Niemiecka kampania w odcinkach vol. 3.
Polityczny maj zdominowały wybory prezydenckie, dwie konwencje partyjne oraz ratowanie Opla. Przed nami równie ciekawy miesiąc.
Pozycja głowy państwa w ustroju RFN jest czysto reprezentacyjna. Jednak tegoroczne zmagania o ten urząd między obecnym prezydentem Horstem Köhlerem a socjaldemokratyczną kandydatką Gesine Schwan były wyjątkowo emocjonujące. Największe partie widziały w nich rozgrzewkę i sprawdzenie jedności swoich szeregów przed „prawdziwą" kampanią wrześniową. Teoretycznie kandydaci na fotel prezydenta nie prowadzą kampanii wyborczej, jednak i w tym punkcie rok 2009 przejdzie do historii.
Köhler korzystając z lepszej pozycji jako głowa państwa w ostatnich kilku tygodniach odwiedzał wiele miejsc stając po stronie „zwykłych" ludzi, co jest szczególnie dobrze widziane w dobie kryzysu. W swoich wystąpieniach mówiąc o politykach często posługiwał się zwrotem „oni" zamiast „my", podkreślając dystans jaki dzieli go od klasy politycznej. Prezydent dał wyraz swojej aktywności postulując, w ostatnich dniach przed swoją reelekcją, zmianę zasad wyboru głowy państwa przekształcając je w głosowanie bezpośrednie przez obywateli. Obecnie wyboru dokonuje Zgromadzenie Parlamentarne złożone z Bundestagu oraz przedstawicieli delegowanych przez Landy. Pomysł głowy państwa skrytykowała socjaldemokracja oraz większość komentatorów politycznych przypominając, iż wprowadzona sześćdziesiąt lat temu zasada jest jednym z fundamentów niemieckiej Ustawy Zasadniczej.
Również Gesine Schwan starała się możliwie często przypominać o sobie elektorom. Czyniła to głównie przez wyjaśnianie swojej „niefortunnej" wypowiedzi o możliwych „niepokojach społecznych" u naszych zachodnich sąsiadów, tłumacząc iż została źle zrozumiana. Nie pomogło jej to w ostatecznym wyniku, gdyż 23 maja już w pierwszym głosowaniu (czego w zasadzie nikt się nie spodziewał) wymaganą większość 613 głosów zdobył Köhler i to on pozostanie na kolejne pięć lat w berlińskim pałacu Bellevue.
W maju dwie kolejne partie przybliżyły wyborcom swoje koncepcje ewentualnego współrządzenia po wrześniowych wyborach. Zarówno Zieloni jaki i FDP mają szansę stworzyć koalicję odpowiednio z SPD lub CDU. Możliwości manewru liberałów (FDP) pozostają jednak większe, gdyż część socjaldemokratów (SPD) opowiada się za utworzeniem tzw. Ampel Koalition (nazwa pochodzi od zwyczajowych kolorów partii wchodzących w skład tej koalicji; Ampel oznacza światła na skrzyżowaniu), rządu złożonego z SPD, FDP i Zielonych.
Polityczni ekolodzy nęcą wyborców zamiarem stworzenia miliona nowych miejsc pracy oraz wprowadzeniem płacy minimalnej w wysokości 7,5 euro za godzinę (postulat identyczny do SPD). Więcej na temat programu Zielonych. Liberałowie z kolei chcą walczyć z kryzysem za pomocą obniżenia podatków. Więcej odnośnie programu FDP . Podczas konwencji stanowczo krytykowali również sposób walki z recesją przez obecny rząd Wielkiej Koalicji (CDU/CSU-SPD). Pozycja FDP od kilku miesięcy stale się poprawia. Według szacunków zaprezentowanych przez Joachima Wagnera w tygodniku Die Zeit (nr 23), z obecnych 16,5 proc. osób popierających liberałów tylko jedna trzecia to stali wyborcy tej partii, reszta to poprzedni zwolennicy CDU (37 proc.) oraz SPD (12 proc.), co świadczy o dużej fluktuacji między partiami na korzyść FDP.
Sondażowe kłopoty dotykają SPD. Jej lider a zarazem wicekanclerz i minister spraw zagranicznych, Frank Walter Steinmeier, stara się budować swoją wyrazistą pozycję występując często w opozycji do swoich koalicyjnych kolegów jak choćby w przypadku upadającego i proszącego o państwowe pieniądze koncernu Ancandor. Pomocy sieci domów towarowych sprzeciwia się przeważająca część chrześcijańskiej demokracji (CDU) z kanclerz Merkel na czele.
Szef niemieckiej dyplomacji stracił w tym miesiącu również miano drugiego po Merkel, najpopularniejszego polityka w RFN. Jego miejsce zajął młody bawarski arystokrata a zarazem minister gospodarki Karl-Theodor zu Guttenberg pochodzący z bliźniaczej partii CDU, CSU. Jego popularność przysparza pani kanclerz nie lada zmartwień, gdyż zdecydowany i samodzielnie myślący minister nie zawsze zgadza się ze swoją szefową. Tak było w podczas nocnych rozmów z soboty na niedzielę w ostatni weekend dotyczących ratowania Opla. Guttenberg opowiadał się za upadkiem firmy i wykluczał zaangażowanie się państwa jako udziałowca w „nowym" Oplu. Minister batalię przegrał jednak zyskał zwolenników we własnych szeregach oraz wśród swoich wyborców, którzy coraz bardziej dziwią się Merkel i jej przyzwoleniu na w(y)rzucanie pieniędzy podatników do prywatnych przedsiębiorstw.


Na marginesie kryzysowego zarządzania niemieckie partie prowadzą również kampanię do Parlamentu Europejskiego. Plakaty przypominają jednak o bolączkach wewnętrznej polityki i ze sprawami europejskimi w zasadzie nic prócz samej nazwy ich nie łączy. Merkel woła na jednym z nich „My w Europie" cokolwiek miałoby to znaczyć, a postkomuniści z Die Linke mówią o wyjściu z Afganistanu (sic!) jako o problemie do rozwiązania w Strasburgu i Brukseli. W tym tygodniu w Berlinie kanclerz spotka się z wyborcami i będzie ich zachęcała do udziału w Eurowyborach. Można jednak przypuszczać, iż podobnie jak kilkanaście dni temu Franz Müntenfering (SPD) podczas swojego wystąpienia, tylko kilka minut poświęci na sprawy europejskie, resztę wykorzystując na walkę z bezrobociem i ustalenie płacy minimalnej.
Aktualne sondaże (spiegel.de):
CDU - 36 %
SPD - 26 %
FDP - 13 %
Zieloni - 11 %
Die Linke - 10 %


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz