Hillary Clinton wyrasta na globalną gwiazdę dyplomacji - przynajmniej tego samego formatu co Barack Obama w kontekście polityki wewnętrznej.
Czytaj wiecej »
W miejscu brakujących kawałków muru berlińskiego przy Bernauerstraße powstaną metalowe płyty, które mają przypominać o ciągłości komunistycznego monstrum.
Stolica Niemiec od dłuższego czasu boryka się z problemem muru. Symbol podzielonego świata po przełomie 1989 roku został stosunkowo szybko rozebrany. Starano się zakamuflować miejsca gdzie wcześniej dzielił Europę na Wschód i Zachód a jednocześnie próbowano stworzyć dla niego alternatywę w postaci budowania w tych miejscach nowych obiektów.
Taka polityka doprowadziła jednak do prawie całkowitego zatarcia śladów muru. Obecnie najdłuższy i najbardziej „okazały” fragment „żelaznej kurtyny” znajduje się między Ostbahnhof a Oberbaumbrücke. Przeszło kilometrowy odcinek płyt, znany jest szerzej jako Est Side Galery, nie wystarcza jednak by uzmysłowić (głównie turystom i młodszemu pokoleniu) co właściwie owy mur oznaczał.
Czytaj wiecej »
Przejeżdżając przez bogate dzielnice Dakki (np. Gulshan) lub oglądając miejscową telewizję ciężko uwierzyć, że znajdujemy się w jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Zagraniczne firm, eleganckie restauracje, zadbane ulice, kolorowe reklamy i teledyski nie różnią się zbytnio od tego co można oglądać w innych miastach świata. Wystarczy jednak wyłączyć telewizor i wyjść poza Gulshan by odkryć fascynujący i (niestety) przygnębiający obraz codziennego życia w Bangladeszu.
Rozpoczynając od ulic wypełnionych rachitycznymi straganami, znajdujących się w stanie permanentnego niedokończenia budynków, poprzez chaos wypełnionej rikszami ulicy po nadbrzeże czarnej od ścieków rzeki wypełnionej setką małych łódek, szybko zdajemy sobie sprawę, że informacje o biedzie tego kraju nie są bynajmniej przesadzone. Szczególnie smutny jest widok żebrzących dzieci, które często śpią praktycznie na gołej ziemi. Na każdym większym skrzyżowaniu w Dace można spotkać dzieci, które mogłyby być bohaterami filmu Slumdog. Najmłodsze sprzedają popcorn, kwiaty i żebrzą. Nieco starsze zaczynają już ciężką pracę jako czyściciele butów, pomocnicy budowlani, robotnicy w fabrykach. Mimo tego, że w ostatnich latach sytuacja w zakresie edukacji dzieci (zarówno chłopców jak i dziewczynek) znacznie się poprawiła, nadal pozostawia ogromne pole do poprawy.
Czytaj wiecej »
Bangladesz to jedno z najgęściej zaludnionych państw na świeci. Na obszarze dwukrotnie mniejszym niż Polska żyje ponad 150 milionów ludzi. To co uderza od pierwszego momentu pojawienia się w Bangladeszu to olbrzymia liczba rowerowych riksz. Według szacunków w samej stolicy (Dakka) jest ich ponad 600 tys.
Każda z nich jest pomalowana i/lub przystrojona co razem z równie barwnie ozdobionymi ciężarówkami i autobusami (rzadziej) daje niesamowitą tęczę barw. Riksze służą zarówno do przewozu osób jak i towarów. Zmotoryzowana wersja rikszy to CNG lub baby-taxi. Po mieście możemy poruszać się również taksówkami, busami lub autobusami (które zazwyczaj są przepełnione do granic możliwości).
Ponieważ zasady ruchu ulicznego nie są delikatnie mówiąc zbyt jasno określone, w każdym zakątku Dakki od mniej więcej 5 rano do 2 w nocy słychać ciągłe trąbienie, dzwonienie i pokrzykiwanie. Już po pierwszej podróży taksówką zrozumiałem dlaczego przewodniki porównują próby samodzielnego prowadzenia samochodu w Bangladeszu do prób samobójczych. Mimo tego, że ruch jest lewostronny nie ma jasnej zasady z której strony mija się wyprzedzane pojazdy. Po prostu należy trąbić. Głośność klaksonu, która jest dosyć ściśle skorelowana z wielkością pojazdu wskazuję osobie jadącej z przodu, że ma ustąpić miejsca lub przynajmniej nie wykonywać gwałtownych manewrów. Włączenie się do ruchu, zawracanie czy skręt wymaga niesamowitej odwagi i refleksu (szczególnie od prowadzących riksze). Szukając najkrótszej możliwej trasy, kierowcy często tworzą przy poboczu ekstra pas jadących „pod prąd" pojazdów (zawracanie przy kolejnym zjeździe i wracanie się zgodnie z kierunkiem jazdy raczej nie jest praktykowane). Pół biedy gdy takiego manewru dokonują riksze, trochę gorzej gdy tego samego próbuje kierowca ciężarówki.
Czytaj wiecej »
Przedwyborcze sondaże wykazywały, że Barack Obama jest kojarzony z Pepsi, a John McCain z Coca-colą.
Potem okazało się, że logo Obamy jest dziwnie podobne do loga Pepsi,
natomiast nowe logo Pepsi jest jeszcze dziwniejszym trafem jeszcze bardziej podobne do loga Obamy.
Czytaj wiecej »
Kryzys, wiadomo. Owszem, można ratować się przed bezrobociem (lub szukać pracy) poprzez mozolne budowanie swojej własnej marki (lub Me, Inc.) w Internecie.Wymaga to jednak czasu, determinacji i minimalnej chociaż wiedzy z zakresu e-marketingu, a raczej - e-brandingu (stąd na przykład boom na poradniki typu "SEO CV").
Czytaj wiecej »
Słów kilka o planie Obamy, a przynajmniej o pierwszej jego części, czyli impulsie stymulującym gospodarkę.
Po pierwsze – każdy prezydent chciałby dostać od losu taki prezent na starcie kadencji. Móc wydać 700 miliardów dolarów na to co uważam z najważniejsze dla Ameryki. Niezły początek.
Czytaj wiecej »