Wystawy, szereg imprez towarzyszących oraz ogromny plakat w centrum stolicy Niemiec przypominają w dwudziestolecie upadku systemu komunistycznego o polskim wkładzie w jego obalenie.
Polityczny maj zdominowały wybory prezydenckie, dwie konwencje partyjne oraz ratowanie Opla. Przed nami równie ciekawy miesiąc.
Pozycja głowy państwa w ustroju RFN jest czysto reprezentacyjna. Jednak tegoroczne zmagania o ten urząd między obecnym prezydentem Horstem Köhlerem a socjaldemokratyczną kandydatką Gesine Schwan były wyjątkowo emocjonujące. Największe partie widziały w nich rozgrzewkę i sprawdzenie jedności swoich szeregów przed „prawdziwą" kampanią wrześniową. Teoretycznie kandydaci na fotel prezydenta nie prowadzą kampanii wyborczej, jednak i w tym punkcie rok 2009 przejdzie do historii.
Köhler korzystając z lepszej pozycji jako głowa państwa w ostatnich kilku tygodniach odwiedzał wiele miejsc stając po stronie „zwykłych" ludzi, co jest szczególnie dobrze widziane w dobie kryzysu. W swoich wystąpieniach mówiąc o politykach często posługiwał się zwrotem „oni" zamiast „my", podkreślając dystans jaki dzieli go od klasy politycznej. Prezydent dał wyraz swojej aktywności postulując, w ostatnich dniach przed swoją reelekcją, zmianę zasad wyboru głowy państwa przekształcając je w głosowanie bezpośrednie przez obywateli. Obecnie wyboru dokonuje Zgromadzenie Parlamentarne złożone z Bundestagu oraz przedstawicieli delegowanych przez Landy. Pomysł głowy państwa skrytykowała socjaldemokracja oraz większość komentatorów politycznych przypominając, iż wprowadzona sześćdziesiąt lat temu zasada jest jednym z fundamentów niemieckiej Ustawy Zasadniczej.
W dobie kryzysu Niemcy cieszą się ze swoich sześćdziesięciu lat w sposób szczególny. Z jednej strony w nadchodzący weekend wszyscy będą emocjonować się ostatnią kolejką Bundesligi i zadawać sobie pytanie czy rzeczywiście VFL Wolfsburg zostanie najlepszą niemiecką drużyną, z drugiej będą bawić się przy Bramie Brandenburskiej świętując jubileusz RFN.
Ale to nie koniec emocji przypadających na ten weekend. Niektórzy zasiądą przed telewizorami i z uwagą przyjrzą się obradom Zgromadzenia Parlamentarnego. Przedstawiciele świata mediów, sportu, kultury, nauki oraz 612 deputowanych do Bundestagu zadecyduje czy na kolejną kadencję w berlińskim pałacu Bellevue pozostanie kochany przez społeczeństwo (ok. 80 proc. poparcia) obecny prezydent Horst Köhler czy mówiąca płynnie po polsku profesor Gesine Schwan. Teoretycznie obecna głowa państwa ma większe szanse, ale jak pokazuje doświadczenie poprzednich wyborów nie wszyscy delegaci ostatecznie głosują na kandydatów ze swoich partii.
Niemiecka Ustawa Zasadnicza obchodzi w tym roku 60-lecie swojego istnienia. Niby rocznica jak każda inna, jednak w świadomości naszych przyjaciół z za Odry jest ona szczególna. W dobie kryzysu i społecznych turbulencji ma przypominać o dobrych momentach w najnowszej historii RFN.
Początek był trudny. Matki i ojcowie niemieckiej „Grundgesetz" działali w ekstremalnych warunkach. Dla większości Niemców jesień 1948 roku kojarzyła się z obawami związanymi z reformą walutową i niepewnością zaopatrzenia na nadchodzącą zimę. Wielu z nich interesowało się politycznymi wydarzeniami w Berlinie, gdzie od kilku miesięcy trwała blokada i wszelkie towary alianci musieli dostarczać za pomocą samolotów ze swoich stref okupacyjnych. Obrady 65 osobowej Rady Parlamentarnej w Akademii Pedagogicznej w Bonn, tymczasowej stolicy nowych Niemiec, interesowały co najwyżej Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów.
Kim byli twórcy jednej z lepszych, jeżeli nie najlepszej konstytucji państwa niemieckiego w dziejach? Przede wszystkim demokraci i przeciwnicy poprzedniego reżimu, który zmusił ich do emigracji lub zamknął w obozach koncentracyjnych. Tylko niektórzy z nich byli bliżej związani z NSDAP, ale jak przyznaje w swojej książce „Der vermisste Leviathan" Christoph Möller: „Rada Parlamentarna była i tak najbardziej opozycyjnym ze wszystkich ważnych organów ówczesnego państwa niemieckiego." Wśród dostojnych 61 panów, którzy doświadczenia parlamentarne i rządowe zbierali głównie w Republice Weimarskiej lub jeszcze za czasów cesarza jak Adenauer, przewodniczący całego Zgromadzenia, znalazły się cztery kobiety. Helene Wessel, Helene Weber, Friederike Nadig, Elisabeth Selbert patronowały Ustawie Zasadniczej i czuwały by ich prawa zostały w niej zagwarantowane. Wszyscy członkowie Rady zostali wybrani przez swoje Landtagi. Berlin posiadał głos doradczy w procesie kształtowania konstytucji. Wynikało to ze specjalnego statusu miasta jako nie należącego do żadnej strefy okupacyjnej, tylko zarządzanego wspólnie (teoretycznie) przez USA, ZSRR, Wielką Brytanię i Francję.
Z koalicji socjaldemokratów i postkomunistów rządzących stolicą Niemiec odchodzą kolejni członkowie. Obecnie poparcie dla burmistrza Klausa Wowereita (SPD) wynosi tylko jeden głos więcej niż jest to wymagane.
Ogłoszenie przez SPD programu wyborczego stanowi najważniejszy punkt kwietniowych zmagań przed wrześniowymi wyborami. Chrześcijańscy demokraci przygotowali półtora kratki papieru, która ma być podstawą kampanii.
Obniżenie podatków, wprowadzenie płacy minimalnej dla wszystkich branż w wysokości 7,5 euro za godzinę, wykorzystanie potencjalnych źródeł energii odnawialnej oraz walka z kryzysem to najważniejsze postulaty 59 stronicowej publikacji socjaldemokratów. Zaprezentowanie programu 19 kwietnia było ucieczką do przodu w obliczu niskich notowań zarówno całej SPD jak i kandydata na kanclerza Franka Waltera Steinmeiera. Tekst dotyczący programu.
Zaczęło się od kapitulacji Berlina w 1945 roku, gdy świętowali zwycięzcy. Później radowanie przybierało bardziej powszechny wymiar. Berlińska majówka od zawsze naznaczona była politycznie, jednak od kilku lat coraz bardziej przybiera wymiar zbiorowej bijatyki.
Historia 1-go maja w niemieckiej stolicy różni się znacząco od Święta Pracy obchodzonego w innych częściach Europy. Kapitulacja Berlina przed Armią Czerwoną dokonana drugiego maja jest wielce symbolicznym skojarzeniem dat z najważniejszym świętem w całym bloku wschodnim. Już rok później, po raz pierwszy od rządów Hitlera, Berlińczycy mogli obchodzić święto ludzi pracy. Po zmaganiach ze straszliwą zimą oraz próbą normalizacji życia w zniszczonej stolicy była to upragniona chwila wytchnienia.
Cztery lata później, gdy zimna wojna rozgorzała już na dobre a most powietrzny łączący Berlin Zachodni z sektorami aliantów w RFN, który przez rok dostarczał mieszkańcom zachodnich stref podzielonego miasta wszelkich niezbędnych produktów do życia zakończył się sukcesem USA, Wielkiej Brytanii i Francji, odbyła się w Berlinie Zachodnim największa demonstracja polityczna w powojennych czasach. Ponad pół miliona osób zebrało się 1-go maja na Placu Republiki, gdzie do mieszkańców (zarówno wschodniej jak i zachodniej części) przemawiał burmistrz Ernst Reuter. Mottem wystąpienia było zdanie: „Przeciwko zjednoczeniu w łańcuchach, dla pokoju i wolności". Podczas tej mowy Reuter powiedział słynne zdanie: „Spójrzcie na to miasto!", chcąc w ten sposób zwrócić uwagę aliantów na sytuację podzielonej metropolii.
Jakie jest nowe polskie kino? Gdzie leży jego siła? Na te pytania spróbuje odpowiedzieć Festiwal „filmPOLSKA" prezentując w stolicy naszego sąsiada ponad osiemdziesiąt różnorakich produkcji.
W swojej czwartej odsłonie festiwal, w trakcie ośmiu dni trwania, pokaże takie filmy jak „33 sceny z życia" Gosi Szumowskiej, „Rysa" Michała Rosa czy „4 Noce z Anną" Jerzego Skolimowskiego. Berlińczycy będą mieli również możliwość zapoznania się z innymi obrazami polskiego filmu, m.in. z cieszącą się w Polsce dużą popularnością komedią „Lejdis" (obejrzało ją ponad 2,5 milionów widzów).
Przy okazji festiwalu, Polski Instytut w Berlinie zorganizował wystawę „100 lat polskiego kina". Jej ideą jest ukazanie najważniejszych momentów w rodzimej kinematografii, której początki sięgają 22 października 1908 roku, kiedy to odbyła się premiera pierwszego filmu fabularnego „Antoś po raz pierwszy w Warszawie".
Niemcy wybierają swojego kanclerza w telewizyjnym show! Nie możliwe? A jednak.
„Ich kann Kanzler" to jeden z najnowszych pomysłów publicznej telewizji ZDF by przyciągnąć przed ekrany szeroką publiczność a młodzież zachęcić do aktywności politycznej i społecznej.
Do programu zgłosiło się ponad 1 800 uczestników. Na swoich wideo prezentacjach starali się wypaść jak najbardziej wiarygodnie, przekonująco i zachęcająco, by to właśnie na nich oddać swój głos w wyborach (co prawda organizowanych w telewizji, głosowanie oczywiście przez sms) 19 czerwca o godzinie 21. Z rzeszy kandydatów, jury w skład którego wchodzą zarówno przedstawiciele polityki, w osobie byłego burmistrza Bremen Henninga Scherfa jak i świata mediów, prowadzący Milionerów Günther Jauch, wybrało szczęśliwą czterdziestkę, której wideoblogi umieszczono na oficjalnej stronie programu.
Nowoczesna wystawa opowiadająca o Polakach, mieszkańcach stolicy Niemiec, to dobry pomysł na przybliżenie Berlińczykom ich sąsiadów.
„My Berlińczycy" (Wir Berliner) to tytuł ekspozycji zaprezentowanej w Ephraim-Palais oraz Märkisches Museum. Na kilku piętrach zgromadzono eksponaty z różnych epok pokazujące życie oraz wpływ polonii Berlińskiej na rozwój miasta. Największą część poświęcono rodzinie Radziwiłłów, która dzięki swoim koneksjom na niemieckim dworze królewskim miała największy wpływ na sytuację Polaków w Niemczech.
Na moim blogu chciałbym przybliżać i prezentować stolicę naszych przyjaciół zza Odry. Jednocześnie postaram się rozjaśniać zawiłości polityczne i społeczne Niemiec, które mają duży wpływ także na nasze zachowania. Zapraszam do wspólnej wyprawy nad Sprewę.