Przemówienie kanclerz Angeli Merkel w amerykańskim Kongresie było formą jej expose połączonego ze wsparciem prezydenta Obamy w kwestii ochrony klimatu i Afganistanu.
Bez wątpienia mowa wygłoszona przez Merkel była nacechowana patosem. Ale zgodzić się należy, iż występując przed tak szacownym gremium jest on całkowicie uprawniony i dozwolony. Podobnie było z innymi wystąpieniami niemieckich polityków przed Kongresem, o czym sama Merkel w przemówieniu przypomniała.
Te kilkadziesiąt minut przemówienia można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich dotyczyła Niemiec druga natomiast odnosiła się do problemów globalnych i w niej Merkel prezentowała stanowisko całej Europy.
Obchody dwudziestej rocznicy upadku muru berlińskiego są okazją do zamanifestowania wspólnego sukcesu byłych krajów zza żelaznej kurtyny. Obecność w Berlinie Wałęsy i Buzka będą tego dobrym przykładem.
Podobnie jak w Polsce każdy wie, co robił w dniu wyboru Karola Wojtyły na papieża, tak każdy Berlińczyk pamięta jak spędzał wieczór i noc 9 listopada 1989 roku. By uczcić tamten nastrój euforii, szczęścia i nadziei większości mieszkańców podzielonego miasta, za kilkanaście dni do Berlina zjadą przywódcy czterech mocarstw: USA (reprezentowane przez Hillary Clinton), Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji. Właśnie te państwa miały specjalny status mocarstw sprawujących zwierzchnictwo nad Berlinem. Bez ich zgody zjednoczenie Niemiec mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej.
Często uważa się, iż najważniejszym dniem w niemieckiej rewolucji sprzed dwudziestu lat był 9 listopada. Otóż upadku muru berlińskiego nie byłoby gdyby nie 9 października.
Lipsk to miasto na mapie Niemiec szczególne. Zainteresował się nim Goethe wpisując w jego panoramę część „Fausta". To tu tworzył swe działa Jan Sebastian Bach, by ostatecznie spocząć na wieki w Kościele św. Tomasza. Właśnie pod Lipskiem w 1813 roku Napoleon poniósł klęskę w Bitwie Narodów, co upamiętnia największy w Europie pomnik. I to właśnie w tym mieście odbywały się w każdy poniedziałek, począwszy od 4 września 1989 roku, Montagsdemonstrationen - demonstracje poniedziałkowe.
Każde spotkanie, przekształcające się później w demonstrację, wyglądało podobnie. O godzinie 17 spotykano się w Kościele św. Mikołaja (Nikolaikirche) by przy okazji modlitwy móc porozmawiać o politycznych postulatach. Dzień ani godzina nie były przypadkowe. W poniedziałkowe popołudnia odbywały się rady pracownicze członków partii, w związku z tym wykluczały one w pewnym zakresie obecność niepożądanych gości. Pora sprzyjała również przygotowaniu materiału filmowego przez zachodnioniemiecką telewizję do wieczornych wiadomości.
Niemiecka Republika Demokratyczna (DDR) przetrwała czterdzieści lat. Swoje ostatnie urodziny obchodziła bardzo hucznie w gronie zacnych gości. Szczególnie jednego.
Gorbaczow, bo o nim mowa, nie był szczególnie lubianą postacią w Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności (SED). Jego reformy całkowicie burzyły porządek tworzony z mozolną precyzją przez Stasi i partyjnych towarzyszy od momentu założenia DDR 7 października 1949 roku. Honeckerowi oraz pozostałym krzewicielom komunizmu nie mieściło się w głowie by móc coś przebudowywać i to w otoczeniu jawności.
Czy prawo uczniów do okazywania swoich uczuć religijnych w szkole dotyczy wszystkich w takim samym stopniu? Jak połączyć wymagania muzułmanów z niemieckim prawem gwarantującym rozdział państwa od kościoła? W tym tygodniu na te pytania spróbuje odpowiedzieć sąd.
Berlińską dzielnicę Gesundbrunnen od wielu lat zamieszkują w znacznym stopniu imigranci, bądź osoby, których rodzice pochodzili z Turcji, Rosji czy krajów bałkańskich. W tamtejszych szkołach odsetek uczniów z pochodzeniem migracyjnym jest większy niż w pozostałych dzielnicach. Tworzy to nowe sytuacje, z którymi Niemcy wcześniej nie musieli się konfrontować.
W listopadowe południe 2007 roku w gimnazjum Diesterweg, dyrektorka placówki Brigitte Burchardt, zauważyła jak na jednym z korytarzy ośmioro uczniów modli się na prowizorycznych dywanach głowami zwróconymi w stronę Mekki. Dookoła grupki modlących stała przypatrująca się uczniowska gawiedź. Po kilkuminutowej modlitwie nauczycielka zabroniła dalszych takich praktyk na terenie szkoły. W następnych dniach na lekcjach poruszano temat rozdziału państwa od kościoła.
Wygrana chrześcijańskich demokratów oraz liberałów zapewni powstanie nowego rządu. Otwiera to nowe pytania o kierunek w jaki podążą Niemcy, a także o kształt sceny politycznej u naszych sąsiadów.
