Vivat 1 maj
Zaczęło się od kapitulacji Berlina w 1945 roku, gdy świętowali zwycięzcy. Później radowanie przybierało bardziej powszechny wymiar. Berlińska majówka od zawsze naznaczona była politycznie, jednak od kilku lat coraz bardziej przybiera wymiar zbiorowej bijatyki.
Historia 1-go maja w niemieckiej stolicy różni się znacząco od Święta Pracy obchodzonego w innych częściach Europy. Kapitulacja Berlina przed Armią Czerwoną dokonana drugiego maja jest wielce symbolicznym skojarzeniem dat z najważniejszym świętem w całym bloku wschodnim. Już rok później, po raz pierwszy od rządów Hitlera, Berlińczycy mogli obchodzić święto ludzi pracy. Po zmaganiach ze straszliwą zimą oraz próbą normalizacji życia w zniszczonej stolicy była to upragniona chwila wytchnienia.
Cztery lata później, gdy zimna wojna rozgorzała już na dobre a most powietrzny łączący Berlin Zachodni z sektorami aliantów w RFN, który przez rok dostarczał mieszkańcom zachodnich stref podzielonego miasta wszelkich niezbędnych produktów do życia zakończył się sukcesem USA, Wielkiej Brytanii i Francji, odbyła się w Berlinie Zachodnim największa demonstracja polityczna w powojennych czasach. Ponad pół miliona osób zebrało się 1-go maja na Placu Republiki, gdzie do mieszkańców (zarówno wschodniej jak i zachodniej części) przemawiał burmistrz Ernst Reuter. Mottem wystąpienia było zdanie: „Przeciwko zjednoczeniu w łańcuchach, dla pokoju i wolności". Podczas tej mowy Reuter powiedział słynne zdanie: „Spójrzcie na to miasto!", chcąc w ten sposób zwrócić uwagę aliantów na sytuację podzielonej metropolii.
Polityczny podział Berlina dokonał się już podczas jego zajęcia w 1945 roku przez siły alianckie (ówcześnie jeszcze wobec siebie przyjazne). Reforma walutowa i utworzenie dwóch państw niemieckich: RFN i NRD usankcjonowało trwały podział w centrum Europy. Dla Berlińczyków do 1961 roku praktyczne utrudnienia w mieście ograniczały się do częstych kontroli podczas przejażdżki metrem ze wschodnich do zachodnich sektorów miasta, była to jednak bariera, którą wielu mieszkańców pokonywało z największą przyjemnością by pracować, uczyć się czy chodzić do kina do Berlina Zachodniego. W wymiarze państwowym NRD starało się jednak pokazać swoją pozycję militarną, co uwidaczniało się w prezentowaniu każdego 1-go maja wojskowej defilady główną ulicą miasta Unter den Linden. Pierwsza taka demonstracja siły odbyła się w 1956 roku.
Do pierwszych starć z policją na znaczną skalę doszło w 1987 roku w zachodniej dzielnicy Kreuzberg. Młodzi mieszkańcy tej części miasta postanowili zaprotestować przeciw fatalnym, ich zdaniem warunków mieszkaniowych oraz ogólnemu niezadowoleniu z polityki Berlina Zachodniego. Splądrowane sklepy, zdewastowane banki, zniszczone samochody oraz kilkaset rannych osób to bilans ówczesnych zamieszek. Od tego czasu „turecka" dzielnica stała się słynna z pierwszomajowych rozruchów.
Po przełomie 1989 roku i upadku muru berlińskiego do podobnych wystąpień doszło również we wschodnich dzielnicach stolicy Niemiec. Na Kollwitzplatz w dzielnicy Prenzlauer Berg zmierzyło się z policją w 1995 roku kilkaset młodych ludzi, którzy za pomocą kamieni i płonących pochodni próbowali uczcić noc Walpurgii. Jednocześnie zgodnie z pierwszomojową tradycją doszło do utarczek w okolicach Oranienplatz na Kreuzbergu.
Zarówno w zeszłym roku jak i obecnie, już na kilka dni przed pierwszomajowym świętem policja oraz media ostrzegały przed możliwymi zamieszkami. Takie działania jednak nie przynoszą zamierzonego skutku. Rok temu w Berlinie doszło do stosunkowo „umiarkowanych", jak podkreślali urzędnicy miejscy, zamieszek. Kilka dni temu było wprost przeciwnie.
Już ostatniego dnia kwietnia młodzież zebrana w Mauer Park rozpętała w nocy bitwę z policją. Podobnie, lecz na większą skalę było dzień później. Na Kreuzbergu doszło do największych zamieszek od lat. Ponad 270 policjantów zostało rannych w starciach z chuliganami. To połowa więcej niż przed rokiem. Aresztowano 289 osób, czyli o 150 więcej niż w ubiegłym roku. Jak podaje dzisiejsza Süddeutsche Zeitung demonstranci dzielą się na trzy grupy: młodzi ludzie, przeważnie z „pochodzeniem migracyjnym" którzy szukają dowolnego pretekstu do zamieszek; lewicująca inteligencja, która w przemocy widzi sposób na wywarcie wpływu na rządzących; osoby zgromadzone wokół ruchu Antifa, organizacji antyfaszystowskiej o pokroju anarchistycznym.
Politycy wypowiadający się po zamieszkach rzucają hasła rozwiązania problemu pierwszomajowych zamieszek m.in. zakazując demonstracji w miejscach gdzie w przeszłości dochodziło do starć z policją; inni chwalą zachowanie policji, która nie prowokowała demonstrantów i postulują wprowadzenie surowszych kar dla bandytów.
Piątkowe starcia nie miały w zasadzie żadnego związku z panującym kryzysem finansowym oraz pogarszającą się sytuacją niemieckiej gospodarki. Niechlubna tradycja, która Berlinowi towarzyszy już od dziesięcioleci w 2009 roku znalazła swoją kontynuację.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz