Upadek muru zaczął się w Lipsku
Często uważa się, iż najważniejszym dniem w niemieckiej rewolucji sprzed dwudziestu lat był 9 listopada. Otóż upadku muru berlińskiego nie byłoby gdyby nie 9 października.
Lipsk to miasto na mapie Niemiec szczególne. Zainteresował się nim Goethe wpisując w jego panoramę część „Fausta". To tu tworzył swe działa Jan Sebastian Bach, by ostatecznie spocząć na wieki w Kościele św. Tomasza. Właśnie pod Lipskiem w 1813 roku Napoleon poniósł klęskę w Bitwie Narodów, co upamiętnia największy w Europie pomnik. I to właśnie w tym mieście odbywały się w każdy poniedziałek, począwszy od 4 września 1989 roku, Montagsdemonstrationen - demonstracje poniedziałkowe.
Każde spotkanie, przekształcające się później w demonstrację, wyglądało podobnie. O godzinie 17 spotykano się w Kościele św. Mikołaja (Nikolaikirche) by przy okazji modlitwy móc porozmawiać o politycznych postulatach. Dzień ani godzina nie były przypadkowe. W poniedziałkowe popołudnia odbywały się rady pracownicze członków partii, w związku z tym wykluczały one w pewnym zakresie obecność niepożądanych gości. Pora sprzyjała również przygotowaniu materiału filmowego przez zachodnioniemiecką telewizję do wieczornych wiadomości.

Po nabożeństwie wychodzono przed kościół z transparentami. Domagano się przede wszystkim możliwości wyjazdu za granicę, wolności wypowiedzi i zgromadzeń. Same hasła ewaluowały. Początkowo skandowano Wir wollen raus! (Chcemy wyjechać), później krzyczano Wir bleiben hier! (Zostajemy tutaj) by w końcu przekwalifikować żądania na Wir sind das Volk! (Jesteśmy narodem).
Do przełomu, który zmienił oblicze demokratycznej opozycji w DDR, doszło 9 października. Był to pierwszy poniedziałek po hucznych, jak się później okazało, ostatnich obchodach urodzin Wschodnich Niemiec. Zarówno przedstawiciele opozycji jak i służby bezpieczeństwa przygotowywały się w sposób szczególny do tego dnia. Z jednej strony spodziewano się przybycia wielotysięcznego tłumu (do tej pory w demonstracjach uczestniczyło kilkaset a później kilka tysięcy ludzi), który może wymknąć się spod kontroli policji i wojska, z drugiej wszyscy mieli w głowach masakrę z placu Tiananmen.
O demonstracji 9 października nakręcono filmy i napisano już bardzo wiele. Legendy krążą o kilometrowych kolejkach ciężarówek wojskowych ciągnących z całego kraju do Lipska. Opozycja w sile 70 tysięcy (sic!) osób przedostała się do centrum miasta by zademonstrować swój sprzeciw przeciw dyktaturze SED.
W całej historii poniedziałkowych demonstracji najważniejszy jest jej bezkrwawy przebieg. Mimo wielotysięcznego tłumu nikt nie próbował go siłowo powstrzymać, a i sami protestujący zachowywali się nader przyjaźnie.
Dokładnie miesiąc po poniedziałkowych wydarzeniach 100 kilometrów od Lipska, na przejściu granicznym Bornholmerstrasse upadł mur berliński. Gdyby nie masowe demonstracje, które później odbywały się również w innych miastach DDR, nie można wyobrazić sobie zjednoczenia Niemiec. To właśnie na lipskich ulicach tworzyło się poczucie wspólnoty i przeświadczenie, iż „jesteśmy jednym narodem".


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz