Dziś mija 48. rocznica budowy muru berlińskiego. Poniżej prezentuję fragmenty wspomnień Willego Brandta dotyczące tamtych wydarzeń.
Zacznę jednak od cytatu z „Podróży z Herodotem" Ryszarda Kapuścińskiego, który tak pisze o murze:
„Najgorszą stroną muru jest to, że u wielu ludzi wyrabia on postawę obrońcy muru, tworzy typ myślenia, w którym przez wszystko przebiega mur dzielący światy na zły i niższy - ten na zewnątrz, i dobry i wyższy - ten wewnątrz. W dodatku wcale nie trzeba, aby taki obrońca był fizycznie przy murze obecny, może on być daleko od niego, wystarczy, żeby nosił w sobie jego obraz i hołdował regułom, które logika muru narzuca."
Wydawałoby się, iż liberalizacja poglądów w południowych Niemczech nie będzie możliwa. Okazuje się jednak, że pod naporem nauki również i bawarscy urzędnicy zmieniają zdanie.
Chodzi o wycofanie z Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe skargi na ustawę dotyczącą prawnego wzmocnienie związków homoseksualnych. Nowa regulacja zmierza do zwiększenia równouprawnienia związków osób tej samej płci z małżeństwami.
Najnowsza berlińska linia U-Bahna jest pod wieloma względami wyjątkowa. Dość powiedzieć, iż zaledwie trzy stacje są najbardziej kontrowersyjnymi przystankami w całej długiej linii berlińskiego metra.
Odległość od dworca głównego (Hauptbahnhof) do Bramy Brandenburskiej wynosi zaledwie 1,8 km. Najprościej ten odcinek pokonać pieszo wśród tzw. Regierungsviertel, czyli rządowych budynków w centrum stolicy RFN, podziwiając Reichstag oraz Tiergarten. Jednak dla wygody turystów oraz parlamentarzystów (kolejność w zasadzie dowolna) postanowiono czternaście lat temu o zbudowaniu linii U55, która połączy dworzec z jednym z symboli Berlina. Kilka lat później ówczesny burmistrz stolicy, Klaus Wowereit (SPD) stwierdził, iż miasto nie może pozwolić sobie na budowę tej linii metra. Jednak z pomocą państwa udało się kontynuować projekt.
Niskie poparcie dla socjaldemokracji przed wrześniowymi wyborami nasuwa pytanie o przyczyny nieufności wobec SPD. Odpowiedź jest złożona i dotyczy ostatnich kilku lat socjaldemokratów.
Frank-Walter Steinmeier (SPD) nie jest politykiem charyzmatycznym. Naturalnym środowiskiem dla szefa niemieckiej dyplomacji jest raczej sterowanie grupą technokratów realizujących konkretne zadania. W związku z tym dobrze się spisuje (co podkreśla większość Niemców) na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Inaczej jest jednak w starciu z wyborczą machiną, w której czuje się zagubiony i pozbawiony inicjatywy. W zasadzie wiedziano o tym od dawna, gdy Steinmeier pełnił funkcję szefa urzędu kanclerza za rządów Gerharda Schrödera, a jeszcze wcześniej sprawował ten sam urząd w Dolnej Saksonii również przy boku późniejszego kanclerza. Jego prawą ręką, a raczej mózgiem kampanii miał być szef SPD Franz Müntefering. Jednak z początkowych planów zbyt wiele nie wyszło. Zarówno Steinmeier jaki i Müntefering nie potrafią stworzyć wyraźnego profilu swojej partii w czasach kryzysu.
Problemem współrządzących obecnie w Niemczech socjaldemokratów jest także, albo przede wszystkim, dwuośrodkowość prowadzenia kampanii wyborczej. Z jednej strony opracowanie planu wiodącego do zwycięstwa spoczywa na barkach strategów z Willi Brand Haus (siedziba SPD), natomiast w ich realizacji znaczny udział ma również Auswärtigesamt. SPD nie potrafi także wyciągnąć korzyści ze współrządzenia Niemcami. Wiele ważnych i trudnych ustaw przeszło dzięki zgodzie wewnątrz wielkiej koalicji (CDU/CSU-SPD), jednak z tego tytułu socjaldemokracja nie odnosi korzyści. W porównaniu z czasami poprzedniej wielkiej koalicji z lat 1966-69, SPD nie potrafi wyróżnić się na tle koalicjanta. Ówczesny sposób promowania Ostpolitik zagwarantował socjaldemokratom rządzenie przez kolejne lata.
Gerhard Schröder nie jest już jedynym przedstawicielem gazowego potentata w Niemczech. Od kilku tygodni podobną funkcję, ale w konkurencyjnym projekcie, pełni były szef niemieckiej dyplomacji Joschka Fischer.
Sposób przejścia byłego socjaldemokratycznego kanclerza do rosyjskiego koncernu poddany został znacznej i całkowicie uzasadnionej krytyce. Już przy końcu kadencji mówiono o planach Schrödera i o możliwej pracy dla Gaspromu. Z Fischerem, byłym wicekanclerzem w rządzie Schrödera, sprawa wygląda inaczej.
Im bliżej wyborów tym bardziej kampania prowadzona przez partie polityczne powinna być wyraźniejsza, nadająca dokładny profil ugrupowaniom. W Niemczech tego nie obserwujemy.
„Wahl ohne Kampf" („wybór bez walki", gra słów w języku niemieckim) głosi tygodnik Die Zeit w swoim komentarzu do prowadzonych przedwyborczych zmagań. Wiele w tym racji. Przyczyny rozkładają się na bardzo odczuwalny w RFN kryzys gospodarczy, wspólne rządy wielkiej koalicji (CDU/ CSU-SDP) oraz programowe zbliżanie się obu partii.
Pod koniec czerwca swój pomysł na kolejną kadencję ogłosiła chrześcijańska demokracja. Podczas spotkania w Berlinie próbowali pokazać się jako partia dla wszystkich. Obniżenie podatków dla klasy średniej, wsparcie rodzin dla potencjalnego elektoratu SPD, ekologiczna polityka energetyczna dla sympatyków Zielonych. Nie można przekonywać do siebie wszystkich, jak sugerował sekretarz generalny CDU Pofala. Traci się wtedy wyrazistość i zaciera różnice z politycznymi przeciwnikami. Zarówno CDU jak i SPD chcą przyciągnąć do siebie wyborców z „centrum". Szczególnie niewygodne jest to z pozycji wspólnego rządu.
W wieku 80 lat zmarł 17 czerwca niemiecki socjolog i brytyjski lord Ralf Dahrendorf. Jako liberał i teoretyk demokracji swoimi pracami odcisnął piętno na europejskiej debacie wokół najważniejszych problemów powojennej Europy.
(medeasy.de)
Gazeta Wyborcza zamieściła wykład Jürgena Habermasa wygłoszony z okazji jego urodzin. Tekst odczytu. Frankfurter Allgemeine Zeitung przygotowała specjalny serwis poświęcony intelektualiście.
Przechodząc wczoraj wieczorem koło Bundestagu zauważyłem fragment muru. Pomyślałem, że to pewnie kolejny symbol obalenia bariery dzielącej dwie części miasta. I generalnie miałem rację.
Ceglany prostokąt stoi blisko fundamentów Bundestagu. Z pozoru wygląda na części starego Reichstagu z 1933 roku lub kawałek muru berlińskiego z początków jego budowy. Jednak gdy przyjrzymy się z bliska, zauważymy na nim tabliczkę informującą nas w dwóch językach, iż jest to oryginalny fragment muru ze Stoczni Gdańskiej. Czytając dalej dowiemy się, iż to właśnie dzięki Solidarności był możliwy upadek muru berlińskiego i w jego następstwie zjednoczenie Niemiec.
Miało być o byłym prezydencie USA Reaganie, jednak musi on ustąpić miejsca niemieckim studentom, którzy postanowili w tym tygodniu zastrajkować.
Przychodząc dziś na zajęcia na Freie Universität w Berlinie całkowicie zapomniałem o zapowiadanym już wcześniej strajku. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy próbując wejść napotkałem na opór barykad przypominających te z 14 lipca 1789 roku z Paryża. Widok szczelnie tamujących przejście krzeseł, ławek, biurek i opasających wszystko flag związków studenckich i transparentów w pierwszej chwili spowodował u mnie odruch śmiechu, zmieszania oraz samoczynnego szukania innego wejścia. Przecież nie mogli sparaliżować całego wydziału, tłumaczyłem sobie. A jednak, nie znałem możliwości moich niemieckich przyjaciół. Otóż wszystkie wejścia zostały w podobny sposób przystrojone. Dostać się do środka nie dało rady.
Ktoś mógłby zapytać co jest powodem tak intensywnej formy strajku? Odpowiedź jest zadziwiająca, ale gdy przyjrzymy się jej uważniej można ją logicznie wytłumaczyć. Niemieccy studenci chcą mniej stresu na uczelni! Ciągłe egzaminy, zbieranie punktów, listy obecności na zajęciach to zdecydowanie za dużo. Do tego dochodzi zmiana systemu studiowania w Niemczech na dwustopniowe (dyplomowe i magisterskie). W zasadzie pełna zgoda.
To nie był przypadek, iż po historycznej mowie wygłoszonej na uniwersytecie w Kairze amerykański prezydent przybył do Niemiec. Wizyta w byłym obozie koncentracyjnym Buchenwald pokazała, iż Obama przykłada dużą rolę do przyjaźni z Izraelem.
Gdy od ponad miesiąca była wiadomo, iż Barack Obama odwiedzi Niemcy, wszyscy zadawali sobie pytanie dlaczego nie pojawi się w Berlinie. Jednak przemyślana strategia amerykańskiej administracji dowiodła celowości wyboru dwóch innych, szczególnych dla historii Niemiec i świata miejsc.
Drezno było na mapie ostatniej europejskiej wizyty Obamy miejscem drugoplanowym. Przede wszystkim chodziło o Buchenwald. Ale i w wyborze miasta Canaletta i Kurta Vonneguta możemy doszukiwać się symboliki. Drezno, perła baroku (stąd w niemieckich mediach pojawiała się często zbitka słów Barock-Barack), uchodzi za symbol zniszczeń alianckich dokonanych podczas II wojny światowej w wyniku dywanowych bombardowań w lutym 1945 roku. W ostatnich latach w Niemczech próbowano, w oparciu o przypadek tego pięknego miasta zastanawiać się nad ewentualną „winą" aliantów za totalne zniszczenie zabytkowych budynków.
Na moim blogu chciałbym przybliżać i prezentować stolicę naszych przyjaciół zza Odry. Jednocześnie postaram się rozjaśniać zawiłości polityczne i społeczne Niemiec, które mają duży wpływ także na nasze zachowania. Zapraszam do wspólnej wyprawy nad Sprewę.