Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Waszyngtoński oddział Doliny Krzemowej

Waszyngtoński oddział Doliny Krzemowej


15 styczeń 2010
A A A

Szefowie największych firm IT zgromadzili się w Białym Domu, by doradzić administracji Baracka Obamy zastosowanie nowych rozwiązań w rządowej sieci komputerowej.

Wśród ponad 50 gości zaproszonych na "Forum on Modernizing Government" dyrektorzy zarządzający m.in. Microsoftu, Adobe Systems i współzałożyciel  Facebooka.

Witając się z dyrektorami firm komputerowych, Barack Obama zażartował, że Waszyngton nie sprzyja nowoczesnym technologiom: „To miasto, w którym trzeba ostro walczyć tylko po to, by mieć dostęp do BlackBerry’ego” – powiedział prezydent, odwołując się do swoistej batalii, którą stoczył z Secret Service o możliwość korzystania z ulubionego smartfona. W końcu Obama dostał ulubiony telefon z powrotem, ale po dokonaniu nim specjalnych zabezpieczeń. Super-bezpieczny BlackBerry  prezydenta, to efekt współpracy Sun Macrosystems, producenta smartfonów tej marki, i odpowiadających za bezpieczeństwo rządowych sieci specjalistów.

Idąc za ciosem, Barack Obama postanowił skorzystać z wiedzy i  doświadczenia innych wielkich firm, odnoszących sukcesy w branży IT.

Barack Obama podkreślił, że chociaż przez ostatnie lata,  technologia poczyniła zaskakujące postępy, amerykański rząd zdecydowanie za nimi nie nadąża.
„Czasami dzieci pracowników rządowych mają w plecakach lepsze urządzenia, niż ich rodzice mają do dyspozycji w pracy” – mówił prezydent.

Podał też przykład „zawstydzającej procedury”, którą przeprowadza amerykański urząd przyznający patenty: ponieważ 80 proc. wniosków nadsyłanych jest drogą elektroniczną, pracownicy urzędu muszą wszystkie wnioski drukować, by następnie je skanować (!) i wprowadzać przestarzałego systemu zarządzania treścią.
Właśnie tego typu procedury powodują, że na przyznanie patentu czeka się trzy lata.

„Stany Zjednoczone tracą miliardy dolarów przez to, że rządowa technologia jest mocno przestarzała” – powiedział prezydent.

Barack Obama chciałby, aby administracja rządowa (zarówno wewnętrzna, jak i e-government obsługujący obywateli), działała na zasadzie serwisu OpenTable.com , gdzie klient może z łatwością, w ciągu kilkunastu sekund, zarejestrować stolik w ulubionej restauracji.
Modernizacja rządowej sieci ma być oparta na zbiorze dobrych praktyk,  a przyjęte rozwiązania – dzięki temu, że oparte na wiedzy i doświadczeniu samych dyrektorów, mają być nowoczesne i wyprzedzające w kierunku rozwoju całego sektora IT.
Dużo wskazuje, że reforma rządowych sieci komputerowych ma duże szanse być zrealizowana, a nie tylko – jak za poprzedników Obamy – zapowiadana.

Po pierwsze, wynika to ze swoistej „konieczności dziejowej”: nie można oddzielić sprawnego funkcjonowania sieci rządowej od bezpieczeństwa państwa. A jak  wiemy, w czasach cyberataków, bezpieczeństwo telekomunikacyjne i łącznościowe, nabrało szczególnego znaczenia.

Po drugie, Amerykanie coraz częściej zwracają uwagę na ochronę danych osobowych – stąd zmiany w regulaminie serwisów internetowych, np. Facebooka, mające na celu maksymalizację pewności, że dane ich użytkowników nie wpadną w niepowołane ręce.

Zauważmy, że rządowe rejestry zawierają wiele tzw. danych wrażliwych.

Po trzecie w końcu, wszelkie zmiany dotyczące technologii informacyjnej w Białym Domu prezydenta Obamy, są pilnie śledzone przez obywateli  - internautów, komentujących te kwestie na mikroblogach i blogach brażowych.

Wychwytują oni także wszelkie nieścisłości,, niespójności, czy po prostu bezsensowność pewnych rozwiązań, i dzielą się tym odkryciem z innymi – na przykład poprzez Twittera.

Administracja Baracka Obamy może liczyć więc na natychmiastowy feedback, zwłaszcza od tych najbardziej zainteresowanych, a przez to – może opracowywać rozwiązania elastyczne, przyjazne dla użytkownika.

„Przyjazne” to natomiast często zaadoptowanie rozwiązań ulubionych serwisów/produktów Amerykanów do działań e-administracji.

Powstanie „Dolina Krzemowa bis” w Waszyngtonie?