przyjęły na przykład Włochy, które apelują o podjęcie przez wspólnotę międzynarodową wysiłków zmierzających do uczynienia tego kroku. Według włoskiej dyplomacji jest to zgodne ze stwierdzeniem o użyciu wszelkich możliwych środków służących obronie ludności cywilnej. Należy dozbroić powstańców, aby mogli się oni sami obronić przed atakami sił reżimowych. Nie wszyscy podzielają ten pogląd. Władze Belgii stwierdziły, iż rezolucja ONZ mówi jedynie o ochronie cywilów, a nie o ich uzbrajaniu[10]. Rozwiązaniem mogłoby być uchwalenie nowej, znoszącej ograniczenia rezolucji. Na to jednak z całą pewnością nie zgodziliby się główni oponenci interwencji - Rosja i Chiny, mające prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
Również inicjatywy pokojowego zakończenia działań zbrojnych napotykają na liczne przeszkody. Twarde stanowiska obu stron konfliktu uniemożliwiły wynegocjowanie jakiegokolwiek zawieszenia broni. Zarówno próby mediacji podejmowane na początku przez Wenezuelę, czy ostatnio przez Unię Afrykańską zakończyły się fiaskiem. Rebelianci stawiają bowiem jeden zasadniczy warunek – odejście Muammara Kaddafiego i jego rodziny. Raczej mało prawdopodobne jest także powodzenie planu pokojowego opracowywanego przez Turcję. Zakłada on zawieszenie ognia i wycofanie sił reżimowych z miast oraz utworzenie korytarzy humanitarnych dla potrzebujących pomocy Libijczyków[11].
Możliwe scenariusze, co do dalszych wypadków w Libii zakładają rozmaite warianty[12]. Rebelia może zakończyć się zwycięstwem powstańców albo też długotrwałym konfliktem wewnętrznym. Pod uwagę brany jest także podział kraju. Zdaniem ekspertów naloty z powietrza nie doprowadzą do upadku dyktatora. Reżim w Trypolisie doskonale zdaje sobie sprawę, że bombardowania kiedyś muszą się skończyć. Dlatego też przyjęta taktyka „przeczekania” wydaje się być sensowna. W miarę upływu czasu poparcie dla natowskiej operacji będzie maleć. Wzrosną wrogie nastroje wśród społeczeństw i rządów krajów arabskich. Opinia międzynarodowa będzie zmęczona i niechętna dalszemu zaangażowaniu w Libii. To pozwoliłoby na zyskanie cennego czasu potrzebnego do odbudowy sił. Natomiast bez pomocy z zewnątrz rebelianci są zbyt słabi, aby dokonać zmiany władzy. Jeśli nawet udałoby się wyeliminować Kaddafiego, to prędzej w wyniku działań skrytobójczych lub też buntu najbliższego otoczenia. Nie mamy jednakże gwarancji powrotu do normalności i uspokojenia sytuacji. Na wzór iracki, może dojść do walk pomiędzy dotychczasowymi zwolennikami pułkownika i jego przeciwnikami. Libia może pogrążyć się w chaosie
i bezprawiu. Ewentualne siły interwencyjne mogą zaś utknąć na długie lata, tak jak miało to miejsce w przypadku Iraku.
Inny ze scenariuszy zakłada podział Libii na dwa odrębne kraje. Zachodnia część, ze stolicą w Trypolisie pozostałaby pod kontrolą dyktatora. Wschodnie tereny opanowane przez powstańców znalazłyby się pod zwierzchnictwem rządu utworzonego w Benghazi. Takie rozwiązanie byłoby poniekąd korzystne dla powstańców. Na tych właśnie terenach znajdują się bowiem zasobne pola naftowe i główne porty morskie wraz z terminalami przesyłowymi. Umożliwiłoby to wznowienie dostaw cennych surowców i uzyskiwanie środków pieniężnych z ich sprzedaży. Oczywiście na początku nie obeszłoby się bez pomocy materialnej ze strony państw zachodnich. Odbudowa tylko samej infrastruktury technicznej i mieszkaniowej pochłonie z pewnością ogromne sumy. Odcięcie Kaddafiego od źródła przychodów, przy jednoczesnym zamrożeniu jego aktywów zagranicą, skutkowałoby stopniowym „zagłodzeniem” reżimu[13].
