Po wygranym referendum w Irlandii w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego i w zasadzie pewnym podpisie pod dokumentem Lecha Kaczyńskiego pozostanie tylko jeden przeciwnik traktatu: czeski prezydent Vaclav Klaus.
Patrząc na dotychczasowe posunięcia Klausa wydaje się, że to wymarzona dla niego sytuacja.
Czytaj wiecej »
"I po bólu. Czesi przegłosowali traktat" rzucił jeden z moich kolegów. Czyżby zapomniał o Klausie?
No właśnie. Czeski prezydent nie raz już wprawiał Brukselę w konsternację, a swój wizerunek eurosceptyka pielęgnuje dość regularnie. Wszem i wobec głosi jak szkodliwa dla demokracji jest Unia, ile suwerenności nakradła państwom, o tradycji nie wspominając.
Szczęście uśmiechnęło się do niego w marcu. Na półmetku unijnej prezydencji rząd czeski otrzymał votum nieufności, tym samym pozycja Klausa urosła do rangi ponadprzeciętnej. Szansę wykorzystał błyskawicznie. W swoim prowokacyjnym stylu, zadziwiając przy tym rodaków, wykonał gest w kierunku socjaldemokratów i zjawił się na ich kongresie. Krótkie przemówienie, z kilkoma kąśliwymi uwagami pod adresem Topolanka, wystarczyło żeby oczy opinii publicznej zwrócić w swoją stronę.
Czytaj wiecej »