Kanclerz Angela Merkel może być spokojna. Zakładany przed wyborami cel, czarno-żółtej (kolory przypisane CDU i FDP) koalicji został osiągnięty. Jednak nasuwają się pytania o kształt polityki uprawianej przez przyszły rząd. Czy starczy determinacji obu partnerom na przeprowadzenie niezbędnych w dobie kryzysu reform gospodarczych? Jak potoczą się losy reformy podatkowej usilnie zapowiadanej przez liberałów i sceptycznie odnoszących się do tego przedstawicieli partii Merkel? A co ze zmianami w prawie wewnętrznym. FDP będzie zdecydowanie i twardo walczyła o poszerzanie praw i wolności obywateli, co oznacza pole konfliktu z obecnym i prawdopodobnie przyszłym ministrem spraw wewnętrznych Wolfgangiem Scheuble. Pod tym względem, w dotychczasowej wielkiej koalicji Merkel rządziło się łatwiej.
Przyszłe cztery lata nie będą bez wątpienia czasem spokojnych rządów. Wyzwania przed jakimi stanie konserwatywno-liberalny rząd są duże, jedne z największych w powojennej historii RFN. Mam na myśli nie tylko walkę z kryzysem gospodarczym, czy ogromnym deficytem budżetowym, ale także pytania o zaangażowanie w Afganistanie czy kwestie energii atomowej. W wielu dziedzinach przyszli koalicjanci mają wspólne przekonania, co nie oznacza jednak, iż szczególnie sprawy finansowe i społeczne nie będą osią zażartych sporów. Już samo stanowisko ministra gospodarki, dotychczas na jego czele stał popularny polityk bawarskiej CSU Karl-Theodor zu Guttenberg, będzie przedmiotem politycznych targów. W tradycji wieloletnich koalicji CDU-FDP ten urząd zawsze przypadał liberałom.
Przed niedzielnymi (27.09) wyborami do Bundestagu warto przyjrzeć się wizjom polityki zagranicznej poszczególnych partii, by przekonać się, co może nas czekać po zmianie w urzędzie kanclerskim.
Przed niedzielnymi (27.09) wyborami do Bundestagu warto przyjrzeć się wizjom polityki zagranicznej poszczególnych partii, by przekonać się, co może nas czekać po zmianie w urzędzie kanclerskim.
CDU/CSU
Partia Angeli Merkel przygotowuje się do kolejnych czterech lat rządów. Dotychczasowe sondaże wskazują na zdecydowaną przewagę chrześcijańskich demokratów przed wrześniowymi wyborami. Wraz z liberałami zamierzają stworzyć powyborczą koalicję.
Niemieckie partie nie odrobiły lekcji z amerykańskich wyborów prezydenckich. Barack Obama wykorzystał dostępne instrumenty w Internecie by przekonać do siebie wyborców. U naszych sąsiadów daleko jednak do amerykańskich wzorców.
Wydawałoby się, iż internet stanie się idealną płaszczyzną dla polityków do przekazywania swoich programów wyborczych w sposób przyjazny dla indywidualnego odbiorcy. Wirtualny świat umożliwia przecież dostosowanie treści oraz sposobu jej przekazywania do konkretnych osób. Niemieccy spin doktorzy nie wykorzystują jednak tych wszystkich możliwości w obecnej, kończącej się już kampanii.
Najlepiej ze swojego zadania wywiązują się informatycy socjaldemokratów. Ich kandydat na kanclerza Frank-Walter Steinmeier prezentuje się na swojej stronie jako waleczny i zdecydowany sięgnąć po najważniejszy urząd w państwie. Prowadzi swój blog , co odróżnia go od kanclerz Merkel, która w natłoku urzędniczych obowiązków niekoniecznie znajduje czas na nocne ślęczenie przy komputerze i opisywanie swoich wrażeń z kolejnego dnia kampanii.
Im dłużej obserwujemy przedwyborcze zmagania naszych zachodnich sąsiadów, tym bardziej możemy odnieść wrażenie, iż najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich aktorów tej sceny byłaby kontynuacja obecnej gry w Wielkiej Koalicji.
Wydaje się, iż przedostatni odcinek długodystansowego biegu pt. kampania wyborcza do Bundestagu 2009, należy do socjaldemokratów. Już na początku sierpnia kandydat na kanclerza Frank Walter Steinmeier ogłosił „Plan dla Niemiec". Zawarł w nim recepty jak przeprowadzić swój kraj przez kryzys suchą nogą. Ba, Niemcy mają wyjść z niego jeszcze wzmocnione. Nowym elementem strategii wyborczej SPD jest całkowita dyskredytacja ewentualnej przyszłej koalicji CDU/CSU-FDP. Towarzysze z obozu socjaldemokracji zarzucają partii Angeli Merkel, iż jest ona w zasadzie uosobieniem kapitalizmu. To on jest głównym i generalnie jedynym wrogiem tworzonym na potrzeby tej kampanii.
Wolny rynek w obecnym kształcie krytykują wszyscy. O ile dla SPD i postkomunistów to chleb powszedni (można to również zrozumieć w przypadku Zielonych), to „skręt w lewo" obserwowany u Merkel i Guido Westerwelle jest pewnym novum.
Na moim blogu chciałbym przybliżać i prezentować stolicę naszych przyjaciół zza Odry. Jednocześnie postaram się rozjaśniać zawiłości polityczne i społeczne Niemiec, które mają duży wpływ także na nasze zachowania. Zapraszam do wspólnej wyprawy nad Sprewę.