Dotychczasowe spotkania szefów państw tzw. grupy kontaktowej dotyczące przyszłości Libii nie przyniosły konsensusu. Przedstawiciele Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i kilku krajów Bliskiego Wschodu zgodni są tylko, co do jednego - konieczności odejścia Muammara Kadafiego. Padło też wiele słów mówiących o wzmocnieniu presji politycznej i wojskowej na reżim. Niestety w innych kwestiach panują odmienne punkty widzenia. Również obrady szefów dyplomacji państw NATO zakończyły się niepowodzeniem. Przede wszystkim punktem spornym jest większe zaangażowanie NATO w całość operacji oraz rozważana pomoc dla powstańców. Część krajów pragnęłaby z kolei wstrzymania działań zbrojnych i podjęcia rozmów z obydwoma stronami.
Ten brak zdecydowanych kroków po raz kolejny pokazuje swoistą niemoc wspólnoty międzynarodowej. Podczas, gdy trwają debaty i ścierają się rozmaite opinie, w Libii toczą się walki i niepotrzebnie ginie cywilna ludność tego kraju. Setki tysięcy osób musiało porzucić swój majątek i opuścić domy. Wojska reżimowe w dalszym ciągu ostrzeliwują Misratę, zaś sam Kaddafi ostentacyjnie pokazuje się mieszkańcom Trypolisu i wygłasza buńczuczne odezwy do narodu. Wydaje się przy tym zbytnio nie przejmować operacją NATO, w czym utwierdzają go wahania wśród samych koalicjantów. Czy więc i tym razem dyktator przetrwa kolejną próbę czasu, a Libia pozostanie w żelaznym uścisku pułkownika? Wszak już raz udało mu się odeprzeć „amerykańskich agresorów” i utrzymać u władzy przez kolejne lata. A może jego czas już nadszedł? Wszystko okaże się w niedalekiej przyszłości
i oby była ona pomyślna dla całej Libii.
[1]Przykładem może być różne nazewnictwo samej operacji, która w Stanach Zjednoczonych otrzymała kryptonim „Odyssey Dawn” (tak też przedstawiano ją w polskich mediach), we Francji natomiast „Harmattan”, zaś w Wielkiej Brytanii „Ellamy”; http://cencio4.wordpress.com/2011/03/ [Dostęp: 18.04.2011]
[2]http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,9330970,NATO_przejelo_kontrole_nad_operacja_w_Libii__Ostrzal.html [Dostęp: 18.04.2011]
[3] http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/swiat/operacja-unified-protector--nato-bierze-odpowiedzialnosc-za-wojne-w-libii,74572,1 [Dostęp: 18.04.2011]
[4] http://www.armytimes.com/news/2011/04/ap-libya-nato-weapons-destroyed-040511/ [Dostęp: 18.04.2011]
[5] http://wyborcza.pl/1,75477,9399420,NATO__przypadkiem_zbombardowalismy_powstancze_czolgi.html [Dostęp: 18.04.2011]
[6] http://english.aljazeera.net/news/americas/2011/03/2011330221232408172.html [Dostęp: 18.04.2011]
[7] http://infolotnicze.blogspot.com/2011/03/550-milionow-dolarow-za-misje-w-libii.html [Dostęp: 18.04.2011]
[8] http://forsal.pl/artykuly/501822,usa_wycofuja_sie_z_libii.html [Dostęp: 18.04.2011]
[9] http://www.france24.com/en/20110412-nato-must-bolster-libya-no-fly-zone-operation-say-france-britain [Dostęp: 19.04.2011]
[10] http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/africaandindianocean/libya/8447777/Libya-Italy-wants-to-arm-rebels.html [Dostęp: 19.04.2011]
[11]http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/turcja;tworzy;plan;pokojowy;dla;libii,156,0,808348.html [Dostęp: 19.04.2011]
[12] http://www.stratfor.com/analysis/20110319-libyan-war-2011?utm_source=SpecialReport&utm_medium=email&utm_campaign=110319a&utm_content=readmore&elq=db79b26c24bb487fba437cd67c2c86a1 [Dostęp: 19.04.2011]
[13] Ibidem.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz