Obama myślicielem numer dwa na świecie
Magazyn "Foreign Policy" ogłosił listę "100 największych myślicieli współczesności".
O ile w poprzednich latach wygrywali filozofowie i naukowcy niezbyt dobrze znani w zachodnim kulturowym, tym razem dwa pierwsze miejsca zajęli Amerykanie, i do tego - mężczyźni, na szczęście: nie WASP. [Poprawności politycznej stało się zadość przy okazji brązowego medalu dla Zahry Rahnavard, żony Mira Husajna Mousawiego: tutaj trzeba przyznać, <parytet> w pełni uzasadniony - Zahra Rahnavard zdecydowanie odmniła stereotyp irańskiej żony]
Kto jest największym myślicielem na świecie?
Ben Bernanke, szef Rezerwy Federalnej. Został wybrany, ponieważ "nie tylko umiał przełożyć doświadczenie w pracy akademickiej na realną działalność i nie tylko za to, że zapobiegł ruinie amerykańskiej gospodarki. Ale za to, że uczynił to wszystko w przeciągu zaledwie kilku miesięcy.
Przejdźmy jednak do numeru dwa: Barack Obama.
"Gdy wkraczał do Białego Domu, cały nawał spraw: dwie wojny de facto nie do wygrania, największa zapaść gospodarcza od 1930 roku i wielkie bitwy w Kongresie dotyczące reformy służby zdrowia sprawiły, że pomimo swojej porywającej retoryki, wydaje się bardziej <naprawiaczem> niż wizjonerem".
Zaraz potem czytamy: "Ale jest tym i tym."
Właśnie za połączenie obu tych ról - "złotej rączki", która ma naprawić amerykańskie problemy dnia codziennego, i wielkiego przywódcy, który odnowił wizerunek Ameryki na świecie. Wojując słowem, a nie samą siłą militarną.
Jego przepis na amerykańską potęgę to nie tylko nowoczesna armia, ale nowoczesna armia plus "smart power". I najcenniejsza "innowacyjność" wprowadzona przez Obamę do arsenału: umiejętność słuchania.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz